• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

Listy od ojca

Czwartek, 31 października 2013 (02:11)

Z Jerzym Rybnikiem, synem ppłk. Aleksandra Rybnika ps. „Dziki”, zastępcy komendanta białostockiego Okręgu AK-WiN, zamordowanego przez UB 11 września 1946 r., rozmawia Adam Białous

Wyrok komunistycznego sądu nie pozwolił Panu poznać ojca.

– To prawda. Ojca nie pamiętam, bo kiedy został zamordowany z wyroku komunistycznego sądu, miałem zaledwie 3 miesiące. Jednak z opowieści rodziny wiem, że byłem obecny, kiedy mojego ojca sądzono w pokazowym procesie, który odbywał się w sali białostockiego kina Ton w dniach 18-20 lipca 1946 roku. Sądzono 24 żołnierzy WiN. Moja mama i siostra ojca – Łucja przyszły ze mną na plac przed ten tymczasowy sądowy budynek. Stały tam i trzymały mnie na zmianę na rękach aż do czasu, kiedy zbrodniczy sąd ogłosił, że mój ojciec i sześciu jego żołnierzy są winni i skazani na karę śmierci.

Rodzina próbowała dowiedzieć się, gdzie pochowano ciało?

– Wiem, że moja babcia i cała rodzina czynili takie starania. Oddano strażnikom więziennym – ojciec był więziony na ul. Kopernika – bardzo wiele cennych rodzinnych rzeczy, aby tylko poznać prawdę i godnie pochować ciało ojca. Oni jednak wykorzystywali tę naszą tragiczną sytuację. Podawali jakieś sprzeczne, nieprawdziwe informacje, żeby tylko wyłudzić od rodziny cenne rzeczy.

Pana matka otrzymała z więzienia listy od męża?

– Tak. Mam te listy do dziś. Posiada je też IPN. Przekazał je mamie ksiądz, który spowiadał mojego ojca przed śmiercią. Co ciekawe, mało kto wie, że mój ojciec chciał zostać księdzem. Skończył nawet seminarium duchowne, ale nie przyjął święceń kapłańskich, bo z nieznanych mi powodów zmienił decyzję. Później skończył podchorążówkę w Ostrowi Mazowieckiej i został zawodowym żołnierzem. Tak więc było to spotkanie księdza z niedoszłym księdzem, którego Bóg poprowadził inną drogą. Mój ojciec podczas tej spowiedzi po kryjomu przekazał księdzu kilka listów, które pisał do nas w celi śmierci. Kapłan zaszył je w sutannie i tak wyniósł listy z więzienia i nam dostarczył. Są one bardzo interesujące. Ich treść dotyczy nie tylko spraw osobistych, ale też ojciec snuje w nich refleksje polityczne. Te refleksje były, można powiedzieć, profetyczne. Ojciec pisze w jednym z listów do mnie, wówczas kilkumiesięcznego dziecka: „Synu, będzie Polska, ale Polaków w niej będzie bardzo niewielu”. Matka dała mi te listy, kiedy miałem 15 lat. Są one pełne miłości do rodziny i do Ojczyzny.

O czym ojciec pisze w tych listach, jaką najczęściej myśl przywołuje?

– To listy znad grobu, tak więc wiele tu myśli grobowych. Najczarniejsza z nich to świadomość, którą ojciec miał, że jego ciała nie wydadzą rodzinie, że pochowają gdzieś, nie wiadomo gdzie, że komunistyczni oprawcy chcą ich, żołnierzy przez nich wyklętych, w ten sposób zepchnąć w niepamięć. To ojca przerażało. Prosił mnie w jednym z listów, aby postawić mu – cytuję dokładnie – „koślawy krzyż” w miejscu, gdzie walczył i cierpiał, niedaleko miejscowości Kopisko. Tu, na Krzemiennej Górze, miał ze swoimi żołnierzami kryjówkę w bunkrach. Postawiłem mu tam żelazny krzyż. Przyznam się, że nie do końca spełniłem życzenie ojca, bo był on prosty. Jednak on chyba sam z Nieba tę moją robotę poprawił, bo któregoś dnia na ten krzyż spadło połamane drzewo i krzyż przechylił się dokładnie tak, jak chciał tato. Symboliczny grób ppłk. Aleksandra Rybnika znajduje się również na starym cmentarzu w Starosielcach w Białymstoku. Jest też tu tablica jemu poświęcona, którą w 60. rocznicę śmierci poświęcono na budynku kina Ton, gdzie był sądzony.

Liczą Państwo na to, że w jednej z ośmiu właśnie ekshumowanych mogił na cmentarzu Wojskowym w Białymstoku spoczywają szczątki Pana ojca?

– Mamy taką ogromną nadzieję. Być może tato leży na cmentarzu Wojskowym w Białymstoku, wśród tych ośmiu niezłomnych, których DNA pobierano we wtorek, a których odnaleźliśmy wraz z przyjaciółmi w Lesie Izabelińskim w 1996 r., działając w społecznym komitecie ekshumacyjnym. Kiedy tylko dotarła do mnie informacja, że w tym dole śmierci leżą niezłomni, od razu pobiegłem z saperką, żeby to sprawdzić. We wskazanym przez świadka miejscu zdjąłem jedynie wierzchnią warstwę ziemi, a zaraz ukazał się moim oczom szkielet splecionych ze sobą nadgarstków. Wywnioskowałem, że zabici leżą twarzą do dołu, ze związanymi z tyłu rękoma, i tak było. Wówczas, po ekshumacji ośmiu niezłomnych, których w tym dole znaleźliśmy, nie mieliśmy niestety możliwości pobrania DNA. Czekamy więc z niecierpliwością, co wykażą badania porównawcze w związku z obecnym pobraniem DNA. Ja swoje DNA już przekazałem. Wiem też, że IPN sądzi, iż ciało mojego ojca mogło być pochowane na terenie dawnego ogrodu więzienia UB na Kopernika, gdzie w lipcu znaleziono trzy szkielety, a obecnie masowy dół śmierci. Na te badania również patrzymy z wielką nadzieją. Moja ciocia Łucja, która trzymała mnie na rękach, kiedy ojca sądzono, tak bardzo chciała dożyć chwili, kiedy odnalezione i pochowane zostaną jego szczątki. Nie dożyła. Ale, co ciekawe, zmarła w wieku 88 lat, dokładnie wówczas, kiedy rozpoczęły się prace poszukiwawcze na terenie białostockiego więzienia UB na Kopernika. A jej pogrzeb był w ten poniedziałek, kiedy na Kopernika odkryto masowy dół śmierci.

 

Tworzy Pan z przyjaciółmi stowarzyszenie Rodzina Żołnierzy Wyklętych. Czy jednym z jego zadań jest poszukiwanie ciał żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego?

– Stowarzyszenie Rodzina Żołnierzy Wyklętych, którego mam zaszczyt być prezesem, tworzą osoby z dawnego Komitetu Ekshumacji i Pochówku Zamordowanych Żołnierzy Polski Podziemnej, który ekshumował mogiłę ośmiu niezłomnych w Lesie Izabelińskim koło Olmont, na czele z dr. Tadeuszem Waśniewskim, który był prezesem Komitetu, a teraz jest wiceprezesem zarządu głównego stowarzyszenia Rodzina Żołnierzy Wyklętych. Siłą rzeczy więc jednym z głównych zadań stowarzyszenia jest działać ze wszystkich sił w celu odszukania szczątków niezłomnych.

Dziękuję za rozmowę.

Adam Białous