• Sobota, 14 marca 2026

    imieniny: Leona, Matyldy, Jarmiły

Za modlitwę do kontenera

Poniedziałek, 4 listopada 2013 (20:24)

W Erytrei chrześcijanie nie mają łatwego życia. Jeśli wyznawcy Chrystusa z niezarejestrowanych wspólnot domowych zostaną złapani na modlitwie w swoich domach, muszą się liczyć ze srogimi konsekwencjami.

Międzynarodowe Dzieło Chrześcijańskie Open Doors poinformowało ostatnio o kolejnej chrześcijance, która zmarła w więzieniu. Dotychczas 25 chrześcijan padło ofiarą więziennych warunków w Erytrei, ale ta liczba jest zdecydowanie wyższa, ponieważ władze wycieńczają osadzonych, nie udzielając im pomocy medycznej, a następnie, gdy widzą, że stan ich jest krytyczny, zwalniają ich z więzienia, aby umarli w swoich domach. W ten sposób statystyka zamordowanych jest zaniżana.

Wehazit Berhane Debesai ubiegła reżim. Zmarła w wieku 30 lat w więzieniu w miejscowości Adi Quala, w pobliżu granicy z Etiopią. Władze próbowały na niej wywrzeć presję i doprowadzić ją do wyrzeczenia się wiary, ale ona się nie ugięła. Pomimo coraz gorszej kondycji zdrowotnej reżim nie podjął się jej leczenia. Kobieta zmarła. Wehazit była zaręczona z Yohannesem, który tego samego dnia co ona został aresztowany i umieszczony w więzieniu Adi Quada. Mężczyzna żyje.

30 października w stolicy Erytrei – Asmarze, podczas spotkania modlitewnego zostało aresztowanych 70 chrześcijan, w tym 27 kobiet. Tym samym liczba aresztowanych w tym roku chrześcijan wzrosła do prawie 300. Liczba uwięzionych chrześcijan waha się pomiędzy 1,5 a 3 tys. osób.

Sytuacja aresztowanych jest bardzo zła. Tamtejsi chrześcijanie proszą wolny świat o pomoc, przede wszystkim o dar modlitwy za kobiety i mężczyzn, którzy z powodu swojej wiary są więzieni w podziemnych lochach, kontenerach okrętowych i wojskowych obozach karnych.

Są wyniszczani, głodzeni, wykonują przymusowe prace, mają minimalny dostęp do wody, pożywienia, nie mogą też zadbać o swoją higienę.

Więźniowie religijni nie mogą także apelować w sądzie o oficjalne przesłuchanie. Dlaczego? Ponieważ nigdy nie są legalnie oskarżeni i nie mają prawa być reprezentowani przez prawników. W momencie gdy ktoś jest zabrany do sądu, staje się automatycznie winny, zanim zostanie oskarżony, ponieważ bycie członkiem podziemnego Kościoła lub uczęszczanie na takie spotkania jest definiowane jako przestępstwo.

Wolność na papierze

Mimo że w Erytrei oficjalnie uznane są tylko Kościół katolicki, prawosławny oraz ewangelicko-luterański, również i one doznają ucisku. Ich członkowie są inwigilowani, zastraszani, aresztowani, poddawani presji. Kapłani, klerycy, zakonnicy i pastorzy zobowiązani są do odbywania obowiązkowej służby wojskowej, i nie muszę wspominać, że odprawianie w koszarach Mszy św. czy osobista modlitwa są zabronione.

Od 2006 r. Erytrejski Kościół Prawosławny był także celem i pod stałą presją marksistowskiego reżimu Isaiasa Afewerkiego. W tym właśnie roku z rozkazu władz patriarcha Abune Antonios został usunięty z urzędu. Uwięziono go w domowym areszcie, gdzie pozostaje pod kluczem do dziś. Jego stan zdrowia jest zły. Winą patriarchy był stały protest przeciwko mieszaniu się władz kraju w wewnętrzne sprawy Kościoła, powoływanie duchownych do wojska, zamykanie kościołów, obsadzanie stanowisk kościelnych agentami i urzędnikami państwowymi.

Żeby ukazać w całości tę farsę, przypomnę, że w maju 2007 r. na urząd patriarchy nielegalnie wprowadzono Abune Dioskorosa, polityka i dyplomatę. Wierni Kościoła i duchowni nie uznali tej decyzji, co wywołało kolejną falę prześladowań. Dioskoros do dziś jest zwierzchnikiem Kościoła i marionetką socjalistycznego reżimu Afewerkiego.

Dr Tomasz M. Korczyński