Kto uprowadził biskupów?
Środa, 30 października 2013 (09:32)Najnowsza publikacja w serwisie informacyjnym AsiaNews z 29 października br. jest bulwersująca. Czytelnicy „Naszego Dziennika” znają słynną sprawę uprowadzenia dwóch biskupów prawosławnych w kwietniu br. w Kafr Dael na granicy turecko-syryjskiej, gdy nieśli pomoc humanitarną chrześcijańskim uchodźcom. Napastnicy zamordowali kierowcę i porwali JE abp. Gregoriusa Johanna Ibrahima z syryjskiego Kościoła prawosławnego i bp. Bulosa Jazigi z greckiego Kościoła prawosławnego. Cisza wokół ich losów niepokoi. Do tej pory nie wiadomo, czy żyją i gdzie są.
Stąd w zdumienie wprawia meldunek autorstwa wielkiego muftiego Syrii, Ahmada Hassuna Badreddina. Według niego, porwani biskupi żyją i przebywają w… Turcji. A kto maczał palce w ich porwaniu? Czeczeńscy bojownicy i władze tureckie. Ahmad Hassun Badreddin, duchowny przywódca islamu sunnickiego, twierdzi, że posiada sprawdzone informacje na temat losu biskupów z Aleppo, czym podzielił się z Cerkwią prawosławną podczas swojej wizyty w Moskwie. Wielki mufti uważa, że czeczeńscy radykałowie zostali wynajęci przez władze tureckie. Co najmniej 2 tys. bojowników z Kaukazu działa aktywnie w islamskiej rebelii w Syrii, a Turcja podsyca konflikt, który jest dla niej korzystny w osłabianiu reżimu szyickiego.
To może być plotka. O porwanie podejrzani są terroryści z Islamskiego Państwa w Iraku i Lewanatu (ISIS) powiązanego z Al-Kaidą.
„Nasz Dziennik” opublikował ostatnio informację o karygodnej prowokacji imama Omara Gharba, który zniszczył figurę Matki Bożej w syryjskim mieście Yaaqubiya mieszczącym się w prowincji Idlib, przy granicy z Turcją. Z Turcją, no właśnie.
Działalność ISIS nie wyklucza współpracy z Turcją, a jeśli przyjrzymy się jej oddziałom, to znajdziemy w niej i Czeczenów. Na przykład w masakrze szyitów w Latakia brał udział – zabity zresztą podczas walki z wojskami Asada – Czeczen Hamza al-Sziszani.
Wcale bym się zatem nie zdziwił, gdyby te informacje zostały potwierdzone. Turcja ma poważne powody, aby zlecić, przeprowadzić, tolerować, ukrywać to skandaliczne uprowadzenie.
Jest to kraj na wskroś antychrześcijański. Prawo antychrześcijańskie działa tutaj sprawnie. Nawet legalne od czasów traktatu z Lozanny Kościoły muszą się mierzyć z utrudnieniami dnia codziennego, chrześcijanie są obywatelami drugiej kategorii, Kościół katolicki nie ma osobowości prawnej, a władze tolerują działania bojówek nacjonalistów, lewaków i islamistów. Od 1974 r. wojska tureckie okupują północny Cypr i systematycznie wyniszczają dziedzictwo chrześcijańskie. Niestety, to nie wszystko. Warto dodać, że fanatycy nie są jedynym i najważniejszym zagrożeniem bytności wyznawców Chrystusa na ich rdzennych ziemiach. Reżim i społeczeństwo są mocno uprzedzone do egzystencji chrześcijaństwa na tych terenach.
Za tym tchórzliwym czynem porwania mogą się także kryć marzenia islamskiego reżimu Erdogana, a mianowicie jego plany odbudowy państwa osmańskiego. Ta wizja miała już być powoli realizowana przy pomocy Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie, jednak po obaleniu figuranta Mursiego, Erdogan poniósł pierwszą poważną porażkę i musiał się obejść smakiem przy kreowaniu zjednoczonych kalifatów w regionie.
Druga porażka była jeszcze dotkliwsza. Nie powiódł się, jak wiemy, jego projekt ataku na Syrię, która jest wrogiem numer jeden reżimu tureckiego. Na drodze stanęła Rosja, która, jakkolwiek to zabrzmi, wspiera aktywnie i z zaangażowaniem Kościół prawosławny w regionie, a zatem od początku wojny domowej w 2011 r., (którą coraz mniej ochotnie nazywam domową). Ataki na chrześcijan prawosławnych są dla reżimu tureckiego atakiem wymierzonym w Rosję.
Ponadto, co również ważne, prowokacja uprowadzenia biskupów miałaby sprowokować Zachód do szybkiej interwencji, albo przynajmniej być jednym z argumentów za tą inicjatywą, co nie jest pierwszym tego typu pomysłem. Atak na miasta-kolebki chrześcijaństwa, najpierw Maalulę, potem Sednaya, miały na celu właśnie ten podtekst. Nie wyszło, więc teraz nie wiadomo, co z uprowadzonymi biskupami zrobić.
Nie wiem, co w tej całej sytuacji jest groźniejsze. Czy przetrzymywanie biskupów przez islamistów z Al-Kaidy, czy pozostawanie ich w rękach służb tureckich? I w jednym, i w drugim przypadku życie duchownych jest zagrożone, ponieważ są to groźne źródła prześladowań chrześcijan.
dr Tomasz M. Korczyński