Konserwatysta, katolik, liberał – wszystko w jednym
Wtorek, 5 listopada 2013 (07:51)Australia ma nowego premiera. Konserwatysta, katolik, liberał – wszystko w jednym.
Wrześniowa zmiana rządu jest w każdym razie mocno dostrzegalna. Przed Tonym Abbottem krajem rządzili socjaldemokraci z Partii Pracy, Kevin Rudd i Julia Gillard. Laburzyści stracili ster władzy po sześciu latach rządów na rzecz konserwatywno-liberalnej koalicji Tony’ego Abbotta. Australią zaczyna rządzić ekipa „zwariowanego mnicha″.
W najnowszym wywiadzie, którego premier Australii udzielił ”The Washington Post″ pod koniec października, rządy socjaldemokratów nazwał on „cyrkiem″, a okres ich panowania ”skandalicznym marnotrawstwem″. Australijczycy odetchnęli z ulgą, że już ich nie ma, powiedział. Projekty socjalistów skwitował w swoim stylu: „Witamy w świecie świrów byłego rządu″. Nawiązał też do głębokich więzów politycznych, jakie łączyły socjalistów australijskich z prezydentem USA Barackiem Obamą.
Styl wypowiedzi i sposób krytykowania poprzedniej ekipy wywołały falę oburzenia w socjalliberalnych mediach, ale Abbott mało się nimi przejmuje.
Niewątpliwie Australijczycy są głęboko podzieleni politycznie. Jedni uwielbiają 55-letniego premiera, popierają jego konserwatywne poglądy, światopogląd i religijność, inni zarzucają mu homofobię, rasizm, szowinizm, ultrakonserwatyzm i seksizm.
Epizod z wczesnych lat życia, jego powołanie do kapłaństwa zostało wykorzystane przez złośliwców, którzy nadali mu przydomek ”szalony mnich″ (Abbott z angielskiego to opat). Niewątpliwie jest to postać wyrazista. Rasowy polityk-fighter, do tego sportowiec, strażak i ratownik urodzony w Londynie. Jego wielbiciele uważają go za męża opatrznościowego, który uratuje kraj i wyniesie do wielkości, odbuduje wielką Australię na zgliszczach pozostawionych po laburzystach.
Po rezygnacji z seminarium duchownego Abbott rozpoczął karierę polityczną. W rządach liberałów pod wodzą Johna Howarda był kolejno parlamentarzystą, ministrem pracy, ministrem zdrowia, ale po porażce Howarda i jego wycofaniu się z polityki w 2007 r. przeszedł do opozycji.
Jego program jest wyrazisty. Chce przede wszystkim zaostrzyć politykę azylową, wysyłać imigrantów z powrotem do Indonezji, sceptyczny wobec programu klimatycznego, jest zwolennikiem odrzucenia pakietu energetyczno-klimatycznego i protokołu z Kioto. Ponadto jako głęboko wierzący katolik Abbott jednoznacznie odrzuca quasi-małżeństwa osób tej samej płci, adopcje dzieci przez osoby homoseksualne, które poprzednik socjalista, Rudd tak usilnie pragnął przeforsować.
Abbott w jednym z wywiadów stwierdził, że czuje się zagrożony przez homoseksualistów, a związki jednopłciowe nazwał zjawiskiem przejściowym i pewną modą. Zagorzały przeciwnik aborcji, zwolennik tradycyjnego podziału ról na męskie i żeńskie wywołuje furię u feministek, gejów, lesbijek, ekologów i innych eksperymentatorów w tworzeniu nowego człowieka XXI wieku.
Niewątpliwie Abbott jest fenomenem na skalę Okcydentu. W świecie, gdzie tak zwani konserwatyści, quasi-chadecy popierają i wprowadzają antychrześcijańskie prawa (np. CDU w Niemczech, Torysi w Wielkiej Brytanii) lub nie mają zdolności czy też energii do zniesienia ich (Partia Ludowa w Hiszpanii), Tony Abbott „urwał się z choinki″, która przecież coraz częściej znika w czasie świąt Bożego Narodzenia z krajobrazu niegdyś chrześcijańskich krajów (Francja czy Dania).
Czy Abbott to kometa, fenomen, który przeminie w ciągu najbliższych trzech lat (tyle w Australii trwa kadencja parlamentu), czy też jest to płetwonurek, który swoim australijskim przykładem przywiązania do ważnych wartości odbije od dna zaspaną, znudzoną, rozpieszczoną Europę?
dr Tomasz M. Korczyński