• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Koniec taniego latania

Sobota, 28 lipca 2012 (06:00)

Po niespełna czterech miesiącach działania linie OLT Express zawieszają regularne połączenia lotnicze. Ściągnie to też prawdopodobnie kłopoty na fundusz Amber Gold, ich właściciela.

Zawieszone loty krajowe, wstrzymana sprzedaż biletów, oczekujący na lotniskach zdenerwowani pasażerowie - kompletny chaos zapanował po tym, jak OLT Express zawiesiły połączenia. Dyrektor zarządzający linii Jarosław Frankowski poinformował, że w czwartek nie poleciało 800 osób, a wczoraj - aż 6,5 tysiąca.

Wiadomo też, że linie sprzedały 130 tys. biletów na loty krajowe, których już nie zrealizują, i 20 tys. na połączenia zagraniczne.

Jeszcze wczoraj do sądu miał być zgłoszony wniosek o ogłoszenie upadłości OLT Express Regional, które realizują przeloty regularne - do 28 miast w Europie i 10 w Polsce.

Wykonywane mają być jeszcze loty czarterowe, co potwierdza rzecznik Lotniska Chopina w Warszawie Przemysław Przybylski. Jednocześnie Urząd Lotnictwa Cywilnego bezterminowo zawiesił wczoraj koncesję lotniczą spółce OLT Express Regional. Tym samym linie, których samoloty wzbiły się w powietrze 1 kwietnia br., zakończyły błyskawicznie swoją działalność, choć obiecywały, że mogą rzucić na kolana LOT i innych przewoźników.

Na oficjalnej stronie przewoźnika widnieje informacja, że loty zostają zawieszone do odwołania, nie ma natomiast nic o przyczynach pozostawienia samolotów na ziemi. Z nieoficjalnych informacji wynika, że przyczyną wstrzymania połączeń mogą być nieterminowe wpłaty leasingowe za wynajem samolotów, ponadto spółka nie miała już pieniędzy np. na zakup paliwa i obsługę samolotów.

W ocenie ekspertów, projekt OLT od początku budził wątpliwości, bo realia ekonomiczne są nie do przeskoczenia. Ceny biletów oferowane przez tego przewoźnika były zbyt niskie, aby mógł on zarobić na utrzymanie tak dużej siatki połączeń. Jeżeli do tego dodamy kosztowne reklamy i kampanie w środkach społecznego przekazu, na które nie pozwalają sobie nawet bogatsze firmy lotnicze, to wszystko układa się w całość.

O losie OLT Express przesądza i to, że właściciel przewoźnika, fundusz Amber Gold, zapowiedział wycofanie się z tej inwestycji. Z informacji właściciela wynika, iż do tej pory zainwestował on w lotnicze przedsięwzięcie 63 mln dol., czyli 220 mln złotych. Dlatego od razu pojawiły się też obawy, że bankructwo OLT Express spowoduje także problemy dla klientów Amber Gold, bo to z ich pieniędzy miała być finansowana działalność lotnicza.

Fundusz zapewnia, że pieniądze z depozytów są bezpieczne, ale eksperci ostrzegają, że Amber Gold od początku działa jak piramida finansowa, a strata tak dużych pieniędzy może tylko pogłębić problemy z odzyskaniem środków przez klientów funduszu (działalności Amber Gold przygląda się też prokuratura, która bada, czy fundusz wykonuje czynności bankowe, choć nie posiada do tego licencji).

Parlamentarzyści Prawa i Sprawiedliwości wystąpili o zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia sejmowej Komisji Infrastruktury w sprawie OLT Express. PiS chce też, aby NIK skontrolowała proces przyznania koncesji tej linii przez ULC. Zdaniem posłów opozycji, organy państwowe już wcześniej powinny podjąć działania, gdy tylko wyszły na jaw informacje o "wątpliwym systemie finansowania tej spółki".

Otwarta pozostaje też kwestia, jak chronione są interesy klientów tej linii lotniczej, choć dyrektor OLT Express Jarosław Frankowski zapewnia, że otrzymają pieniądze za bilety i odszkodowania. Zgodnie z informacją zamieszczoną na stronie OLT Express, żeby otrzymać zwrot kosztów niezrealizowanych połączeń, należy skontaktować się z przewoźnikiem i złożyć wniosek o odszkodowanie.

"Wszystkim Pasażerom, którzy za pośrednictwem www.oltexpress.com lub OLT Express Call Center nabyli bilety na odwołane rejsy, przysługuje prawo do zwrotu kosztów biletów. Wszyscy Pasażerowie anulowanych rejsów zostaną osobiście powiadomieni o zmianach i przysługujących im prawach przez pracowników naszego Call Center" - głosi komunikat na stronach spółki lotniczej. Pytanie tylko, w jaki sposób i kiedy nastąpi ten zwrot, bo telefony w firmie milczą.

OLT Express zapewnia, iż pieniądze zwróci niedoszłym pasażerom niemiecka firma zajmująca się rozliczeniami, która wstrzymała przelewy za bilety, gdy dowiedziała się o kłopotach przewoźnika. Na pewno warto zachować bilety, a osoby, które płaciły kartą kredytową, powinny zachować także wydruki. Na tej podstawie klienci w drodze reklamacji mogą próbować odzyskać pieniądze od swoich banków.

Dyrektor Jarosław Frankowski zastrzega, że 40 proc. biletów było sprzedawanych przez pośredników, i to od nich teraz klienci powinni żądać zwrotu pieniędzy za bilety. OLT Express obiecuje też, że wypłaci odszkodowania wszystkim pasażerom, którzy mają do tego prawo. Przysługują one tym osobom, których przewoźnik nie poinformował na 14 dni przed planowanym rejsem o tym, że lot jest odwołany, a takie odszkodowanie to równowartość 250 euro.

Wilczy bilet

Prawnicy obawiają się, że niedoszli pasażerowie mogą mieć jednak kłopoty z wypłatą pieniędzy, tak samo jak ze zwrotem kosztów poniesionych na podróż innymi liniami, gdy okazało się, że nie mogli lecieć samolotami OLT Express. Wszystko przez to, że prawa klientów linii lotniczych są u nas mniej chronione niż na Zachodzie, brakuje też prawników specjalizujących się w tych zagadnieniach.

Polskie prawo jest zresztą dość liberalne dla linii lotniczych. Urząd Lotnictwa Cywilnego zapowiada kontrolę OLT Express. Jeśli stwierdzi poważne nieprawidłowości, właścicielom linii grozi postępowanie karne przed sądem. Ale gdyby nawet sprawa zakończyła się wyrokiem skazującym, nie pociąga to za sobą zakazu prowadzenia działalności lotniczej. W innych krajach prawo jest surowsze, np. we Włoszech ten, kto złamie prawo, otrzymuje pięcioletni zakaz prowadzenia działalności lotniczej.

W przypadku OLT Express otwarte jest pytanie, dlaczego przewoźnik tak szybko zakończył działalność rozpoczętą przecież z ogromnym rozmachem. Jak zauważa Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK, bankructwo linii dowodzi, że nasze firmy działają często jak piramidy finansowe czy "łańcuszek szczęścia".

- Interes się kręci, dopóki napływają nowi klienci, którzy wpłacają pieniądze. Ale wystarczy, że potok klientów zmaleje, i już cały interes się przewraca. Według takiego modelu działają niektóre biura podróży, firmy przewozowe, a nawet budowlane. Nie jest to problem płynności, tego, że firmie chwilowo zabrakło gotówki, ale problem wypłacalności tych firm - mówi Szewczak.

Lawina upadłości

Dlatego wcześniejsze bankructwa firm turystycznych, takich jak: Sky Club, Alba Tour, Africano Travel i Blue Rays, przypominają to, co dzieje się z OLT Express. To świadczy także o ogromnych problemach, jakie mają te dwie bliźniacze branże: turystyczna i lotnicza. Ta pierwsza jest w Polsce dotknięta największym kryzysem od lat, eksperci obawiają się nawet, że już niedługo niewypłacalność będą ogłaszać kolejne biura. Bo zabraknie pieniędzy na opłacenie kosztów pobytu i przelotu dla turystów, którzy wykupili u nich wczasy i wycieczki.

Touroperatorzy zazwyczaj sprzedają wczasy do ostatniej chwili, nawet jeśli właściciele firmy wiedzą o jej poważnych kłopotach, których skutki ponoszą potem klienci.

- Seria bankructw w sektorze turystycznym, jak również upadek OLT Express to także dowód na to, jak fatalnie działają w Polsce instytucje ochrony klienta, przede wszystkim Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który zamiast na bieżąco monitorować usługodawców, zabiera głos post factum. A przecież co roku powtarza się ten sam schemat: sprzedaż biletów czy wycieczek do ostatniego dnia przed ogłoszeniem upadłości - mówi Janusz Szewczak.

Zdaniem głównego ekonomisty SKOK, mimo upadku OLT Express na naszym rynku są możliwości konkurowania z LOT i innymi przewoźnikami. Przykładem może być działalność takich firm lotniczych, jak węgierski Wizz Air czy irlandzki Ryanair.

- Można konkurować, o ile za przewoźnikiem stoją potężne kapitały i środowiska biznesowe - podkreśla Szewczak.

- Żeby działać na rynku, kapitał spółki nie może wisieć na włosku. Niestety, dzisiaj wśród spółek giełdowych są takie, których przetrwanie zależy od tego, czy dostaną kredyt z banku na kolejny miesiąc - dodaje.

A tymczasem strumień pieniędzy się zmniejsza. - Kończy się w Polsce wzrost oparty na kredycie i rosnącym zadłużeniu, a wraz z nim kończy się dobrobyt i przychodzi czas spłacania rachunków - podsumowuje Janusz Szewczak. Na razie najmocniej odczuły to na własnej skórze biura turystyczne i OLT Express, ale wkrótce podobne problemy mogą dotknąć inne branże.

Mariusz Kamieniecki, współpraca Małgorzata Goss