• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

Nie ma sprawy?

Poniedziałek, 4 listopada 2013 (02:00)

Wybory władz Platformy Obywatelskiej na Dolnym Śląsku nie zostaną powtórzone. Będzie za to rozprawa z tymi działaczami, którzy nagrali składane im przez partyjnych kolegów propozycje szczególnego wynagrodzenia za głosowanie w lokalnych wyborach na popieranego przez Donalda Tuska kandydata.

Wyniki obrad środowego posiedzenia zarządu Platformy Obywatelskiej wskazują, że premierowi musiała przyświecać koncepcja jak najszybszego zamknięcia tematu politycznej korupcji w Platformie Obywatelskiej. Donald Tusk ma już bogate doświadczenie w kwestii radzenia sobie z aferami w swoim ugrupowaniu.

Z pomocą zaprzyjaźnionych mediów przedstawiających kolejno wybuchające afery – w których mniejszy bądź większy udział miały osoby związane z PO – jako walkę z polityczną konkurencją, w znacznym stopniu udało się ograniczyć szkody dla Platformy wynikające choćby z afery z Beatą Sawicką w roli głównej, aferą hazardową czy aferą Amber Gold.

Szef Platformy nie zdobył się na przeforsowanie złożonego wniosku w sprawie powtórki wyborów na Dolnym Śląsku ani na radykalne rozprawienie się z działaczami PO, którzy – na co wskazują ujawnione nagrania – w zamian za poparcie popieranego przez Tuska kandydata na szefa dolnośląskiej Platformy kupczyli obietnicami załatwienia posad w spółkach zależnych od Skarbu Państwa.

Afera wokół wyborów w dolnośląskiej PO rzuca przy okazji nowe światło na sprawę finansowania partii politycznych. Jeśli ktokolwiek miał jeszcze wątpliwości, dlaczego partia Donalda Tuska rzekomo tak troszczy się o budżetowe pieniądze, po raz kolejny forsując w Sejmie likwidację finansowania partii politycznych z budżetu państwa, już chyba je stracił. Traktując państwowe środki jak wręcz prywatny, partyjny folwark, jest w stanie wyżywić siebie i swoich działaczy – w przeciwieństwie do ugrupowań opozycyjnych – bez budżetowych subwencji.

Uznanie wyborów na Dolnym Śląsku za ważne pozwoli na wyciszenie medialnych doniesień w sprawie okoliczności prowadzenia powtórnego wyboru, a samo ich powtórzenie byłoby przyznaniem, że problem politycznej korupcji w Platformie faktycznie istnieje.

Zdecydowano natomiast – na wniosek rzecznika dyscypliny PO – że w prawach członków partii na trzy miesiące zawieszeni zostaną działacze PO, zarówno ci, którzy agitowali za kandydatem Tuska, Jackiem Protasiewiczem: Norbert Wojnarowski, Michał Jaros oraz Tomasz Borkowski, jak i ci, którzy składane propozycje nagrali: Edward Klimka i Paweł Frost. Wszyscy mają zostać osądzeni przez partyjny sąd koleżeński. Jednocześnie posłów Wojnarowskiego i Jarosa nie zawieszono w prawach członka klubu PO.

Wcześniej rzecznik dyscypliny w Platformie Obywatelskiej w osobie Pawła Grasia faktycznie dyscyplinował działaczy Platformy ujawniających czy też mających stać za ujawnieniem nagrań ilustrujących – w domyśle Grzegorz Schetyna – w jaki sposób pozyskiwane są głosy w wewnątrzpartyjnych wyborach, grożąc wcześniejszymi wyborami w przypadku „rozhuśtania sytuacji w Platformie” w wyniku ujawnienia opinii publicznej „partyjnej kuchni”.

Co to znaczy dla działaczy PO należących do obozu Schetyny, jest jasne – trudności z dostaniem się na wyborczą listę, a przy spadku poparcia dla partii rządzącej – także w wyniku kolejnych doniesień w sprawie politycznej korupcji w Platformie, mniejsze szanse na skuteczne ubieganie się o mandat parlamentarzysty.

Już dziś zresztą wszyscy w Platformie muszą zdawać sobie sprawę, że 41 proc. poparcia i 9-punktową przewagę nad kolejną w sondażu partią to ugrupowanie Donalda Tuska może mieć, ale co najwyżej w sondażu dla telewizji publicznej, podanym w zeszłym tygodniu chyba jako substytut zlikwidowanej dobranocki.

Można jednak już przyjąć, że niezależnie od tego, kiedy wybory się odbędą, stronnicy Grzegorza Schetyny i tak łatwej drogi do parlamentu polskiego czy też europejskiego na pewno mieć nie będą. Afera z korupcją polityczną w Platformie zdaje się trochę pokrzyżowała szyki Donalda Tuska. Już było bowiem tak dobrze – udało się w miejsce Grzegorza Schetyny umieścić na czele dolnośląskich struktur PO Jacka Protasiewicza, a premier zdążył nawet tuż przed ujawnieniem nagrań wystąpić na konferencji prasowej, chwaląc się Polakom, że w jakiejś światowej klasyfikacji zanotowaliśmy spektakularny awans, mający rzekomo świadczyć, jak niezwykle poprawiły się warunki prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce. A lada tydzień miał ogłosić zapowiadane na listopad „nowe otwarcie”.

Do przygotowywanego na kolejne tygodnie scenariusza należało więc wprowadzić pewne poprawki. W ramach zamiatania pod dywan kolejnej afery nagrywający zostaną przykładnie ukarani, podejrzani o stanie za ujawnieniem taśm rozliczeni. A już wkrótce media zajmą się propagowaniem nowych obietnic premiera, a może nawet sprezentowanych, na potrzeby propagandy, roszad w składzie rządu. Sprawy znowu nie ma.

Artur Kowalski