• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Konserwatysta, katolik, liberał – wszystko w jednym

Wtorek, 5 listopada 2013 (07:51)

Australia ma nowego premiera. Konserwatysta, katolik, liberał – wszystko w jednym.

Wrześniowa zmiana rządu jest w każdym razie mocno dostrzegalna. Przed Tonym Abbottem krajem rządzili socjaldemokraci z Partii Pracy, Kevin Rudd i Julia Gillard. Laburzyści stracili ster władzy po sześciu latach rządów na rzecz konserwatywno-liberalnej koalicji Tony’ego Abbotta. Australią zaczyna rządzić ekipa „zwariowanego mnicha″.

W najnowszym wywiadzie, którego premier Australii udzielił ”The Washington Post″ pod koniec października, rządy socjaldemokratów nazwał on „cyrkiem″, a okres ich panowania ”skandalicznym marnotrawstwem″. Australijczycy odetchnęli z ulgą, że już ich nie ma, powiedział. Projekty socjalistów skwitował w swoim stylu: „Witamy w świecie świrów byłego rządu″. Nawiązał też do głębokich więzów politycznych, jakie łączyły socjalistów australijskich z prezydentem USA Barackiem Obamą.

Styl wypowiedzi i sposób krytykowania poprzedniej ekipy wywołały falę oburzenia w socjalliberalnych mediach, ale Abbott mało się nimi przejmuje.

Niewątpliwie Australijczycy są głęboko podzieleni politycznie. Jedni uwielbiają 55-letniego premiera, popierają jego konserwatywne poglądy, światopogląd i religijność, inni zarzucają mu homofobię, rasizm, szowinizm, ultrakonserwatyzm i seksizm.

Epizod z wczesnych lat życia, jego powołanie do kapłaństwa zostało wykorzystane przez złośliwców, którzy nadali mu przydomek ”szalony mnich″ (Abbott z angielskiego to opat). Niewątpliwie jest to postać wyrazista. Rasowy polityk-fighter, do tego sportowiec, strażak i ratownik urodzony w Londynie. Jego wielbiciele uważają go za męża opatrznościowego, który uratuje kraj i wyniesie do wielkości, odbuduje wielką Australię na zgliszczach pozostawionych po laburzystach.

Po rezygnacji z seminarium duchownego Abbott rozpoczął karierę polityczną. W rządach liberałów pod wodzą Johna Howarda był kolejno parlamentarzystą, ministrem pracy, ministrem zdrowia, ale po porażce Howarda i jego wycofaniu się z polityki w 2007 r. przeszedł do opozycji.

Jego program jest wyrazisty. Chce przede wszystkim zaostrzyć politykę azylową, wysyłać imigrantów z powrotem do Indonezji, sceptyczny wobec programu klimatycznego, jest zwolennikiem odrzucenia pakietu energetyczno-klimatycznego i protokołu z Kioto. Ponadto jako głęboko wierzący katolik Abbott jednoznacznie odrzuca quasi-małżeństwa osób tej samej płci, adopcje dzieci przez osoby homoseksualne, które poprzednik socjalista, Rudd tak usilnie pragnął przeforsować.

Abbott w jednym z wywiadów stwierdził, że czuje się zagrożony przez homoseksualistów, a związki jednopłciowe nazwał zjawiskiem przejściowym i pewną modą. Zagorzały przeciwnik aborcji, zwolennik tradycyjnego podziału ról na męskie i żeńskie wywołuje furię u feministek, gejów, lesbijek, ekologów i innych eksperymentatorów w tworzeniu nowego człowieka XXI wieku.

Niewątpliwie Abbott jest fenomenem na skalę Okcydentu. W świecie, gdzie tak zwani konserwatyści, quasi-chadecy popierają i wprowadzają antychrześcijańskie prawa (np. CDU w Niemczech, Torysi w Wielkiej Brytanii) lub nie mają zdolności czy też energii do zniesienia ich (Partia Ludowa w Hiszpanii), Tony Abbott „urwał się z choinki″, która przecież coraz częściej znika w czasie świąt Bożego Narodzenia z krajobrazu niegdyś chrześcijańskich krajów (Francja czy Dania).

Czy Abbott to kometa, fenomen, który przeminie w ciągu najbliższych trzech lat (tyle w Australii trwa kadencja parlamentu), czy też jest to płetwonurek, który swoim australijskim przykładem przywiązania do ważnych wartości odbije od dna zaspaną, znudzoną, rozpieszczoną Europę?

 


Autor jest socjologiem, pracownikiem naukowym Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, zajmuje się badaniem prześladowań chrześcijan na świecie.

dr Tomasz M. Korczyński