Pod koniec roku szpitale pod finansową ścianą
Wtorek, 5 listopada 2013 (20:48)Ponad 30 milionów złotych trafi dodatkowo w tym roku na Podkarpacie z Narodowego Funduszu Zdrowia. W skali kraju zostanie rozdysponowanych 640 milionów złotych. Dla szpitali, dla których liczy się każdy grosz, to jednak kropla w morzu potrzeb.
Sytuacja finansowa większości polskich szpitali, które walczą z coraz większym zadłużeniem, jest bardzo trudna. Na placówki medyczne nakłada się coraz więcej obowiązków, ale w ślad za tym nie idzie wsparcie finansowe, co może prowadzić do utraty płynności finansowej, a stąd już prosta droga do bankructwa. Sytuację dodatkowo pogarsza brak bądź zbyt mało pieniędzy z NFZ za tzw. nadwykonania za lata ubiegłe.
W przypadku Podkarpacia 14,5 miliona złotych pochodzące z rezerwy ogólnej Centrali NFZ ma być przeznaczone na dofinansowanie leczenia szpitalnego. Chodzi o takie dziedziny jak: kardiologia, onkologia czy chociażby chirurgia naczyniowa. Półtora miliona złotych ma trafić na opiekę długoterminową, a 1,3 miliona na opiekę paliatywną. Z kolei 13 milionów ma być przeznaczone na krycie kosztów świadczeń opieki zdrowotnej tzw. nadwykonań za 2012 r. Tymczasem nadwykonania podkarpackich szpitali tylko za bieżący rok są już na poziomie ok. 50 milionów złotych.
Każdy grosz się liczy
Kierownictwo podkarpackiego oddziału NFZ w Rzeszowie zapewnia, że decyzje o podziale dodatkowych środków dla poszczególnych placówek powinny zapaść jeszcze w listopadzie. Im prędzej, tym lepiej, bo w końcówce roku większość szpitali ledwo wiąże koniec z końcem i bez dodatkowych środków ciężko będzie im dotrwać do końca roku. – Liczy się każdy grosz, bo z jednej strony poprawia to sytuację finansową szpitala, a z drugiej zwiększa dostępność pacjentów do świadczeń medycznych. Jednak dodatkowe środki, o których mowa, są zaledwie kroplą w morzu potrzeb – podkreśla Janusz Hamryszczak, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala im. św. Ojca Pio w Przemyślu. Nadwykonania tylko w tym przemyskim szpitalu wynoszą ok. sześciu milionów złotych, z czego połowa powstaje na oddziale kardiologii. To powoduje, że szpital choć nie ogranicza przyjęć, to jest zmuszony ograniczyć niektóre drogie procedury, głównie wysokospecjalistyczne takie jak ablacje, wszczepianie rozruszników czy kardiowerterów.
O podobnej kwocie nadwykonań jak w Przemyślu można mówić w przypadku największej placówki medycznej na Podkarpaciu Szpitalu Wojewódzkim nr 2 w Rzeszowie. Janusz Solarz, dyrektor rzeszowskiej lecznicy, w rozmowie z portalem NaszDziennik.pl przyznaje, że jego szpital nie pogardzi żadną dodatkową kwotą, ale patrząc na całą pulę przewidzianą przez NFZ do podziału na wszystkie podkarpackie szpitale i potrzeby poszczególnych placówek, jest ona stanowczo za niska, dlatego nie da się uniknąć nadwykonań. – W placówce, którą kieruję, ze Szpitalnym Oddziałem Ratunkowym czy jedynym na Podkarpaciu tzw. Centrum Urazowym, gdzie pacjenci trafiają głównie z zagrożeniem życia, trudno limitować przyjęcia. Te przeciążenia sprawiają, że w limitach kontraktowych na wielu oddziałach, jak chociażby internistycznym czy intensywnej terapii, po prostu trudno się zmieścić – tłumaczy dyr. Solarz. Dodaje, że do końca roku kwota nadwykonań w zarządzanym przez niego szpitalu może sięgnąć co najmniej 7-8 milionów złotych.
Szpital musi, NFZ może
Problemów z nadwykonaniami nie byłoby, gdyby kontrakty były wyższe i zbliżone do faktycznych potrzeb szpitali. Tymczasem – jak tłumaczą szefowie poszczególnych szpitali – wciąż mamy do czynienia ze źle zbilansowanymi potrzebami zdrowotnymi, ale nie da się chorować tylko do wysokości wyznaczonego limitu. Każde negocjacje szpitali z NFZ dotyczące kontraktów kończą się podpisaniem protokołu rozbieżności. Dlatego obszary nadwykonań, które pojawiają się później w trakcie roku, nie są bynajmniej wynikiem niedoszacowania wydatków przez szpitale, ale zbyt niskich kontraktów, o których NFZ doskonale wie, a mimo to nic z tym nie robi, zaniżając kontrakty. Cała odpowiedzialność spada zaś na szpital, bo zgodnie z zapisami ustawy o finansowaniu świadczeń opieki zdrowotnej ze środków publicznych, ustawy o ratownictwie medycznym czy ustawy o prawach pacjenta, szpitalowi w sytuacji zagrożenia życia i zdrowia nie można odmówić przyjęcia ze względów ekonomicznych, a więc braku czy przekroczenia limitów.
To sprawia, że szpital musi przyjąć pacjenta i udzielić mu pomocy medycznej w każdej sytuacji, natomiast wcale nie musi i często nie otrzymuje za to pieniędzy. Powstaje tylko pytanie, czy szpitale, których misją jest ratowanie życia i zdrowia pacjentów, muszą walczyć o swoje na drodze sądowej, tracąc przy tym czas i ponosząc dodatkowe wcale niemałe koszty?
Mariusz Kamieniecki