• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

Strach przed obywatelami

Czwartek, 24 października 2013 (02:00)

Koalicja PO – PSL nie chce wprowadzenia obligatoryjnego referendum, jeśli pod wnioskiem o jego zarządzenie podpisze się co najmniej milion obywateli. Partie rządzące są też przeciw zapisaniu w Konstytucji umocnienia statusu obywatelskiego projektu ustawy.

 

Antyobywatelskie akcje, np. odrzucenie wniosku o przeprowadzenie referendum popartego aż przez blisko dwa miliony obywateli – jak było w przypadku wniosku dotyczącego podniesienia wieku emerytalnego, pod którym podpisy zbierał NSZZ „Solidarność”, czy ogłaszanie wyborczego sukcesu, dlatego że udało się skutecznie zniechęcić większość obywateli do udziału w referendum w Warszawie, w wykonaniu Platformy Obywatelskiej przestają już dziwić.

Zniechęcanie obywateli do udziału w demokracji rządzący będą mogli przećwiczyć także dzisiaj, prezentując swoje stanowisko podczas debaty nad wnioskiem – podpisanym przez blisko milion obywateli – o przeprowadzenie referendum w sprawach edukacyjnych.

Martwa litera

Dotychczasowe podejście polityków PO – PSL do dialogu społecznego czy niechęć do liczenia się z głosem obywateli wskazywały, że na poparcie rządzących nie może liczyć także projekt zmiany w Konstytucji, zgłoszony przez posłów Prawa i Sprawiedliwości, a zmierzający do wzmocnienia instytucji referendum oraz inicjatywy ustawodawczej obywateli. Spośród wszystkich klubów parlamentarnych tylko Platforma Obywatelska i Polskie Stronnictwo Ludowe opowiedziały się wczoraj za odrzuceniem proponowanych zmian w Konstytucji.

Kazimierz Michał Ujazdowski tłumaczył, że propozycje Prawa i Sprawiedliwości dotyczące zmian w Konstytucji dadzą praktyczną możliwość rozszerzenia praw obywatelskich i politycznych.

– Obowiązujące obecnie przepisy szczegółowe Ustawy Zasadniczej czynią demokrację bezpośrednią instytucją jeśli nie martwą, to zablokowaną. Referendum w sprawach istotnych dla państwa, po 1997 r., nigdy nie zostało zastosowane, choć bywały przypadki, że zebrano pod wnioskiem o jego zarządzenie 2 mln podpisów – zwracał uwagę Ujazdowski.

Propozycje PiS, nad którymi wczoraj debatował Sejm, przewidują, iż referendum byłoby zarządzane obligatoryjnie, jeśli pod wnioskiem o jego przeprowadzenie podpisałoby się przynajmniej milion obywateli.

– Dziś instytucja referendum jest martwa, gdyż bez względu na ilość zebranych podpisów jej stosowanie zależy od tych, którzy aktualnie rządzą. Wymóg miliona podpisów daje bezpieczeństwo, że ta instytucja nie będzie nadużywana – dodał.

Referendum nie można byłoby przeprowadzać w sprawie zmian w Konstytucji, budżetu państwa, udziału w operacjach militarnych i obronności państwa oraz amnestii. Projekt przewiduje także wzmocnienie inicjatywy ustawodawczej obywateli –m.in. projekt ustawy, pod którym podpisało się co najmniej 100 tys. osób, nie mógłby zostać odrzucony podczas pierwszego czytania w Sejmie. Przyznaje również obywatelom prawo do występowania z inicjatywą zmian w Konstytucji.

Polityka dla polityków?

Propozycje PiS ostro skrytykował Robert Kropiwnicki (PO), stwierdzając, że celem wnioskodawców jest przejście od demokracji przedstawicielskiej do demokracji wiecowej. – To jest szalenie niebezpieczne –mówił.

– Obawiam się, że włączanie ogromnej energii społecznej w spory polityczne to będzie stałe podpalanie Rzeczypospolitej, a nie debatowanie o sprawach najistotniejszych – dodał Kropiwnicki.

Według posła Platformy, obywatele mają szansę wypowiedzieć się, wybierając Sejm, który będzie odpowiedzialny za debatę i który wraz z Senatem będzie stanowić prawo w imieniu wszystkich. Kropiwnicki uznał, że zarówno milion podpisów pod referendum –by było ono obligatoryjne, jak i 100 tys. podpisów obywateli pod projektem ustawy, którą Sejm musiałby się zająć – to zbyt mało. Stwierdził nawet, że Sejm mógłby zostać zalany obywatelskimi projektami ustaw groźnymi dla praw człowieka – choćby o zakazie kandydowania osób określonych narodowości albo łysych.

Przewodniczący klubu PSL Jan Bury, opowiadając się przeciw projektowi, stwierdził, że nie wierzy w szczerość intencji wnioskodawców. Zaznaczył, że do przeglądu zapisów Konstytucji mogłoby dojść w przyszłej kadencji Sejmu. Andrzej Dera (Solidarna Polska) przekonywał, że proponowane zmiany w Konstytucji to krok w dobrym kierunku. Nie zgodził się ze stwierdzeniem posła PO, że próg podpisów dla projektu ustawy zgłaszanego przez obywateli jest zbyt niski.

– Jeżeli PO mówi, że 100 tys. podpisów to jest za mało, to proponuję taki eksperyment zrobić – zebrać 100 tys. podpisów pod podniesieniem wieku emerytalnego. Spróbujcie zebrać te 100 tys. podpisów – stwierdził podczas sejmowej debaty.

Wytknął także partii rządzącej sposób podniesienia wieku emerytalnego wbrew woli obywateli. – Podczas kampanii wyborczej nie zapowiadaliście tego, oszukaliście wyborców, a potem, powołując się na tych, którzy na was zagłosowali, powiedzieliście: „My mamy prawo to wnosić”. A kiedy obywatele wnieśli ponad 2 mln podpisów, żeby w tej sprawie zrobić referendum, powiedzieliście: „Nie chcemy tego”. To ma być demokracja? – podnosił Andrzej Dera.

Artur Kowalski