Na tarczę bym nie liczył
Czwartek, 7 listopada 2013 (02:03)Z Garym J. Schmittem, analitykiem stosunków USA – Europa z American Enterprise Institute, rozmawia Łukasz Sianożęcki
John Kerry powiedział w Warszawie, że instalacja tarczy antyrakietowej w Polsce jest ciągle realna. Podziela Pan to przekonanie?
– W mojej ocenie, zmiana podejścia administracji Baracka Obamy do budowy tarczy antybalistycznej w ramach NATO na terenie m.in. Polski, ogłoszona 17 września 2009 r., która obecnie obowiązuje jako projekt Europejskiego Podejścia Fazowej Adaptacji (EPAA), w rzeczywistości przekreśliła możliwość powstania tego systemu w waszym kraju. Przy tym cały czas nie przedstawiono planu pokonania trudności technologicznych, z jakimi wiąże się umieszczenie tego typu systemu na lądzie, zatem także ten fakt oddala możliwość powstania tarczy na terytorium Polski. Wydaje się więc, że obietnica Kerry’ego miała na celu jedynie pewne uspokojenie rządu w Warszawie i odwleczenie sprawy w nieokreśloną przyszłość poprzez brak podania jakichkolwiek konkretów. Ponadto szef dyplomacji USA może swobodnie składać tego typu obietnice, podając jako datę 2018 rok, ponieważ kiedy trzeba będzie wywiązać się z obietnicy, nie będzie to już sprawa ani prezydenta Obamy, ani jego urzędników, czyli m.in. Johna Kerry’ego.
USA wskażą na jakieś inne państwo jako najważniejszego sojusznika w Europie Środkowej?
– Myślę, że w ostatnim czasie możemy zaobserwować, jak Warszawa i Waszyngton odsuwają się od siebie. To nie jest wszakże jednostronna decyzja USA, tylko konsekwencja pewnych ruchów po obu stronach. Uważam jednocześnie, że taka sytuacja jest bardzo zła dla sojuszu naszych państw i znacznie go osłabia. Z drugiej strony dobrym prognostykiem jest sama wizyta Kerry’ego w Polsce, co świadczy o tym, że Stanom Zjednoczonym na tyle zależy na stosunkach z waszym krajem, że do takiej wizyty dochodzi. Zwłaszcza że odbywa się ona w czasie, kiedy Waszyngton nie ma zbyt dobrej prasy w Europie w związku z aferą podsłuchową i działaniami NSA.
Kerry nie liczył chyba na to, że uniknie pytań o podsłuchy, takie pytania padły na spotkaniu z dziennikarzami.
– Amerykański dyplomata wskazywał jednak, że wzajemnych stosunków nie można postrzegać tylko przez pryzmat jednej afery. Przyznał, że Amerykanie popełnili błąd, jednak zwrócił uwagę, że Polska i USA powinny bardziej niż na przecieki z podsłuchów patrzeć na zacieśnianie współpracy zarówno w obszarze wojskowości, jak i gospodarki. Ja się z tym zgadzam, zwłaszcza w kontekście powstającej umowy o wolnym handlu pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską.
Najbardziej perspektywicznym polem do współpracy między USA i Polską wydawały się projekty związane z wydobyciem gazu łupkowego. Amerykańskie firmy już sporo zainwestowały w poszukiwanie tego surowca u nas. Sądzi Pan, że Stany Zjednoczone zrobiły wszystko, by doprowadzić do końca ten projekt?
– Obecnie obserwujemy, z jak wielu powodów Polska nie jest w stanie ruszyć do przodu w kwestii gazu łupkowego. Problemem są nie tylko zabiegi różnych lobby, które wstrzymują te postępy, ale także wewnętrzna polityka w Polsce. Amerykańskie firmy, które poszukują nowych złóż gazu ziemnego, i w łupkach, i w tradycyjnych złożach, na całym świecie, widzą, że mają całe mnóstwo okazji do inwestowania w ten proces. W związku z tym, jeśli zauważają, że w Polsce jest to proces zbyt powolny, zbyt trudny, obarczony trudnościami biurokratycznymi czy zbyt kosztowny, wówczas zwyczajnie poszukają swojej szansy gdzie indziej. W tej materii wiele zależy więc od samych władz Polski. USA pokazały swoją gotowość do współpracy.