Dzielmy się świadectwem abstynencji
Sobota, 28 lipca 2012 (06:26)Z JE ks. bp. Tadeuszem Bronakowskim, przewodniczącym Zespołu ds. Apostolstwa Trzeźwości przy Konferencji Episkopatu Polski, rozmawia Małgorzata Pabis
Tegoroczny sierpień będzie przeżywany pod hasłem "Rodzina szkołą trzeźwości".
- Dokładnie tłumaczymy ten wybór w tegorocznym liście pasterskim na sierpień - miesiąc abstynencji. Przypominamy, że rodzina jest podstawowym i najważniejszym środowiskiem, w którym kształtowany jest człowiek. A zatem rodzina kształtuje też postawę wobec alkoholu. Chodzi tu nie tylko o rolę świadków i wychowawców, jaką przyjmują rodzice. Chodzi także o to, jakie wartości pielęgnujemy. Silne więzi, zdolność do szczerej rozmowy, wzajemny szacunek i zaufanie, stały kontakt rodziców z dziećmi, pogłębione życie religijne, umiejętność przeżywania wolnego czasu w dobrej, rodzinnej atmosferze - to wszystko chroni przed wyobcowaniem, przed szukaniem pocieszenia w alkoholu. Postawa wobec alkoholu w istocie ujawnia prawdę o człowieku, jest odwzorowaniem osobistej hierarchii wartości, stopnia wolności i kontroli nad życiem.
Mówi Ksiądz Biskup o świadectwie rodziców. Ostatnio byłam świadkiem, jak rodzice pozwalali dzieciom na podpijanie piwa ze swojego kufla. Czy rzeczywiście przymykać oko na takie zachowania dzieci?
- Po pierwsze, alkohol jest w jakimś stopniu szkodliwy dla każdego człowieka. Dla małych dzieci to wręcz trucizna, która ma bardzo zły wpływ na układ nerwowy, na zdrowie, ale też psychikę. Jak zatem wytłumaczyć rodzica, który podaje dziecku truciznę? Jedynie niewiedzą lub skrajną nieodpowiedzialnością. Wielu ludzi myśli, że piwo to taki nieszkodliwy napój chłodzący, można je pić jak wodę mineralną i nic się nie stanie. To wynik reklam, które od lat tworzą w świadomości obraz piwa jako czegoś niezwykle pozytywnego. Więc rodzice myślą: to przecież nie zaszkodzi, jak dziecko sobie wypije. Takie myślenie ma nieraz tragiczne następstwa.
Konsekwencje pokazują dane statystyczne: aż 14 proc. dorosłych Polaków pije ryzykownie i szkodliwie. Ponad milion Polaków jest uzależnionych. Co najmniej dwa miliony dzieci żyje w rodzinach obarczonych dramatem uzależnienia. Każdy polski podatnik przeznacza co roku ok. 800 zł na pokrycie strat wynikających z nadmiernego spożycia alkoholu. Jak wynika z dostępnych danych, spożycie alkoholu ciągle wzrasta, zwłaszcza wśród ludzi młodych. Dlaczego jest tak źle?
- Po pierwsze, ludzie są dzisiaj coraz bardziej zagubieni: z jednej strony biorą udział w codziennym wyścigu, który rodzi niepokój i stres. Z drugiej strony media masowe tworzą zasłonę rozrywki, nieustannej ekscytacji, pobudzają do konsumpcji i rozrywkowego życia. To wszystko sprawia, że człowiek szuka ucieczki od stresu i rywalizacji, a jednocześnie chce mieć więcej, lepiej się bawić, być bardziej wyluzowany. Alkohol jest szybkim środkiem, który daje złudzenie, że tak jest. Zapytajmy młodych ludzi, którzy upijają się co weekend, ile wytrzymaliby ze sobą bez alkoholu. Czy mieliby o czym rozmawiać? Czy dobrze by się bawili? Na wielu spotkaniach naprzeciw siebie siedziałyby sfrustrowane i wyobcowane osoby. Alkohol daje im przepustkę do lepszego świata, w którym wszyscy są dowcipni, zabawni, potrafią z sobą spędzać czas. To jest tragedia, że dzisiaj ludzie nie potrafią być ze sobą bez "wspomagacza", jakim jest alkohol. Po jakimś czasie wielu wpada w zaklęty krąg, w którym alkohol staje się niezbędny. I statystyki się pogarszają. Ale one są jedynie liczbową próbą zapisu zjawisk, które są tak tragiczne, że nie da się ich oddać wykresami i tabelami. Trzeba iść do domu dziecka i zobaczyć pobite, zaszczute kilkuletnie dziecko, którego matka jako nastolatka upijała się na imprezach, myśląc, że to nic szkodliwego. Takie dramaty pokazują, jak od pozornie niegroźnych imprez przechodzi się do przegranego życia.
Wiemy też, że alkohol spożywa coraz więcej kobiet w stanie błogosławionym. Jak podejść do tego problemu?
- Po pierwsze, edukując, przypominając, że alkohol jest bardzo niebezpieczny dla dziecka, że prowadzi do zmian, które zaważą na całym jego późniejszym rozwoju. Tutaj wciąż słyszę o położnych czy lekarzach, którzy mówią kobietom w ciąży, że mogą sobie wypić wino czy piwo, bo to nie szkodzi. To niedopuszczalne! Na szczęście było wiele cennych akcji, które ten problem poruszały. Warto te działania kontynuować. Po drugie, trzeba mobilizować ojców dzieci do wspierania swoich żon, do podejmowania dobrowolnej abstynencji. Łatwiej wytrwać w abstynencji, gdy nie pije mąż, gdy znajomi nie częstują alkoholem, gdy rodzina potrafi uszanować tę potrzebę.
Ostatnio byliśmy świadkami burzy medialnej rozpętanej na wieść o tym, że ze stacji benzynowych może zniknąć alkohol. Jak Ksiądz Biskup ocenia taką sytuację?
- Mamy tu do czynienia z dwoma zjawiskami. Po pierwsze, trzeba zapytać, czy stacja paliw, na której zatrzymują się kierowcy, jest dobrym miejscem na alkohol. Przecież nie ma na stacjach wielu znacznie potrzebniejszych produktów, jak np. mleko. Przykład: jest lato, gorący czas - kierowca w długiej trasie zatrzymuje się, aby zatankować. I przy kasie w lodówkach chłodzi się piwo. To oczywista pokusa, to kuszenie losu. A nie trzeba tu szczegółowo przypominać, jak wiele dramatów na drogach spowodowanych jest przez pijanych kierowców. Drugie zjawisko jest ogólniejsze - w wielu miejscach Polski stacje są jedynym całodobowym punktem sprzedaży alkoholu. Czasami w święta, gdy inne sklepy są zamknięte, na stacjach ustawiają się kolejki właśnie po wódkę czy piwo. A do ograniczenia konsumpcji niezbędne jest ograniczenie ekonomicznej i fizycznej dostępności alkoholu. Dlatego ocena może być jedna - sprzedaż alkoholu na stacjach benzynowych powinna być zakazana.
I jeszcze na koniec: jak możemy pomóc uzależnionym?
- Musimy mieć świadomość, że pomoc uzależnionym jest niezwykle trudna. W wielu przypadkach alkoholik niszczy swoje zdrowie, a nawet traci życie, zanim zdoła podjąć skuteczne leczenie. Nawet po terapii pozostaje się człowiekiem uzależnionym do końca życia. Dlatego mówimy o trzeźwych alkoholikach, a nie o "byłych" alkoholikach. A zatem kluczem do ratowania sytuacji jest troska o profilaktykę - troska o to, aby nowi ludzie się nie uzależniali. Zapobieganie jest podstawą w sytuacji, gdy leczenie jest tak trudne. Dlatego Kościół mówi o apostolstwie trzeźwości, o duszpasterstwie trzeźwości - a więc działa na rzecz ochrony trzeźwości wtedy, gdy nie jest za późno. Oczywiście przez działalność ośrodków terapeutycznych prowadzonych przez księży i zgromadzenia zakonne, przez wspieranie grup AA w wielu parafiach, przez rekolekcje dla uzależnionych, pomoc dla rodzin z problemem alkoholowym Kościół wspiera tych ludzi, otacza ich swoją miłością i troską. Trzeba jednak podkreślić: musimy jak najwięcej uwagi poświęcić profilaktyce, zapobieganiu, ochronie trzeźwości. Dlatego sierpniowy apel kierowany jest do wszystkich, przede wszystkim do trzeźwych - dzielcie się świadectwem abstynencji, chroniąc trzeźwość swoich bliskich i innych ludzi, przyczyniając się do trzeźwości całego społeczeństwa. O takie świadectwo jeszcze raz najgoręcej proszę, dziękując jednocześnie tym, którzy przez cały rok dzielą się przykładem i czynią wiele dobra dla ochrony trzeźwości.
Dziękuję za rozmowę.