• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

Absurdy lustracyjnej kazuistyki

Poniedziałek, 4 listopada 2013 (02:05)

Burmistrz Przasnysza był tajnym współpracownikiem kontrwywiadu wojskowego, ale nie ujawnił tego w oświadczeniu lustracyjnym. Zdaniem sądu, współpracował, ale „nie w rozumieniu ustawy”

We wrześniu br. Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł, że Waldemar Trochimiuk, burmistrz Przasnysza, złożył zgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne.

– Trochimiukowi do głowy nie przyszło, że jednostkę można uznać za inną służbę Sił Zbrojnych, prowadzącą działania operacyjno-rozpoznawcze lub dochodzeniowo-śledcze, bo zadania jednostki nie były ukierunkowane na sprawy wewnątrz kraju, przeciwko wolności, prawom człowieka i obywatela –uznała sędzia Barbara Piwnik. Wyrok nie jest prawomocny. Oznacza to, że sprawa lustracyjna burmistrza Przasnysza nie dobiegła końca. Prokurator IPN Jarosław Skrok odwołał się od wyroku.

–Nie mogę więc komentować tej sprawy i wyroku. Na razie czekamy na wyznaczenie terminu rozprawy apelacyjnej – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

Po rozprawie Trochimiuk komentował, że wyrok jest dla niego potwierdzeniem, iż nie był tajnym współpracownikiem służb specjalnych PRL i nie pracował w jednostce wojskowej, która byłaby organem bezpieczeństwa państwa. Oczywiście wszystko opatrzone zastrzeżeniem: „w rozumieniu ustawy lustracyjnej”.

– Wiem, co robiłem w życiu, z kim i gdzie pracowałem. Nigdy nie donosiłem na nikogo, a jednostka wojskowa w Przasnyszu była moim drugim domem. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że ktokolwiek mógłby zarzucić kadrze i pracownikom jednostki, że wykonywaliśmy zadania polegające na zwalczaniu opozycji demokratycznej, związków zawodowych, stowarzyszeń, kościołów, łamaniu prawa do wolności słowa, łamaniu praw człowieka. Takie stanowisko prezentowałem przed sądem. I dobrze się stało, że sąd moje stanowisko potwierdził – wyłuszcza burmistrz Przasnysza jednemu z lokalnych serwisów informacyjnych.

W sprawie Trochimiuka orzekała sędzia Barbara Piwnik, minister sprawiedliwości w postkomunistycznym rządzie Leszka Millera.

Prowadzony przez Loncę

Waldemar Trochimiuk, członek Platformy Obywatelskiej, jako burmistrz Przasnysza nie wpisał w oświadczeniu lustracyjnym, że został zarejestrowany przez Wojskową Służbę Wewnętrzną (WSW) jako tajny współpracownik ps. „Baca”. Nie umieścił w nim również informacji, że jednostka wojskowa, w której służył, była „pod opieką” wojskowych służb specjalnych. Instytut Pamięci Narodowej, weryfikując jego oświadczenie, skierował sprawę do sądu.

Funkcjonariuszem, który dokonał rejestracji samorządowca jako TW, był wtedy porucznik Ryszard Lonca z wojskowych służb specjalnych. To on prowadził jego teczkę i rejestrował wypłaty wynagrodzenia, a w latach 90. zajmował się inwigilacją polityków i dziennikarzy, jego nazwisko pojawia się również w raporcie z weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych.

W PRL pracował m.in. w oddziale ochraniającym Sztab Generalny, później znalazł się w ochronie ministra obrony gen. Floriana Siwickiego. W latach 1989-1990 zajmował się ochroną kontrwywiadowczą Wojciecha Jaruzelskiego, wtedy prezydenta rodzącej się III RP. W 1992 r. był w oddziale 4. Ochrony Wewnętrznej; zajmował się m.in. sprawą SZPAK, w której figurantem był Radosław Sikorski – czytamy w raporcie.

Ostatnio, o czym informował „Nasz Dziennik”, Lonca ujawnił się jako konsultant Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w sprawach terroryzmu.

Uzasadnienie wyroku oczyszczającego burmistrza od zarzutu kłamstwa lustracyjnego oparto m.in. na twierdzeniu o „konsekwentnych i stanowczych stwierdzeniach lustrowanego”, który wyparł się współpracy „w rozumieniu ustawy”, oraz „wyczerpujących i logicznych zeznaniach świadka Loncy”.

Wystawiony świadek oskarżenia

W ocenie Adama Gronostajskiego, który uczestniczył w większości rozpraw, sąd dokonał swoistej nadinterpretacji zeznań świadka Włodzimierza D.

– To kluczowy świadek, który nie negował faktów, nie zasłaniał się niepamięcią, nie uległ presji lustrowanego. Podczas przesłuchania w 2012 r. w sposób ironiczny chciał wyrazić brak przygotowania Trochimiuka do pełnionej funkcji. Świadek odpowiadał na pytanie, czy Trochimiuk wiedział, że służył w Zarządzie II. Machając wymownie ręką, stwierdził uszczypliwie: on nie wiedział, co się dzieje w jednostce, do dziś nic nie wie – relacjonuje Gronostajski.

Jak dodaje, sąd nie wykazał się w tym momencie wnikliwością, słowa zostały literalnie zaprotokołowane, a potem wykorzystane na korzyść Trochimiuka. W ten sposób świadek oskarżenia stał się mimowolnym świadkiem obrony.

– Incydent ten miał ciąg dalszy. Włodzimierz D. wystąpił do sądu o umożliwienie wprowadzenia do protokołu korekty mówiącej o nacechowaniu emocjonalnym tej części jego wypowiedzi, chciał też dokonać rozróżnienia pojęcia działań operacyjno-rozpoznawczych na rozumienie własne oraz ustawy lustracyjnej – relacjonuje.

– Podczas rozprawy 5 września 2013 r. sąd to uniemożliwił. Po odczytaniu zeznań z 2012 r. sędzia zapytała świadka: „Potwierdza pan?”. Świadek nie przewidział sprytnego zabiegu przewodniczącej. Rozpoczął zdanie od potwierdzenia, bo zaprotokołowane słowa istotnie wypowiedział, ale zanim myśl zakończył, Barbara Piwnik ją przerwała, polecając powrót na zajmowane miejsce – dodaje Adam Gronostajski.

Ostatecznie sąd uznał, że TW „Baca” nie służył w Zarządzie IISztabu Generalnego WP. Uznano bowiem, że nie istnieją dowody na przynależność 2. Pułku Rozpoznania Radioelektronicznego w Przasnyszu do struktur Zarządu II.

Tymczasem ustawa lustracyjna wymienia Zarząd II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego jako jeden z organów bezpieczeństwa PRL, podczas gdy wobec Resortu Bezpieczeństwa Publicznego Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, Komitetu do Spraw Bezpieczeństwa Publicznego przywołuje także jednostki im podległe. Dlatego zgodnie z art. 2 ust. 1 pkt 11 ustawy lustracyjnej przyjęto, że komórka organizacyjnie podległa szefowi Zarządu II to nie Zarząd II. Zaś w odniesieniu do art. 2 ust. 1 pkt 12 sąd uznał, że Trochimiuk nie służył w organie prowadzącym działania operacyjno-rozpoznawcze; a jeśli takie były prowadzone, to nic o nich nie wiedział.

Tymczasem z materiałów WSW, udostępnionych przez IPN, dowiadujemy się, że 27 lipca 1981 r. Trochimiuk został zarejestrowany pod numerem 55094 przez Wydział VI szefostwa Wojskowej Służby Wewnętrznej jako tajny współpracownik o pseudonimie „Baca”. Od jesieni 1973 r. z dokumentów z teczki „Bacy” wynika, że 2. Pułk Rozpoznania Radioelektronicznego bezpośrednio przynależał do Zarządu II Wywiadowczego Sztabu Generalnego WP.

W dokumentacji Zarządu II żołnierze 2 prrel nazywani są wprost „żołnierzami Zarządu II”. W zapisach ewidencyjnych Trochimiuk scharakteryzowany został jako „lubiący konkretne zadania, a nie profilaktykę”. Porucznik Ryszard Lonca zanotował ponadto, że Trochimiuk został pozyskany „do ustalania negatywnych kontaktów młodych oficerów, ochrony tajemnicy i kontroli operacyjnej życia pozasłużbowego młodej kadry oficerskiej”.

Doniósł m.in. na dwóch szeregowców, którzy „wychodzą z jednostki do miasta do znajomego księdza”. Za swoje usługi dwukrotnie odebrał wynagrodzenie: raz 500, a drugi raz 1000 złotych. Według dostępnych materiałów, współpraca została przerwana w 1984 r., po rozpoczęciu przez Trochimiuka studiów w Akademii Sztabu Generalnego.

Maciej Walaszczyk