• Sobota, 21 marca 2026

    imieniny: Benedykta, Filemona

Coraz więcej sprzedajemy

Sobota, 26 października 2013 (18:16)

W tym roku nasze dodatnie saldo w handlu zagranicznym artykułami żywnościowymi może sięgnąć rekordowych 5 mld euro. To skutek tego, że eksport rośnie szybciej niż import.

 

Zadowolenia z wyników handlu zagranicznego artykułami rolno-spożywczymi nie kryje minister rolnictwa Stanisław Kalemba. Poinformował on, że w okresie od stycznia do sierpnia z naszego kraju wyeksportowano towary za 12,6 mld euro, podczas gdy w tym samym okresie 2012 roku było to „tylko” 11,2 mld euro. Natomiast import sięgnął 9,1 mld euro, czyli był o 300 mln euro wyższy.

Tym samym dodatnie saldo w handlu zagranicznym wzrosło o ponad 1 mld euro – do 3,5 mld euro. Zdaniem ministra Kalemby do końca roku wartość eksportu powinna wzrosnąć do 19 mld euro (w 2012 roku było to prawie 18 mld euro), a nasza nadwyżka handlowa ma wynieść 4,8 – 5 mld euro, czyli byłaby o ponad 500 mln euro wyższa od ubiegłorocznej.

Byłby to w ogóle rekordowy wynik, bo polscy rolnicy i przetwórcy po otwarciu granic dla polskiej żywności z roku na rok coraz lepiej radzą sobie na światowych rynkach. – To jedyny dział gospodarki, który przynosi tak pozytywne efekty w handlu zagranicznym – podkreślił Stanisław Kalemba. – Naszemu handlowi nie zaszkodziły negatywna kampania w Czechach i na Słowacji na temat jakości polskich produktów spożywczych ani obostrzenia ze strony Rosji – dodał minister rolnictwa. Bo z tymi wszystkimi krajami mamy dodatni bilans handlowy – ze Słowacją wynosi on 250 mln euro, z Czechami – blisko 450 mln euro, a z Rosją aż prawie 800 mln euro. Ale z Czech napłynęły kolejne niepokojące informacje – tamtejsze służby weterynaryjne stwierdziły salmonellę w polskim drobiu.

Największym odbiorcą polskiej żywności są Niemcy, gdzie trafia około 22 proc. eksportu, czyli ponad 2,5 mld euro (sprzedajemy tam głównie zagęszczony sok jabłkowy, drób, nabiał, przetwory owocowo-warzywne, wyroby cukiernicze i ryby). Drugie miejsce zajmuje Wielka Brytania – zapewne w dużym stopniu ze względu na sporo polską migrację do tego kraju – sprzedaliśmy na Wyspy od stycznia do sierpnia żywność za 950 mln euro (to przede wszystkim wyroby czekoladowe, cukiernicze, soki, drób). Trzecim rynkiem dla polskiej żywności jest Rosja – 830 mln euro (Moskwa bierze od nas głównie jabłka, soki i produkty mleczarskie).

Z analiz resortu rolnictwa wynika, że mamy wciąż niewykorzystany potencjał eksportowy. – Polska cały czas jest jednym z największych producentów żywności w Unii Europejskiej – argumentował minister Kalemba. I wskazywał, że w wielu segmentach rolnictwa należymy do ścisłej unijnej czołówki. Polska to największy w UE producent jabłek i pieczarek, z kolei drugie miejsce zajmujemy w produkcji ziemniaków i żyta, a trzecie w sektorze cukru i rzepaku. Czwartą pozycję w Unii zajmują z kolei nasi rolnicy i przedsiębiorcy zajmujący się uprawą pszenicy i hodowlą drobiu. Ci ostatni szybko wypierają z rynku konkurentów. – W tym roku nasz drób osiągnie trzecie, a być może drugie miejsce w Unii – zapowiedział Stanisław Kalemba.

Eksperci nie mają też wątpliwości, że gdyby nie bardzo duży eksport, wiele firm spożywczych musiałoby ograniczyć przetwórstwo i zwolnić część pracowników. Mniejsze byłyby też zakupy surowców od rolników, a tym samy spadłyby ceny skupu. – Także ceny żywności na rynkach światowych są dość wysokie, więc pozwalają na uzyskiwanie dobrych kontraktów eksportowych. Jak wynika z różnych prognoz, także w przyszłym roku powinna się utrzymać koniunktura na rynkach żywnościowych. I być może w 2014 roku polski eksport przekroczy 20 mld euro – mówi Andrzej Piekarczyk, ekonomista, pracownik firmy zajmującej się eksportem żywności. – My mamy już teraz większe zamówienia na kilka pierwszych miesięcy przyszłego roku w stosunku do tego samego okresu 2013 roku. Oby też i ceny poszły w górę o te kilka procent – dodaje.

 

Krzysztof Losz