• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Zdradziecki sojusznik, nieudolny przeciwnik

Poniedziałek, 4 listopada 2013 (02:00)

Z Edwardem A. Turzanskim, ekspertem ds. wywiadu i metod zwalczania terroryzmu z Foreign Policy Research Institute, wykładowcą na Uniwersytecie La Salle, rozmawia Łukasz Sianożęcki

Czy jest możliwe, żeby Barack Obama nie wiedział o podsłuchiwaniu światowych liderów, w tym kanclerz Angeli Merkel, przez amerykańskie służby?

– W teorii oczywiście tak. Jednak praktycznie nie jest możliwe, by operacja prowadzona przez NSA polegająca na przechwytywaniu połączeń telefonicznych zagranicznych przywódców odbywała się bez wiedzy prezydenta Obamy. Tego typu operacja musi być autoryzowana przez prezydenta oraz nadzorowana przez komisje wywiadowcze zarówno w Senacie, jak i w Izbie Reprezentantów.

To oznacza, że rozmiary amerykańskiej operacji mogą być znacznie większe, niż powszechnie się o tym mówi?

– Na pewno opinia publiczna byłaby bardzo zaskoczona zawartością i zasięgiem tej operacji. Jednakże władze poszczególnych podmiotów zagranicznych wiedzą lub przynajmniej zdają sobie sprawę, że zarówno wrogowie, jak i przyjaciele są w stanie w jakiś sposób monitorować ich komunikację. W zasadzie wszystkie państwa, które kiedykolwiek posiadały taką możliwość, korzystają z niej. Taka procedura będzie kontynuowana i w żaden sposób nie wpłynie na to ujawnienie tajemnic, czego dopuścił się np. Edward Snowden.

Waszyngton podsłuchiwał także swoich najbliższych sojuszników, jak np. Izrael?

– Stany Zjednoczone używają swoich zasobów technicznych i ludzkich, aby monitorować komunikację wszystkich sojuszników od Wielkiej Brytanii, przez Izrael, Francję, po Polskę. Uzasadniają to niczym innym jak tylko dbaniem o bezpieczeństwo kraju oraz pozyskiwaniem informacji w polityce zagranicznej. W odpowiedzi ci wszyscy sojusznicy robią to samo wobec USA. Nie mają jednak ani tak zaawansowanej bazy technicznej, ani takich możliwości kontaktów na poziomie ludzkim jak Stany Zjednoczone, więc ich starania są pewnie mniej efektywne.

Ujawnienie tych informacji naraziło jednak na szwank wizerunek Stanów Zjednoczonych. Jak bardzo Waszyngton mógł stracić na wiarygodności po tej aferze?

– Ujawnienie szczegółów tego programu było ekstremalnie szkodliwe dla wiarygodności rządu USA, zarówno wśród swoich obywateli, jak i na zewnątrz. To było bardzo ważne, jednakże należy wziąć pod uwagę, że postrzeganie Ameryki, jej kompetencji i zamiarów nie jest związane jedynie z ujawnionymi rewelacjami na temat programu NSA. Moim zdaniem, wiele innych czynników zadecydowało o większym uszczerbku na wizerunku niż ostatnie wydarzenia. Przypomnijmy sobie kilka innych decyzji administracji Obamy, jak np. porzucenie projektu tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach 17 wrześnie 2009 r., czyli w 70. rocznicę napaści Sowietów na wasz kraj. Rezygnacja ze wspierania prezydenta Egiptu Hosniego Mubaraka na rzecz Bractwa Muzułmańskiego. W Iranie przełożenie swojego poparcia na Ruch Zielonych, aby poprawić relację z mułłami rządzącymi tym krajem siłą. Z kolei w Iraku negocjowanie i renegocjowanie statusu sił stacjonujących, w Izraelu pośrednie wspieranie Palestyny poprzez bezkrytyczne pochwały dla „arabskiej wiosny” w północnej Afryce. Porzucenie „czerwonej linii”, jaką miało być użycie przez Baszara al-Asada broni chemicznej wobec swoich obywateli i fatalne wycofanie się z zaangażowania w Syrii i pójście na wszelkie ustępstwa, jakich zażyczył sobie w tej sprawie prezydent Rosji Władimir Putin. To wszystko szkodzi wizerunkowi Ameryki znacznie bardziej niż sprawa podsłuchów. Jak to trafnie już w 2009 r. przewidział znawca Bliskiego Wschodu Bernard Lewis – pod rządami Obamy USA będą postrzegane jako zdradziecki sojusznik i nieudolny przeciwnik.

Afera podsłuchowa zbiera swoje żniwo. Ale niedawno mieliśmy kryzys budżetowy, groźbę niewypłacalności. To czarna seria w historii USA?

– Poparcie dla polityki Baracka Obamy jest najniższym poparciem dla jakiegokolwiek prezydenta w historii USA. Skumulowana liczba skandali wokół jego osoby, że wspomnę jeszcze „Szybkich i Wściekłych”, czyli nasyłanie na przeciwników politycznych urzędu skarbowego, ponadto rozdawanie stanowisk swoim zwolennikom, Bengazi, Syria czy właśnie Snowden i NSA może wkrótce przełożyć się na przekroczenie punktu krytycznego. Tak jak to miało miejsce trzy lata temu, kiedy administracja Obamy zdawała sobie sprawę, że miliony Amerykanów mogą stracić swoich lekarzy i plany zdrowotne jako rezultat jego reformy zdrowia. Wtedy szef Białego Domu starał się za wszelką cenę zdławić rodzący się bunt i w czasie kampanii wyborczej prezydent wielokrotnie przekonywał, że do takiego scenariusza nie dojdzie. Dziś wiemy jednak, że to była nieprawda. Tak samo nieprawdą jest to, co mówi na temat programu podsłuchowego NSA – wiedział o nim. Wie pan, jaki jest teraz najpopularniejszy dowcip w Stanach? „Po czym poznać, że prezydent Obama kłamie?”. „Jego usta się poruszają”.

Dziękuję za rozmowę.

Łukasz Sianożęcki