• Sobota, 14 marca 2026

    imieniny: Leona, Matyldy, Jarmiły

Łzy katolików na ziemi Mahometa

Środa, 6 listopada 2013 (14:48)

W dniach od 2 do 3 listopada w Watykanie odbyła się konferencja pt. „Handel ludźmi – współczesne niewolnictwo”, którą zorganizowała Papieska Akademia Nauk Społecznych wspólnie z Międzynarodową Federacją Katolickich Stowarzyszeń Lekarskich i z Papieską Akademią Nauk.

Jak informuje Radio Watykańskie, dane o zjawisku „handlu żywym towarem” są zatrważające, każdego roku nawet 2 mln osób jest jego przedmiotem, głównie w celach seksualnych, ale zdarza się także, że ludzi ograbia się z ich organów w celu sprzedaży do przeszczepów.

Ksiądz biskup Sánchez Sorondo powiedział, że „ludzi się sprzedaje i nikogo nie obchodzi osoba, ale ważne są tylko pieniądze. Zarabia się na ludziach jak niegdyś na niewolnictwie, a w pewnym sensie nawet jeszcze gorzej, zwłaszcza gdy chodzi o wykorzystywanie seksualne, w tym i dzieci, tak dziewczynek, jak chłopców. To jedna z największych tragedii zglobalizowanego świata, razem z imigracją, czego skutki widzieliśmy na Lampedusie”.

Chciałbym zwrócić uwagę Czytelników „Naszego Dziennika” na jeden z wymiarów tego skandalicznego zjawiska, jaki ma miejsce w Arabii Saudyjskiej, kraju surowego wahabizmu, którego jedyną kontrolą jest Koran i prawa z niego wynikające.

Królestwo świętej ziemi islamu, z jej najważniejszymi miastami Mekką i Medyną, zajmuje drugie miejsce na Światowym Indeksie Prześladowań Chrześcijan opublikowanym w 2013 r. przez organizację Open Doors.

Bezkarne poczynania Saudyjczyków, tj. dalsze dławienie przez nich praw człowieka, oznaczają, że tę wysoką pozycję starają się z uporem pielęgnować.

W kontekście wspomnianej konferencji na temat współczesnych form niewolnictwa Arabia Saudyjska jest, o czym niewiele osób wie, jego pionierem, natomiast zjawisko niewolnictwa zostało zniesione tutaj (oficjalnie) dopiero w 1962 r.

Status pracownika zza granicy jest niepewny. Łatwo stracić pozwolenie na pobyt z byle powodu, a jeszcze trudniej je uzyskać.

Imigranci z Filipin, największego kraju katolickiego w Azji, są często przymusowymi robotnikami, choć może lepszym określeniem byłaby tu nazwa – niewolnikami.

Gdzieś w mentalności Arabów z ojczystej ziemi ich proroka Mahometa ta inklinacja do handlu żywym towarem nadal ma się dobrze, bo tradycja jest tak stara jak początki samego islamu.

Według danych AsiaNews, nawet 300 tys. Filipińczyków pracuje w Arabii Saudyjskiej. Są okrutnie wyzyskiwani i źle, jeśli w ogóle, opłacani. Stają się ofiarami bezkarnej przemocy, gwałtów, handlu, głównie ze względu na swoją katolickość, która w przypadku Filipińczyków jest mocno kultywowana.

Drugim zagrożeniem są represje, jakich się dopuszcza rząd Arabii Saudyjskiej, który zintensyfikował łapanki nielegalnych robotników od początku tego roku.

Według filipińskich władz, już ponad 4 tys. Filipińczyków zostało deportowanych do ojczyzny.

Jednak w tej chwili niemal 7 tys. Filipińczyków jest przetrzymywanych w całym kraju w więzieniach w oczekiwaniu na procesy i wydalenie z królestwa. Według meldunków Migrante International, organizacji wspierającej filipińskich pracowników za granicą, 1,7 tys. nielegalnych pracowników przebywa w Jeddah i czeka na deportację, natomiast 5 tys. znajduje się w Rijadzie, Al Khobar i Dammam.

Świadkowie, którym udało się wydostać z kaźni islamskich panów, opowiadają rzeczy straszne. Zamknięci całe dnie w ciasnych komórkach, ze spętanymi rękami i nogami, bici, lżeni, głodzeni, często byli nakłaniani do zmiany religii.

Władze saudyjskie traktują tysiące imigrantów jak zwierzęta, choć to porównanie akurat w naszej kulturze nie jest adekwatne, ponieważ zwierzęta w Polsce są lepiej traktowane niż Filipińczycy przez okrutnych wahabitów.

W Arabii Saudyjskiej, oprócz Filipińczyków, przebywają imigranci z Pakistanu, Indii, Bangladeszu i Nepalu. Migranci ponoszą najsurowsze kary, takie jak: chłosta za picie alkoholu, baty za nielegalne stosunki seksualne, obcinanie rąk za kradzież, a nawet wyroki śmierci przez publiczne ścięcie za udowodnione przez męskich świadków muzułmańskich takie zbrodnie, jak handel narkotykami lub czary (co może być różnie interpretowane). Zeznania i przyznanie się do winy są zdobywane przez stosowanie tortur.

Imigranci niewolnicy budują w pocie czoła, stresie i wielkim zagrożeniu bogactwo emirów i szejków. Obok ropy naftowej, krew, łzy i pot są fundamentem bogactwa Arabii Saudyjskiej.

W tym kontekście pretensje Arabii Saudyjskiej i nieprzyjęcie przez nią członkostwa w Radzie Bezpieczeństwa ONZ brzmią jak farsa, choć jeszcze większą farsą byłaby jej obecność w tym ciele.

dr Tomasz M. Korczyński