• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Smok zieje ogniem odwetu

Środa, 30 października 2013 (19:11)

Kiedy wczoraj usłyszałem o wybuchu na placu Tiananmen, od razu pomyślałem o potencjalnych sprawcach tego ataku. O Ujgurach, muzułmanach, którzy od lat próbują prowadzić separatystyczne działania, aby się wyzwolić spod władzy komunistów i wprowadzić nareszcie upragnione prawo szariatu. Zamach terrorystyczny wpisuje się w ogólnoświatową strategię postępującej islamizacji i jest „tylko” jednym z jej przejawów. Komunistyczna Partia Chin nie przejawia jednak szczególnej tendencji do uprawiania poprawności politycznej.

Po zamachu terrorystycznym z  29 października br. komunistyczne władze ostro i skutecznie zareagowały. Policja chińska przeprowadziła obławę, w wyniku której aresztowała pierwszych podejrzanych o zorganizowanie zamachu na placu Niebiańskiego Spokoju. Są to mężczyźni z Sinciangu. Podejrzenia okazały się zatem słuszne. Był to atak samobójców-terrorystów, którzy wjechali samochodem na wypełniony cywilami słynny plac Niebiańskiego Spokoju i wysadzili się tuż pod portretem Mao Zedonga. Trzech bezpośrednich sprawców zginęło. Przy okazji zabili dwóch niewinnych ludzi, Chińczyka i Filipinkę. Kilkadziesiąt osób zostało rannych.

Trzeba przyznać, że wydarzenie szokuje. Dotychczas nie odnotowywano bowiem takich akcji. Oczywiście zdarzały się konflikty między Ujgurami a większością Han, ale nigdy nie określano tego mianem aktów terrorystycznych. Aresztowanych ludzi czeka pewna śmierć. Wyroki śmierci są w Chinach przeprowadzane masowo i z byle jakiego powodu, a w tym konkretnym przypadku KPCH zrobić wszystko, żeby ten skandal odpowiednio pomścić. To kwestia prestiżu. Odpowiedź komunistów, jak zapowiadają ujgurscy intelektualiści, np. Ilham Tohti, będzie surowa i dotkliwa dla całej społeczności ujgurskiej.

W mediach zachodnich Ujgurzy są przedstawiani jako bohaterowie, uciskana mniejszość. Tymczasem nie do końca jest to prawda. Media socjallibertyńskie opowiadają wiele o poszkodowanych Ujgurach, którzy de facto posiadają pełną autonomię do wyznawania swojej religii, nie wspominając słowem o prawdziwie uciskanej mniejszości – chrześcijańskiej, która nie walczy zbrojnie z komunistycznym prześladowcą, tylko znosi w cichości swój ucisk. Nie można w każdym razie porównywać sytuacji mniejszości ujgurskiej i chrześcijańskiej w Chinach. Ujgurzy walczą wręcz i siłą, jak jednoznacznie pokazuje ostatni krwawy i brutalny przykład, z chińskimi według nich okupantami. Zaś chrześcijanie nie podejmują takich aktów.

Wybuch na placu Tiananmen jest na pewno nowym zjawiskiem, nowym fenomenem w Chinach oczywiście, bo przecież nie na świecie. Dziś możemy użyć mocnego uogólnienia, że z impetem prowadzona jest islamizacja całego świata. Terroryzm muzułmański obejmuje swoimi szponami nasz glob. Jestem daleki od obrony Chińskiej Republiki Ludowej, bez wątpienia jest to kraj totalitarny. Jednak czymś innym jest tchórzliwy atak na bezbronnych cywilów, którzy zginęli i zostali ranni na placu Tiananmen. Chińskie władze zareagują teraz ostro i represyjnie, spirala nienawiści i przemocy będzie się nakręcać kosztem niewinnych i bezbronnych chrześcijan.

Nie należy się dziwić ostatniemu wydarzeniu, to kolejna odsłona dramatu, wielkiej ofensywy i wojny religijnej, która toczy się ponad granicami państw, bo w islamie nie ma narodów, tylko jedna, święta religia. Dopóki nie zapanuje na całym świecie, dopóty ma trwać dżihad. W XX wieku komuniści chcieli ponad granicami państw tworzyć socjalizm wprowadzany przez marsz proletariuszy wszystkich krajów. Dziś, w XXI wieku, mamy nową międzynarodówkę religijną, gdzie nacja, etniczność i rasa się nie liczą, w centrum pozostaje tylko religia, islam i jej prorok Mahomet.

Zachód jednak nie interesuje się rzeczywiście uciskaną mniejszością religijną, chrześcijanami, w tym, katolikami i protestantami, którzy cierpią największe przeładowania, i zawzięcie, ślepo broni agresorów, którzy wysadzają się w tłumie bezbronnych cywilów. Ta jawna niesprawiedliwość i brak równowagi w mediach nie występuje tylko w Chinach. Zachód wymierza policzek prześladowanym chrześcijanom na całym świecie.

Dr Tomasz M. Korczyński