Poseł w kagańcu
Poniedziałek, 28 października 2013 (02:00)Czy podjęta przez marszałek Ewę Kopacz próba „uporządkowania” działalności zespołów parlamentarnych to przejaw wygaszenia ognisk wolnej wymiany poglądów?.
Sprawą działalności zespołów parlamentarnych ma się zająć dziś Prezydium Sejmu. Celem spotkania jest przegląd przepisów, które stanowią podstawę do działalności zespołów. Parlamentarzystów mają merytorycznie wesprzeć eksperci. Do omówienia jest zarówno formuła pracy zespołów, jak i ich liczba.
W ocenie Cezarego Grabarczyka (PO), obecnie jest ich prawie dwa razy więcej niż w poprzedniej kadencji, a to znaczy, że „być może posłowie zanadto rozpraszają uwagę, mniej czasu poświęcają dobrej legislacji, a więcej realizacji różnych innych zamiarów, poprzez zespoły”.
Jego zdaniem, zespoły nie mają szczegółowo opisanych kompetencji, uzurpują sobie prawa np. komisji śledczych i być może należałoby te sprawy uregulować. Ewentualne zmiany mogłyby obowiązywać jeszcze w tej kadencji, ale Platforma dopuszcza możliwość zmian dopiero po wyborach.
Z kolei Ewa Kopacz, marszałek Sejmu, podkreślała, że chce ocenić pracę i ramy prawne istniejących obecnie zespołów. – Chcemy spojrzeć świeżym okiem na to, co powinno dziać się w polskim parlamencie. Komu jak komu, ale marszałkowi Sejmu szczególnie zależy na wizerunku Sejmu, więc ta moja skrupulatność w ocenie tego, jak pracują zespoły, czy te ramy prawne są aktualne, czy też nie, jest konieczna – mówiła Kopacz.
Uciszyć niewygodnych
Z taką opinią nie zgadza się Zbigniew Romaszewski, były senator, członek Trybunału Stanu, wskazywany przez PiS ekspert na spotkanie Prezydium, który uznał, że ocena pracy zespołów parlamentarnych sprowadza się do tego, jak kto rozumie demokrację.
– Nie uważam, żeby pani marszałek Ewa Kopacz była osobą, która może kontrolować funkcjonowanie posłów. Nie do tego została powołana, lecz po to, by organizować posiedzenia Sejmu RP. Ocena zespołów nie należy do jej zadań – mówi Romaszewski w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”. Jak dodaje, posłowie i senatorowie składają ślubowanie Rzeczypospolitej i mają postępować zgodnie ze swoim sumieniem, uczciwie i dla jej dobra.
– Jeżeli parlamentarzyści chcą tworzyć zespoły, to w moim przekonaniu mogą to czynić swobodnie. Szczególnie w obecnej sytuacji, gdy wszystko zostało zawłaszczone przez wielkie partie i to zespoły są jedynym miejscem, gdzie rzeczywiście może się odbywać swobodna dyskusja posłów i senatorów – wskazuje nasz rozmówca.
Zdaniem Romaszewskiego, niezrozumiałe są zarzuty, że zespoły wkraczają w kompetencje Sejmu.
– O jakich kompetencjach mówimy? Przecież zespoły ustaw nie uchwalają, a członkowie rządu nie mogą być przez nie przesłuchiwani. Mogą czynić to komisje sejmowe, a i tak nie zawsze ministrowie czy prokuratorzy przychodzą na posiedzenia – tłumaczy.
W ocenie Romaszewskiego, trudno zgodzić się też z tezą, że zespoły odciągają parlamentarzystów od pracy, bo w tym zakresie są większe problemy. Przypomina, że będąc marszałkiem Senatu, mógł przewidywać wyniki głosowań, niezależnie od tego, jak i na jaki temat toczyła się dyskusja.
– Jestem niezwykle przywiązany do parlamentaryzmu. Uważam, że jest to podstawa demokracji, i bardzo jestem zmartwiony tym, że ten parlamentaryzm traci w Polsce znaczenie, bo wszystko odbywa się na polecenie władzy wykonawczej – zauważył Romaszewski. W tej sytuacji dodatkowe osłabianie parlamentarzystów jest rzeczą skandaliczną.
Doktor Przemysław Wójtowicz, politolog z WSKSiM, ocenia, że nadmierne zainteresowanie zespołami parlamentarnymi może wynikać z troski o wizerunek, jednak nie Sejmu, ale partii rządzącej.
– Zbliżamy się do okresu przedwyborczego. W przyszłym roku czekają nas wybory do Parlamentu Europejskiego, potem będą wybory do parlamentu krajowego. I w związku z tym następuje aktywizacja części koalicyjnej naszego parlamentu, która ma pobudki wizerunkowe – zaznacza.
W jego ocenie, tego typu ruchy są szczególnie zasadne w sytuacji, w której koalicja ma świadomość, że ten parlament nie przeprowadził żadnej interesującej ze społecznego punktu widzenia ustawy, która rozwiązywałaby istotne problemy Polaków. Wręcz przeciwnie, podejmowane działania budziły społeczny sprzeciw.
Kto się boi Macierewicza?
Zdaniem Mariusza Błaszczaka (PiS), zapowiedziane posiedzenie Prezydium to atak na działalność zespołu zajmującego się wyjaśnianiem okoliczności katastrofy samolotuTu-154M.
– Jest to niewątpliwie ograniczenie wolności obywatelskich, możliwości działania posłów, którzy mają przecież mandat od Narodu. Czym to jest motywowane? W mojej ocenie, tym, że dzisiejszy układ władzy panicznie boi się prawdy o przyczynach katastrofy smoleńskiej – ocenia poseł.
Jak zaznacza, tzw. zespół Antoniego Macierewicza jest szczególnie niewygodny dla premiera Donalda Tuska i marszałek Ewy Kopacz, bo ujawnia nieprawidłowości w ich działaniach podejmowanych w związku z katastrofą. PiS chce też, by na posiedzeniu obecni byli nie tylko eksperci wskazani przez Kopacz, ale też były sędzia Trybunału Konstytucyjnego Wiesław Johann, były wicemarszałek Senatu Zbigniew Romaszewski oraz prawnik, były senator Piotr Łukasz Andrzejewski.
Głos w sprawie zabrał też Parlamentarny Zespół ds. Obrony Demokratycznego Państwa Prawa, kierowany przez Krzysztofa Szczerskiego (PiS). Zespół ocenia, że zapowiadane przez Kopacz działania noszą „znamiona represji wywoływanej naciskiem zewnętrznym” i tym samym stają się „pretekstem do ograniczania demokracji parlamentarnej.” Szczerski przypomniał, że prawo do organizowania się w zespoły parlamentarne jest prawem każdego posła na Sejm RP i wynika bezpośrednio z ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora (art. 17) oraz z Regulaminu Sejmu (art. 8), a zatem należy do „podstawowego katalogu uprawnień parlamentarnych i jako takie nie powinno być administracyjnie ograniczane z powodów ocennych”. Zespół zaapelował do ekspertów i organów Sejmu RP o uchylenie się od składania propozycji zmian prawa, które godziłyby w wolność i demokrację parlamentarną.
Marcin Austyn