• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

Trybunał: Radźcie sobie sami

Piątek, 25 października 2013 (02:21)

Z Aleksandrem Gurjanowem, prowadzącym sprawy polskie w stowarzyszeniu Memoriał, rozmawia Piotr Falkowski

Co Pan pomyślał, kiedy dowiedział się o treści wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie śledztwa katyńskiego?

– Ja akurat spodziewałem się, że Wielka Izba zasadniczo potwierdzi orzeczenie Izby. I tak zrobiła, z tym że jeszcze je zmieniła na niekorzyść rodzin, jeżeli chodzi o ocenę złamania art. 3 mówiącego o nieludzkim i poniżającym traktowaniu. Już Izba, uznając to złamanie art. 3, stwierdziła, że doszło do niego tylko w stosunku do dziesięciu osób spośród piętnastu. Podział wprowadzony półtora roku temu na urodzonych przed 1940 rokiem i po 1940 roku już był groteskowy, a teraz Wielka Izba po prostu usunęła tę groteskę, wycofując się całkowicie ze złamania art. 3. Ale podana przez nią argumentacja jest łatwa do podważenia. Otóż Główna Prokuratura Wojskowa na wnioski rodzin o udzielenie informacji na temat ich bliskich przed 2005 r. (czyli już po umorzeniu śledztwa) dawała odpowiedzi wprawdzie zdawkowe, ale jednak przyznawała, że taki a taki był jeńcem przetrzymywanym w obozie w Kozielsku i wiosną 1940 r. został rozstrzelany w Katyniu pod Smoleńskiem. Kiedy zaś inni albo ci sami wnioskodawcy zwracali się z takimi pytaniami, ale po 2005 r., prosząc o więcej informacji, dostawali odpowiedź, że taki a taki był jeńcem obozu w Kozielsku, „a informacjami o dalszym losie prokuratura nie dysponuje”. Mówię o tym dlatego, że Trybunał twierdzi, że po 1998 r., to jest po wejściu w życie konwencji w stosunku do Rosji, rodziny nie miały niepewności co do losu swoich krewnych. Rozumiem praktykę Trybunału, że w przypadku bliskich osób zaginionych kryterium jest stan niepewności, zatem cierpienia powstają z niewiedzy, czy bliska osoba żyje, czy nie, i jest wywołana przechodzeniem ze stanu nadziei do stanu rozpaczy. W przypadku rodzin katyńskich – argumentuje Trybunał – tak nie jest, gdyż one wiedziały, że ich bliscy nie żyją. Tymczasem takie sprzeczne odpowiedzi prokuratury właśnie wprowadzają stan niepewności.

Trybunał w ogóle się do tego nie odniósł.

– Memoriał występował w tej sprawie jako tzw. trzecia strona. Chciałem, żeby w naszej opinii przekazanej Trybunałowi znajdowała się informacja, że rosyjska prokuratura obecnie odmawia uznania faktu zgonu któregokolwiek z jeńców, o którego się pyta imiennie. Ale przygotowujący opinię prawnicy moskiewskiego Ośrodka Praw Człowieka mieli inną koncepcję, chcieli unikać kwestii historycznych i napisali analizę, w której powołali się na przykłady orzeczeń w bardziej współczesnych sprawach zaginionych ofiar represji politycznych. Teraz widać, że Trybunał do tamtych argumentów też się w ogóle nie odniósł, natomiast odniósł się konkretnie do specyfiki sprawy katyńskiej. Jednak i tak sędziowie mieli wiedzę o tym, że prokuratura wprowadza stan niepewności co do losu jeńców. Jednak albo zlekceważyli ten argument, albo udali, że go nie ma.

W Rosji Memoriał i wiele innych niezależnych organizacji powołuje się na wartości europejskie, przede wszystkim na prawa człowieka. Tymczasem najwyższy europejski organ orzekający o ich przestrzeganiu przyznał rację Kremlowi. Czy to nie jest paradoks i jakieś podcięcie skrzydeł w walce z łamaniem praw człowieka w Rosji?

– Zbrodnia katyńska jest jedyną sprawą historyczną, w której Memoriał występował do Trybunału. Wszystkie inne wystąpienia związane są ze współczesnymi naruszeniami praw człowieka w Rosji i duża część składanych skarg jest w Strasburgu uwzględniana i orze- czenia są na korzyść osób, które popieramy i wspieramy. Nie widzę więc wpływu tej sprawy na inne wystąpienia rosyjskich obrońców praw człowieka do Trybunału. Jeśli chodzi natomiast o sprawę Katynia, to najważniejszą sprawą było tu złamanie art. 2 konwencji poprzez nierzetelne prowadzenie śledztwa katyńskiego. Odmawiając zajęcia stanowiska, Trybunał w ogóle uchylił się od oceny tego śledztwa. W pierwszej instancji Izba powołała się na problem jurysdykcji temporalnej, czyli wątpliwość co do możności badania skuteczności śledztwa rozpoczętego przed przystąpieniem Rosji do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, oraz stwierdziła, że nie może ocenić rzetelności śledztwa, gdyż nie dostała z Rosji postanowienia o jego umorzeniu. Teraz Wielka Izba podkreśla, że główną przyczyną jest brak jurysdykcji temporalnej.

Ale wydźwięk wyroku dla sprawy katyńskiej jest niezaprzeczalnie negatywny.

– Gdyby Wielka Izba uznała, że śledztwo było nierzetelne, to byłoby to poważne wsparcie w naszych wysiłkach na rzecz jego wznowienia. Byłby to bardzo poważny argument do wykorzystania. Tego argumentu nie mamy. Ale przecież, niezależnie od tego, czy Trybunał może się tym zajmować i czy mamy dostęp do postanowienia o umorzeniu, nierzetelność śledztwa jest oczywista. Wynika to z niewykonania podstawowego zadania nałożonego na śledczych przez kodeks postępowania karnego, jakim jest ustalenie kręgu osób poszkodowanych. Kodeks mówi, że jeżeli osoby pokrzywdzone w wyniku zbrodni straciły życie, to jest obowiązek nadania statusu pokrzywdzonych ich najbliższym krewnym. Tego nie zrobiono, co widać wyraźnie z odpowiedzi prokuratury.

Jak to orzeczenie wpłynie na wysiłki Memoriału w celu pełnego wyjaśnienia prawdy o zbrodni katyńskiej i jej upowszechnienia?

– Wyrok jest z jednej strony rozczarowaniem, z drugiej, jak już powiedziałem, osobiście nie spodziewałem się sukcesu. My go odbieramy jako sygnał: radźcie sobie sami z tym problemem. Jeżeli uważamy, że dla nas jest to sprawa istotna, to musimy ją jakoś sami rozwiązać i nie możemy liczyć na pomoc Strasburga.

A czy to nie wpłynie na postawę władz rosyjskich w ocenie Katynia i stosunku do rodzin katyńskich?

– Obecnie nie ma podstaw do twierdzenia, że Rosja zmierza do podważenia odpowiedzialności sowieckiej za zbrodnię. Takie niebezpieczeństwo wciąż istnieje, mówiłem o tym na konferencji w Warszawie we wrześniu. Stanowisko prokuratury można odczytywać jako pozostawienie furtki dla takiej możliwości. Ale jest to na razie tylko niebezpieczeństwo potencjalne. Konkretnych kroków władz w tym kierunku nie widać. Natomiast w odniesieniu do rodzin, jeśli będą one występowały do prokuratury z jakimiś nowymi wnioskami, to prawdopodobnie prokuratura będzie się na to orzeczenie powoływała.

A co z szansami na rehabilitację ofiar zbrodni?

– Tu kluczowe jest wznowienie śledztwa. Jeżeli mamy się trzymać ram prawa, na które się powołuje prokuratura, do rehabilitacji konieczne jest uznanie faktu zgonu, co może nastąpić tylko w toku śledztwa. Śledztwa nie daje się zaś wznowić z powodu przedawnienia. Taki zaklęty krąg niemożliwości prokuratura zupełnie świadomie stworzyła i jest przekonana, że nie da się go przełamać. My sądzimy, że wciąż możliwości prawne istnieją, chociaż już nie oparte na postanowieniach ustawy o rehabilitacji, na czym nam bardzo zależało. Można jednak wykorzystać też inne ścieżki. Poniedziałkowy wyrok oczywiście tym staraniom nie sprzyja.

Dziękuję za rozmowę.

Piotr Falkowski