• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Iwaniszwili wycofa się z polityki

Poniedziałek, 28 października 2013 (20:31)

Wczorajsze wybory prezydenckie w Gruzji nie przyniosły niespodzianek. Zwyciężył, i to wysoko, faworyt faktycznego przywódcy kraju, premiera Bidziny Iwaniszwilego – Giorgi Margwelaszwili. Iwaniszwili twierdzi, że jest znudzony polityką i w listopadzie zamierza się z niej wycofać.

Zdobywając prawie dwie trzecie głosów i wygrywając już w pierwszej turze prezydenckich wyborów, wybraniec Iwaniszwilego, 44-letni Giorgi Margwelaszwili dowiódł, że po roku rządów gruzińskiego bogacza jego rodacy wcale nie są nim rozczarowani ani znudzeni. Znudzony polityką jest natomiast sam Iwaniszwili.

– Odkąd przed dwoma laty zdecydował się nią zająć, Iwaniszwili powtarzał, że czyni to tylko na jakiś czas, najwyżej na kilka lat – powiedział tbiliski politolog Ramaz Sakwarelidze i dodał: Wszyscy to słyszeli i widzieli, ale nikt nie dawał wiary. – To tylko pokazuje, jak trudno jest wierzyć w czyste intencje i słowa polityka, gdy mówi, że władza przestała go pociągać i bawić. A Iwaniszwilego polityka najwyraźniej przestała pociągać i postanowił dać sobie z nią spokój. Kto bogatemu zabroni? – wskazał Sakwarelidze.

Politolog ocenił, że wszystko wskazuje na to, iż Iwaniszwilemu polityka się nie spodobała. – Nie odnalazł się w niej, a nawet nie uznał jej za najlepsze narzędzie do dobrego kierowania sprawami kraju – zaznaczył Sakwarelidze i dodał, że dlatego zdecydował się złożyć urząd, ustąpić ze stanowiska szefa Gruzińskiego Marzenia i w ogóle dać sobie spokój z polityką. – Nie oznacza to jednak, że przestanie się zajmować sprawami kraju – zaznaczył.

Jak wcześniej stwierdził Iwaniszwili, poprzez swoje firmy i fundacje będzie pomagał Gruzinom, by stworzyli społeczeństwo obywatelskie, odporniejsze niż dotąd na demagogię i charyzmę polityków. – No i wreszcie, jak każdy obywatel, będzie miał prawo wybierać władze, ale także w każdej chwili zostać do nich wybrany – dodał Sakwarelidze.

Iwaniszwili już dziś zapowiada, że w razie potrzeby będzie służyć dobrą radą gruzińskim przywódcom, których sam na wszystkie stanowiska osobiście powyznaczał. Przywódcze nawyki, wyniesione nie tyle z polityki, co z biznesu, majątek, a także niewielkie lub żadne polityczne doświadczenie jego następców mogą więc sprawić, że – czy tego będzie chciał, czy nie – Iwaniszwili pozostanie w Gruzji „szarą eminencją”.

Czy zejście z politycznej sceny aktora, który przez ostatni rok całkowicie ją zdominował, nie spowoduje politycznej próżni, której wypełnienie doprowadzi do destabilizacji i chaosu?

„Nie sądzę” – uważa Sakwarelidze. „Iwaniszwili wszystko sobie obmyślił. Nie odszedłby z polityki i urzędu, gdyby nie miał pewności, że nie doprowadzi to do chaosu, a on nie zniszczy w ten sposób wszystkiego, co sobie zaplanował i osiągnął. Musi być pewny, że jego odejście nie wywoła kryzysu w rządzie i koalicji, a ministrowie poradzą sobie i bez niego. Poczekał z tym zresztą aż do prezydenckich wyborów, by mieć pewność, że Saakaszwili i jego partia zostaną ostatecznie pokonani”.

Iwaniszwili liczył, że w wyborach prezydenckich, jako drugi po jego faworycie Margwelaszwilim, na metę nie przyjdzie wybraniec Saakaszwilego Dawid Bakradze lecz Nino Burdżanadze, opowiadająca się za sojuszem z Rosją i osadzeniem Saakaszwilego w więzieniu. To miało na dobre pogrążyć Saakaszwilego i odebrać mu nawet tytuł przywódcy opozycji.

Tym razem jednak gruziński bogacz i premier gorzko się przeliczył. Bakradze zdobył piątą część głosów, a Nino Burdżanadze nie udało się zebrać nawet ich dziesiątej części.

– Choć Bakradze zdobył o połowę mniej głosów niż przed rokiem jego Zjednoczony Ruch Narodowy w wyborach parlamentarnych, to i tak jest to całkiem niezły wynik. (...) Kolejna przegrana będzie nowym kubłem wody dla narodowców, ale jedna piąta zdobytych głosów nie skazuje ich na polityczny niebyt – wskazał tibiliski politolog.

IK, PAP