• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

Ślepa taktyka umarzania

Środa, 6 listopada 2013 (02:06)

Z mec. Bartoszem Kownackim, pełnomocnikiem części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Jak Pan ocenia umorzenie śledztwa w sprawie niedopełnienia obowiązków przez polskich prokuratorów wojskowych w Smoleńsku w 2010 roku?

– Bez większego zaskoczenia, ponieważ obserwowałem to, co robi prokuratura przez ostatnie trzy lata. Już wcześniej przestrzegałem przed tym, że mogą być umarzane poszczególne wątki w śledztwie związanym z katastrofą smoleńską, by nie było jednego spektakularnego umorzenia, które wzbudziłoby duży sprzeciw. Kawałek po kawałku umarza się poszczególne jego wątki, a gdy zostanie sam „ogryzek” ze śledztwa głównego, wtedy ono też zostanie umorzone. Śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków przez polskich prokuratorów wojskowych jest niejako obok śledztwa głównego, jednak jak inne kończy się porażką. Każde postępowanie, które nie kończy się w takich sprawach wyrokami czy przynaj- mniej kierowanymi aktami oskar- żenia, jest porażką całego państwa. Nie może być tak, że za to wszystko, co się stało przed katastrofą i po niej, nikt nie ponosi odpowiedzialności, tak jakby w zasadzie nic się nie stało.

Śledztwo dotyczy prokuratorów wojskowych, którzy byli w Smoleńsku i Moskwie, ale kilka tygodni temu umorzono tzw. wątek cywilny, czyli zaniedbań urzędniczych.

– Oczywiście, ci urzędnicy – według mnie – są w pierwszej kolejności winni tym wszystkim zaniedbaniom po 10 kwietnia, zaś błędy prokuratury były w jakimś sensie wypadkową tych zaniedbań, przyzwoleniem najwyższych funkcjonariuszy na to, by prokuratura tak prowadziła śledztwo. Gdyby strona polska wywalczyła sobie inną pozycję w relacjach ze stroną rosyjską i zabezpieczyła odpowiednio polskie interesy, być może wtedy prokuratura byłaby zmuszona inaczej prowadzić to postępowanie. Nie ulega wątpliwości, że doszło tutaj – w mojej ocenie – do bardzo poważnych zaniedbań, które powinny być oceniane przez niezawisły sąd. Wtedy byłaby szansa, że będzie obiektywne rozstrzygnięcie. Prokuratura wojskowa jest dość hermetycznym i małym środowiskiem. Wiele błędów, które były przez nią podtrzymywane, rzutowało na całe śledztwo.

Prokuratura tłumaczy, że w 2010 r. strona rosyjska powiadomiła polskich śledczych o zakończeniu procedury sekcyjnej i nic już nie można było zrobić.

– Rozumiem całą złożoność sytuacji i uwarunkowania prawne, bo nie jest tak, że obowiązujące przepisy ułatwiały sytuację, one wręcz ją utrudniały. Rozumiem też zamieszanie, jakie wtedy panowało, i stan nadzwyczajny, lecz przede wszystkim sekcje zwłok nie zakończyły się 11 kwietnia i każdy zdrowo myślący człowiek powinien na to zwrócić uwagę. Nawet osoby patrzące z boku, które nie miały dostępu do materiałów śledztwa, logicznie myśląc, mogły przypuszczać, że tych sekcji nie wykonano pierwszej nocy, bo nie wszystkie ciała były nawet tego dnia w Moskwie. Prokuratorzy powinni na to zareagować. Skoro sekcje wykonano bez udziału polskich prokuratorów, a widać było ogromny bałagan i napięcie, które tam panują, to choćby z ostrożności procesowej powinno się sekcje zwłok ofiar powtórzyć w Polsce.

Prokuratura odpiera ten zarzut, twierdząc, że przepisy polskiego kodeksu postępowania karnego nie nakazują przeprowadzenia ponownej sekcji zwłok, a więc nie ma podstawy prawnej nakazującej podjęcie tego rodzaju czynności.

– Podstawa prawna jest, gdyż kodeks postępowania karnego mówi o zasadzie bezpośredniości, czyli że w każdym wypadku, kiedy prokurator może, powinien w sposób bezpośredni przeprowadzić daną czynność. Można było pominąć sekcję zwłok tylko w wypadku, kiedy mielibyśmy pełne zaufanie do naszego partnera. W momencie, kiedy tego zaufania nie było i być nie mogło, bo widać było, co się dzieje, sekcje należało ponownie przeprowadzić na terenie naszego kraju. Obserwując działania związane z katastrofą smoleńską, widzę pewną prawidłowość w uzasadnieniach prokuratury, która zazwyczaj wskazuje, że jakieś postępowanie miało poważne uchybienia, ale brak jest normy prawnej, która by wprost nakazywała takie, a nie inne działanie. I taka argumentacja staje się podstawą umorzenia śledztwa. To kompletne niezrozumienie swojej roli przez prokuraturę, dlatego że trudno, aby prawo – chociażby kodeks postępowania karnego – regulowało w sposób kazuistyczny każdą dziedzinę życia. Pełne obowiązki wynikają z samej istoty funkcji, którą się pełni.

Mecenas Pszczółkowski twierdzi, że rezygnację z ponownych sekcji można kwalifikować nie tylko jako karalne niedopełnienie obowiązków, ale nawet jako działanie na szkodę polskiego śledztwa.

– Na pewno było to działanie, które w konsekwencji utrudniło prowadzenie polskiego śledztwa. Pytanie oczywiście, jaki był zamiar polskich prokuratorów – czy od początku chcieli utrudnić polskie śledztwo, czy też po prostu nie dopełniali obowiązków. Dziwię się, że w śledztwie nie przesłuchano prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta. Rozumiem, że to naczelny prokurator wojskowy wykonywał tutaj wiele czynności i to jemu podlega ten pion prokuratury, ale w najważniejszym śledztwie w Polsce, w którym prokurator generalny od początku deklaruje swoje zainteresowanie i zaangażowanie, jego wiedza na ten temat jest nie do przecenienia. Nieprzesłuchanie prokuratora Seremeta jest dla mnie decyzją niezrozumiałą i choćby z tego powodu to postanowienie powinno być uchylone.

Zaskarżenie decyzji prokuratury o umorzeniu śledztwa do sądu jest więc zasadne?

– Uważam, że jak najbardziej się broni, rozumiem tu decyzję pana mecenasa Pszczółkowskiego. Jeżeli chodzi o mnie, to będę rozważał tę kwestię z moimi klientami i w zależności od ich stanowiska będę podejmował konkretne czynności. Uważam, że sprawa niedopełnienia obowiązków nie tylko przez prokuratorów, ale przede wszystkim przez funkcjonariuszy cywilnych państwa i tak będzie miała kiedyś swój finał w sądzie. Mam nadzieję, że również przed Trybunałem Stanu. Dzisiaj, kiedy patrzę, jak funkcjonuje Sejm, w jaki sposób toczyło się chociażby postępowanie w sprawie nieprawidłowości przy zagospodarowywaniu przez KRRiT multipleksu cyfrowego, nie widzę szans na postawienie kogokolwiek przed Trybunałem Stanu.

Dziękuję za rozmowę.

Piotr Czartoryski-Sziler