• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

Kroplówka potrzebna Polonii

Czwartek, 7 listopada 2013 (02:11)

Z Agnieszką Bogucką, prezesem warszawskiego oddziału Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

To prawda, że niektórym oddziałom „Wspólnoty Polskiej” grozi rozwiązanie?

– Odejście twórcy „Wspólnoty”, śp. prof. Andrzeja Stelmachowskiego, zapoczątkowało stopniowe ograniczanie działalności stowarzyszenia poprzez zmniejszanie finansowania, które z roku na rok dramatycznie spadało. Słyszeliśmy coraz częściej: nie jesteście jedyni. Powstawały nowe stowarzyszenia i fundacje, które także chciały współpracować z Polonią. Środki na pomoc Polonii były dysponowane na coraz więcej podmiotów. Katastrofalnym wydarzeniem było przekazanie funduszy na pomoc Polonii do MSZ, co spowodowało niezwykłe zaostrzenie procedur konkursowych, których musieliśmy się uczyć na nowo wraz z urzędnikami resortu. Radykalnie ograniczono nie tylko finansowanie naszych projektów, ale także zakwestionowano fakt, że przy wykonywaniu zadań państwowych zleconych organizacji pozarządowej występują koszty organizacyjne. Jest to element, którego nie potrafię zrozumieć. Aparat państwa przecież także ponosi, i to ogromne, koszty administracji, a nie chce przyjąć do wiadomości, że poważnych zadań państwowych, powierzanych organizacji takiej jak „Wspólnota Polska”, nie sposób wykonać bez finansowania ze strony aparatu. Efektem jest konieczność ograniczenia struktur do minimum, co zagraża samemu istnieniu nie tylko niektórych oddziałów regionalnych, ale całego stowarzyszenia. Na przykład oddział krakowski zawsze był bardzo uprzywilejowany we „Wspólnocie Polskiej” i szczególnie w tej chwili został poszkodowany. Zamknięto także biuro zarządu mojego oddziału. To nie oznacza, że oddział warszawski został rozwiązany, bo jego członkowie, środowisko nadal jest, natomiast działanie oddziału w takich warunkach, kiedy jedynym stałym punktem kontaktowym jest tak naprawdę mój telefon komórkowy, jest niedorzecznością. Nie możemy poważnie traktować zadań państwowych wobec Polonii, bo pieniądze, które dostajemy, grubo nie wystarczają na funkcjonowanie oddziałów. Z tego, co wiem, także biuro zarządu krajowego było zmuszone zlikwidować bardzo wiele etatów, a do poszczególnych zadań zatrudnia się osoby na krótkie kontrakty, co oznacza utratę wielu bardzo kompetentnych specjalistów, których sobie wychowaliśmy przez te wszystkie lata.

Jeżeli oddziały „Wspólnoty” zostaną rozwiązane, kto będzie pomagał Polonii?

– Wtedy tej realnej pomocy nie będzie. „Nasz Dziennik” podniósł niedawno problem dramatycznej sytuacji klubu sportowego Polonia Wilno. Takie sytuacje wymagają natychmiastowej reakcji, możliwości finansowych i organizacyjnych. Ustawodawca wymyślił jednak sobie, że podzieli na kawałki zadania wobec Polonii i będzie je powierzał organizacjom pozarządowym w drodze konkursów. Procedury konkursowe są jednak długotrwałe i nie dają gwarancji, że dany podmiot faktycznie tę pomoc otrzyma. Moim zdaniem, błędem było przesunięcie funduszy polonijnych z Senatu do MSZ, które jest administracją państwową i może tu dochodzić do upolitycznienia różnych działań. Bo przecież Polonia to obywatele obcych państw, którzy są zobowiązani do lojalności względem swojego państwa osiedlenia. Trzeba pamiętać, że poszczególne aparaty polityczne tych państw różnie podchodzą do Polonii.

Zwłaszcza za wschodnią granicą.

– Tak. Tam tak naprawdę Polacy zamieszkują państwa o systemie totalitarnym. Nie może być bowiem tak, że na terenie Białorusi, Ukrainy czy nawet Litwy, która nie spełnia żadnych standardów wobec mniejszości polskiej, chodzenie do ambasady po pomoc finansową jest kwalifikowane jako działalność agenturalna. Wielokrotnie słyszymy o tym w wypowiedziach prezydenta Łukaszenki, ale także litewskich polityków, nie mówiąc już o sytuacji w Rosji. Dramatyczna jest również sytuacja polskich organizacji w Niemczech, o czym się zupełnie nie mówi. Wiele mówi się natomiast o rzekomo bardzo dobrych relacjach z Niemcami, podczas gdy tam nie odzyskaliśmy nawet małej części majątku przedwojennych organizacji polskich. W Berlinie nie ma Domu Polskiego, siedziby Związku Polaków czy którejkolwiek z organizacji, które notabene najwyraźniej są skonliktowane m.in. wskutek specyficznego sposobu finansowania organizacji mniejszościowych w systemie niemieckim. To zmierza do tego, żeby Polacy, owszem, pracowali w Niemczech, i to najlepiej za małe pieniądze, ale żeby nie tworzyli żadnego środowiska, tylko jak najszybciej się asymilowali.

Najtrudniej mają chyba jednak małe szkoły, kluby i gazety polonijne?

– Zdecydowanie tak, one są na krawędzi istnienia. To są małe środowiska, które albo będziemy wspierać, bo będzie nam zależało na tym, by one dalej trwały, albo upadną. One muszą być jednak wspierane rękami organizacji pozarządowych, bo inaczej narażają się na zarzut agenturalności, i jak np. na Białorusi skończy się to prześladowaniami, z więzieniem włącznie.

Sytuację może zmienić nadzwyczajny zjazd władz krajowych, o co występują niektóre oddziały?

– Były listy protestacyjne, które całą odpowiedzialnością obciążają zarząd krajowy. To wielkie nieporozumienie. Oddział krakowski „Wspólnoty”, zlokalizowany w mieście tak bardzo znaczącym dla polskiej kultury i tradycji, zawsze był nie tylko szczególnie finansowany, ale także jest środowiskiem bardzo zasłużonym, szczególnie dla południowych Kresów, Lwowa i terenów obecnej Ukrainy. Jego zasługi dla ochrony zabytków polskich na Kresach, dla środowisk oświatowych są niepodważalne. Co jednak można zrobić w sytuacji np. wycięcia całej sekwencji pomocy kulturalnej dla Poloni w konkursach MSZ? Oddział krakowski, obarczając winą zarząd krajowy, nie przyjmuje do wiadomości katastrofalnego zmniejszenia finansowania naszego stowarzyszenia i zaostrzenia procedur. Oczywiście są tu różne opcje: są zwolennicy premiera Tuska i jego przeciwnicy, aczkolwiek w większości jesteśmy postrzegani jako „pisowcy”, co jest zupełną nieprawdą, bo ludzie zajmują się tu konkretnymi tematami, a nie polityką.

W czym widzi Pani szansę na ratunek?

– W podważeniu decyzji o przesunięciu środków na Polonię z Senatu do MSZ i poważnym podejściu do zadań państwowych w stosunku do naszych rodaków mieszkających poza granicami. Dziś nie ma czegoś takiego jak polityka państwa polskiego wobec Polonii, np. poseł Artur Górski, dziś niestety chory, robił bardzo wiele dla Polonii, głównie z terenu Litwy. Pilnie śledził wszystkie zjawiska dotyczące prześladowania Polaków na Litwie i podnosił je publicznie, także w bardzo wielu tekstach na łamach „Naszego Dziennika”. Załamałam się, jak usłyszałam o jego chorobie. Litwa jest szalenie trudnym partnerem i obrona Polaków na Litwie to bardzo ważne zadanie dla Polski.

Dlaczego Wilno jest tak trudnym partnerem?

– Naród litewski bardzo wiele wycierpiał. Litwa stale znajduje się w sytuacji permanentnego zagrożenia jako małe państwo na skraju Unii. Jako kraj członkowski UE obowiązują ją określone standardy w odniesieniu do praw mniejszości narodowych. Silne wpływy ugrupowań nacjonalistycznych powodują, że zwyciężają postawy pełne nienawiści wobec m.in. Polaków. Procesy są wytaczane ludziom tylko za to, że umieszczają na domach tabliczki z nazwami ulic po litewsku i polsku. Niszczone jest sukcesywnie i w różnych formach szkolnictwo polskie, kultura. Sytuacja Polaków na Litwie to permanentna opresja. To całkowicie wbrew standardom UE, ale państwo polskie nie do końca jest tym problemem zainteresowane lub sobie z tym nie radzi. Jeśli do tego dojdzie nieudolne lub nieprawidłowo lokowane wsparcie finansowe działalności organizacji polskich, jak choćby wspomnianego klubu sportowego Polonia Wilno, to skutek będzie łatwy do przewidzenia. Likwidacja, a za nią postępująca szybko likwidacja polskiej mniejszości narodowej na Liwie, podobnie jak to się stało z Polakami na Litwie Kowieńskiej w okresie międzywojennym.

MSZ tłumaczy, że obowiązuje je ustawa o finansach publicznych i nic poza konkursami nie może zrobić.

– Ustawa o finansach publicznych to nie jest prawda objawiona. Jeśli są elementy, w których tkwi przeszkoda do realizacji ważnych celów państwa, to znaczy, że prawo wymaga zmian. Widzimy, że kiedy władzy zależy na tym, aby dać pieniądze, to zarówno tryby, jak i pieniądze się znajdują. Ważne są więc głosy krytyczne z zewnątrz, konieczna jest debata. Tu naprawdę nikt nie walczy o żadne pieniądze dla siebie – powtórzę, że aparat „Wspólnoty Polskiej” jest już prawie zmniejszony do zera. Są jednak pewne stałe proporcje kosztów administracyjnych, które musimy ponosić. W normalnych firmach dochodzą one nawet do 30 proc., my zaś dostajemy 10 proc. i musimy z tego sfinansować całą strukturę. I to w bardzo trudnej procedurze, bo co chwilę coś się podważa, mówiąc, że czegoś nie możemy finansować.

Dziękuję za rozmowę.

Piotr Czartoryski-Sziler