Czy tu spoczywa płk Rybnik?
Środa, 30 października 2013 (02:09)Na zlecenie IPN genetycy pobrali do badań porównawczych próbki DNA z ciał ośmiu żołnierzy spoczywających na cmentarzu Wojskowym w Białymstoku.
Wczorajsze prace na cmentarzu wojskowym to pokłosie śledztwa białostockiego IPN dotyczącego ujawnionej niedaleko Olmont jamy grobowej z ośmioma żołnierzami.
W czynnościach oprócz prokuratora Zbigniewa Kulikowskiego, szefa pionu prokuratury IPN Białystok, uczestniczyli biegli z zakresu medycyny sądowej. Eksperci sporządzą teraz profile genetyczne ofiar sądowych wyroków śmierci, jakie zapadały w Białymstoku i na terenie całego województwa. Materiał porównawczy do badań od potencjalnych krewnych ofiar został już częściowo pobrany, wciąż zgłaszają się nowe osoby.
Najbardziej prawdopodobna, na obecnym etapie śledztwa, jest wersja, że ofiary zostały pozbawione życia w 1946 roku.
Pierwszą w Polsce, w pełni udokumentowaną i zatwierdzoną przez urzędy państwowe, ekshumację żołnierzy przeprowadził w dniach 7-18 września 1996 r. zawiązany w Białymstoku Społeczny Komitet Ekshumacji i Pochówku Zamordowanych Żołnierzy Polski Podziemnej. Tworzyli go m.in. Tadeusz Waśniewski, prezes białostockiego oddziału Związku Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego, Mirosław Trzasko, sierżant AK, oraz Jerzy Rybnik, syn Aleksandra Rybnika, zastępcy komendanta białostockiego Okręgu AK, WiN, zamordowanego przez UB 11 września 1946 roku.
– Cieszymy się, że doszło do pobrania DNA ze szczątków żołnierzy, które naszemu komitetowi udało się odnaleźć, ekshumować i pochować na cmentarzu wojskowym. Mamy nadzieję, iż dzięki tym pracom genetyków Polska pozna swoich bohaterów z imienia i nazwiska – mówi „Naszemu Dziennikowi” dr Tadeusz Waśniewski, prezes Społecznego Komitetu Ekshumacji i Pochówku Zamordowanych Żołnierzy Polski Podziemnej, który teraz przekształcił się w pierwsze w Polsce Stowarzyszenie Żołnierzy Wyklętych.
Przyglądający się wczoraj pracom na cmentarzu Jerzy Rybnik ma nadzieję, że badania pozwolą stwierdzić, iż jednym z ośmiu jest jego ojciec ppłk Aleksander Rybnik ps. „Jerzy”, „Dziki”, zastępca komendanta białostockiego Okręgu AK-WiN. – Kiedy pracowaliśmy razem w społecznym komitecie, który przeprowadził ekshumację, ksiądz, który przekazał nam informację o lokalizacji jamy grobowej, powiedział również, że tych ośmiu było skazanych na śmierć w procesie, w którym skazano na śmierć m.in. mojego ojca – tłumaczy Jerzy Rybnik.
W lesie niedaleko Olmont w latach 1945-1947 UB razem z NKWD przeprowadzały egzekucje polskich żołnierzy, prawdopodobnie przywożonych z białostockiego więzienia przy ul. Kopernika.
Dokładnej lokalizacji jamy grobowej członkowie komitetu dokonali dzięki relacji śp. Kazimierza Sobeckiego, który przekazał ją przed śmiercią proboszczowi swojej parafii. Sobecki relacjonował, że w jego rodzinnym gospodarstwie w Olmontach słychać było serie z karabinów maszynowych i pojedyncze strzały z pistoletu. Mogiła znajdowała się w odległości ok. 500 metrów od gospodarstwa Sobeckich.
Członkowie komitetu przeprowadzili wiele rozmów z osobami pamiętającymi zdarzenia w lesie koło Olmont. Szczególnie wstrząsające były relacje świadków, którzy opowiadali, że niedługo po egzekucji do mogiły dotarła młoda dziewczyna. Była narzeczoną jednego z aresztowanych przez UB. O mordzie dowiedziała się od znajomego. Odnalazła miejsce pogrzebania i rozkopała je własnymi rękami. Świadkami tej sceny było kilka osób z okolicznych miejscowości. Z ich relacji wynika, że kobieta nie odnalazła ciała narzeczonego.
Ale w mogile widać było płytko ułożone zwłoki; wszystkie ofiary były młodymi mężczyznami, z krótko przystrzyżonymi włosami. Ręce ofiar były z tyłu skrępowane.
Miejsce dołu oznaczono drutem kolczastym ułożonym w kształt krzyża i wbito go w drzewo rosnące w tym miejscu. Ten krzyż przetrwał aż do ekshumacji. W miejscu tym składano również kwiaty.
Podczas ekshumacji jamy grobowej oprócz kompletnych ośmiu szkieletów znaleziono również m.in. guziki wojskowe z orłami w koronie oraz łuski naboi produkcji sowieckiej z roku 1945. Ciała przekazano do Zakładu Medycyny Sądowej w Białymstoku. Każdy z ośmiu szkieletów został opisany w oddzielnym protokole. Z opinii zawartych w protokołach dowiadujemy się m.in., że wszyscy zamordowani byli mężczyznami w wieku 25-35 lat. Zginęli od strzału w tył głowy. „Stwierdzone uszkodzenia w obrębie czaszki świadczą o tym, że przyczyną zgonu denata był postrzał głowy – czaszki” – piszą biegli.
Adam Białous, Białystok