• Sobota, 14 marca 2026

    imieniny: Leona, Matyldy, Jarmiły

Sułtan Brunei „ureligijnia” obywateli

Środa, 23 października 2013 (09:21)

Dla proroka i Allaha wszystko – stwierdził Hassanal Bolkiah, sułtan Brunei Darussalam, i postanowił pójść na całość. Trzeba przyznać, że ten mały, lecz bogaty kraj Azji Południowo-Wschodniej ma problem.

W każdym razie nie można powiedzieć, aby sułtan Brunei nie realizował swojego programu ideologicznego zwanego Melayu Islam Beraja, który określa go jako strażnika islamu w jego własnej monarchii. Każdy obywatel musi go uznawać za wcielenie władzy jako takiej dokonanej z woli Allaha. I rzeczywiście, jako pan życia i śmierci ten władca absolutny może właściwie wszystko.

Sułtan jest jednym z najbogatszych ludzi na świecie. 67-letni władca stwierdził, że chce czynić wolę Allaha i 400 tys. obywateli usłyszało wyrok: prawo szariatu zostanie wprowadzone w ciągu 6 miesięcy. To nic nowego. Jest ono już i tak praktykowane. Od 2011 r. islam przenika wszystkie dziedziny życia obywateli, państwo chrześcijańskich liderów uważa się za wrogów publicznych numer 1.

Sułtan radykalizuje swój kraj od 1996 roku. Może sobie na to pozwolić, bo dysponuje wielkim bogactwem osiąganym z wydobywania i sprzedawania ropy naftowej. Ma więc poczucie bezkarności.

A przecież na liście hańby międzynarodowego dzieła chrześcijańskiego Open Doors Brunei Darussalam zajmuje wysoką, 27. pozycję (kraj leżący na wyspie Borneo skoczył o jedną pozycję wyżej w porównaniu z rokiem ubiegłym, a teraz się zapowiada kolejny „sukces” w niechlubnym rankingu).

Kontrola państwowa w kraju jest wszechobecna. Jak donosi Open Doors: „dokonanie zmiany religii w dowodzie osobistym jest niemożliwe. Chrześcijanie muszą być bardzo ostrożni w tym, co mówią, gdzie i do kogo. Nawróceni z islamu narażeni są na przemoc ze strony własnych rodzin. Przywódcy Kościoła są śledzeni, trudno jest nauczać wiernych i przyszłych duchownych. Księgarnie chrześcijańskie nie istnieją, a pojedyncza osoba może wwieźć do kraju tylko jedną Biblię na własny użytek. Nie wolno importować materiałów chrześcijańskich, a tym bardziej ich drukować na terenie kraju i choć nie zanotowano przypadków bezpośredniej przemocy, wśród chrześcijan panuje atmosfera strachu”.

Absurdu dodaje fakt, że nawet pijący alkohol niemuzułmanie (bo muzułmanie są za to surowo karani) muszą się liczyć z prawnymi konsekwencjami.

Proces islamizacji pod dyktatem reżimu sułtana Hassanala Bolkiaha postępuje od dawna. Wydawało się, że radykalny kraj islamu, dość ostry nawet w porównaniu z Malezją i Indonezją, już niczym nie może zaskoczyć. Kraj ma podwójny system prawny, składa się z sądów cywilnych opartych na prawie brytyjskim oraz sądów szariatu odnoszących się do prawa rodzinnego i spadkowego.

Jednak w ciągu najbliższego półrocza prawo szariatu stanie się faktem dokonanym. Będzie obowiązywać jako jedyne. Jak podaje serwis AsiaNews, kary takie jak kamienowanie za cudzołóstwo, amputacja rąk za kradzież, biczowanie za nieskromny strój (wystarczą dżinsy u kobiet), picie alkoholu czy śmierć za apostazję (odejście od islamu np. na rzecz buddyzmu) staną się faktem.

Wprawdzie oficjalnie prawo i jego nowy kodeks karny ma obejmować tylko muzułmanów, ale reprezentanci innych religii, których jest ok. 30 proc. populacji (10 proc. to chrześcijanie), mają co do tego wątpliwości i obawiają się, że reżim zacznie szerzyć terror, bo strach jest już szerzony od dawna przez szpiegujących wszystko i wszystkich urzędników muzułmańskich oraz policję.

Teraz będzie jeszcze ciężej.

dr Tomasz M. Korczyński