• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

Szpital sprzedany, długi zostały

Sobota, 26 października 2013 (02:11)

Od sześciu lat pracownicy kostrzyńskiego szpitala nie dostają zaległych wynagrodzeń. Powiat nie jest w stanie udźwignąć ciężaru długów i prosi Ministerstwo Finansów o pożyczkę.

Pracownicy Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Kostrzynie przekształconego w spółkę prawa handlowego w 2007 r. od 6 lat nie mogą doczekać się wypłaty zaległych wynagrodzeń. Pisma kierowane do prezydenta, rzecznika praw obywatelskich, ministrów miały jedną odpowiedź: „To jest sprawa samorządu”.

Zostaliśmy pozostawieni samym sobie przez władze powiatu gorzowskiego – skarżą się pracownicy zlikwidowanego szpitala. Oskarżają też władze powiatu o brak reakcji na wieloletnie zadłużanie się placówki, a później, w związku z bardzo trudną sytuacją finansową szpitala, o doprowadzenie do jego upadłości.

Do uregulowania rachunków z pracownikami potrzeba 7 mln zł, razem z odsetkami w 2017 r. będzie to 10 mln złotych.

Dzieje się tak, choć wszyscy mają prawomocne wyroki sądowe w sprawie wypłaty zaległych należności. Spółka Nowy Szpital w Kostrzynie nad Odrą nie przejęła zobowiązań dawnej i zadłużonej placówki. Formalnie, zgodnie z uchwałą władz powiatu, aż do 2017 r. dawny szpital jest w stanie likwidacji, w związku z tym komornik nie ma czego zajmować.

Jedyną szansą jest zaciągnięcie przez Starostwo Powiatowe w Gorzowie Wielkopolskim jako organ założycielski placówki prawie 100 mln pożyczki rozłożonej na 25 lat na spłatę wszelkiego rodzaju zaległości i długów. – Jest to jedyna szansa na uporanie się z tym długiem. Chodzi o uzyskanie pożyczki na mocy art. 8 ustawy budżetowej. Pozwala on na udzielenie kredytu z budżetu państwa – tłumaczy poseł Elżbieta Rafalska (PiS) z sejmowej Komisji Finansów Publicznych, która zaangażowana jest w tę sprawę.

Wiceminister Wojciech Kowalczyk potwierdził, że taki wniosek został złożony, a obecnie są dopracowywane szczegóły dotyczące wymagań, jakie powiat musi spełnić, by kredyt dostać. – Pewnie w tym roku nie uda się go rozpatrzyć, ale w 2014 r. jest to możliwe, ponieważ w budżecie na cele pożyczkowe dla samorządów jest zabezpieczone 400 mln zł – dodaje Rafalska.

Odsuwana likwidacja

O wszystkim zdecyduje Mini- sterstwo Finansów, które uzależnia pożyczkę od przyjęcia jego warunków, czyli 3 proc. oprocentowania. Powiat przyznaje, że nie stać go na takie koszty obsługi długu i godzi się jedynie na półprocentowe odsetki.

Tymczasem odsetki od zadłużenia rosną. Dlatego termin likwidacji nie jest ostateczny, a rada powiatu wydłuża go, w ten sposób odkładając w czasie również termin spłaty wierzycieli, w tym zaległych wynagrodzeń. – Mamy koleżanki, które przez ten czas się pochorowały, są leczone onkologicznie i nie wiadomo, czy doczekają się swoich pieniędzy. Do dziś nikt z nas nie dostał pieniędzy – relacjonuje Marzena Pankiewicz, przewodnicząca zakładowej komisji NSZZ „Solidarność”.

Pierwszy termin zakończenia likwidacji był wyznaczony na rok 2011, potem został przesunięty na rok 2013, a ostatecznie do roku 2017. Szpital nie prowadzi jednak żadnej działalności, nie ma pieniędzy ani dochodów. Przedłużanie stanu likwidacji tak naprawdę go zadłuża i wpędza w spirale odsetek od niespłaconych zobowiązań. Dziennie jego dług powiększa się o 27 tysięcy.

Zdaniem związków zawodowych powiat gorzowski świadomie godzi się na taki stan rzeczy.

– Nie podejmie decyzji o skróceniu czasu likwidacji, ponieważ nie ma środków za spłacenie długów wobec pracowników, a także wierzycieli takich jak ZUS czy urząd skarbowy – mówi Pankiewicz.

– Zarząd powiatu nie zamyka tej likwidacji. Niebywałe jest to, że ten szpital został całkowicie sprywatyzowany, a majątku nie ma, ponieważ przeszedł w prywatne ręce. Ale dług został w powiecie – dodaje poseł.

Choć dziś zobowiązania wobec pracowników wynoszą 7 mln, to jednak w 2007r. było to tylko 3,5 mln złotych. Kwota ta uległa podwojeniu. Aby odzyskać swoje pieniądze, byli pracownicy szpitala naciskają na władze samorządowe, by zobowiązania płacowe, a więc zasądzone przez sąd zaległe wypłaty wraz z odsetkami, zostały wyodrębnione z całego długu. Jednak rada powiatu nie zgodziła się na takie rozwiązanie.

Pracownicy mają żal do samorządu, że podejmując decyzję o przekształceniu szpitala w spółkę, nie zabezpieczyli środków na wypłaty. Tym bardziej że już na wiele miesięcy przed jego likwidacją pracownikom nie wypłacano pełnych wynagrodzeń.

– Do końca sierpnia, do zakończenia procesu likwidacji, dostawaliśmy po 500 zł i to starczało osobom dojeżdżającym do pracy na dojazd. I nikt nie uciekał na zwolnienia, ale wszyscy walczyliśmy o uratowanie szpitala –podkreśla przewodnicząca szpitalnej „Solidarności”.

Co więcej, blisko sto osób, które nie zostały przyjęte do nowej spółki, przez 3 miesiące nie mogło się zarejestrować w urzędzie pracy jako bezrobotne, ponieważ formalnie otrzymały odprawy i odszkodowania za zwolnienie. Tymczasem nikt ich nigdy nie widział na oczy.

Maciej Walaszczyk