• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Aborcyjny blitzkrieg

Środa, 23 października 2013 (02:00)

Parlament Europejski wstrzymał głosowanie nad skrajnie proaborcyjnym sprawozdaniem komisji ds. kobiet i równouprawnienia na temat „praw reprodukcyjnych i seksualnych”.

Sprawozdanie zostało niespodziewanie skierowane z powrotem do komisji w celu przygotowania alternatywnej propozycji.

Projekt zwany raportem Estreli, od nazwiska sprawozdawczyni, portugalskiej socjalistki Edite Estreli (frakcja socjaldemokratyczna, SD), był tzw. własną inicjatywą komisji. Biorąc pod uwagę rozkład głosów w PE, miał spore szanse na uchwalenie. Wczoraj, jak się wydaje, nikt z jego oponentów nie liczył, że uda się go łatwo zablokować.

Brytyjczyk Ashley Fox (Konserwatyści i Reformatorzy, EKR) przed głosowaniem zaproponował, by przewodniczący Parlamentu zdecydował, czy nie należałoby odesłać dokumentu do komisji. Argumentował, że projekt jest źle przygotowany, nieuporządkowany pod względem legislacyjnym, antagonizujący, kontrowersyjny, poza tym dotyczący kwestii nienależących do polityki wspólnotowej i oficjalnie podlegających ustawodawstwu krajowemu. Zwrócił też uwagę na brak alternatywy dla propozycji komisji.

Ale okazało się, że Martin Schulz (SD, Niemcy) jest za kontynuacją głosowań. Zdążono już odrzucić, i to dość zdecydowaną większością, pierwszą poprawkę, całkowicie zmieniającą wydźwięk dokumentu, kiedy to odezwały się głosy wielu deputowanych, że kwestia odesłania do komisji powinna zostać przegłosowana. Fox jeszcze raz zgłosił swoją propozycję. Tym razem w wersji wymuszającej przeprowadzenie głosowania i wyraźnie zagubiona przewodnicząca, grecka socjalistka Anni Podimata, zarządziła głosowanie.

Izba podzieliła się niemal na pół. Prawa część głosowała właściwie jednomyślnie za, lewa przeciw. Wynik okazał się zaskakujący dla wszystkich: wniosek nieoczekiwanie przeszedł. Za głosowało 351 deputowanych, przeciw 319, wstrzymało się tylko 18. To niezwykle rzadka sytuacja, wynikająca częściowo z niechęci wielu deputowanych do tematu aborcji i innych kontrowersyjnych kwestii etycznych, w których wolą oni na siedem miesięcy przed wyborami do PE uniknąć opowiedzenia się po którejkolwiek stronie.

Tak czy inaczej to znaczący sukces, gdyż Parlament Europejski zatrzymał procedowanie nad dokumentem będącym de facto manifestem skrajnej feministycznej lewicy, do którego spora część izby przychyla się nie z powodu przekonań, a politycznej poprawności.

– Myślę, że rodziny we wszystkich państwach Europy patrzyły w tych dniach z niepokojem na Strasburg. I miały nadzieję na obronienie ich przed niebezpieczeństwami mogącymi być skutkiem tego dokumentu. I nie zawiodły się na swoich przedstawicielach, którzy stanęli na wysokości zadania – mówi „Naszemu Dziennikowi” europosłanka Anna Záborská (EPP, Słowacja), jedna z najbardziej zaangażowanych w przezwyciężenie lewicowych pomysłów deputowana.

Teraz komisja będzie musiała przedyskutować projekt jeszcze raz; będzie możliwość składania poprawek, zdań odrębnych zarówno w samej komisji, jak i na poziomie całego PE. To potrwa przynajmniej kilka miesięcy. Trudno się dziwić, że po wyświetleniu wyniku po lewej stronie sali zawrzało. Estrela zaczęła krzyczeć na przeciwników sprawozdania, zarzucała im brak tolerancji i szacunku dla pracy komisji.

Dokument prezentowany przez Estrelę naprawdę napisała Vicky Claeys, kierująca europejską częścią federacji Planned Parenthood, największej na świecie organizacji zajmującej się lobbingiem aborcyjnym. Istotą „sprawozdania w sprawie zdrowia reprodukcyjnego i seksualnego oraz praw w tej dziedzinie” jest uznanie tychże praw, rozumianych oczywiście zgodnie z ideologią feministyczną, za prawa człowieka, i to prawa fundamentalne.

Projekt wzywa państwa członkowskie, by zasady dokumentu, cały styl myślenia skoncentrowany na seksualności w oderwaniu od miłości, płodności i porządku moralnego przyjęły jako wyznacznik własnej polityki kształtujący priorytety ustawodawstwa krajowego i stosunków międzynarodowych. „Zarówno w obrębie UE, jak i w polityce zewnętrznej, o ile to możliwe, UE musi dopilnować, aby przepisy i polityka były zmieniane, przyjmowane lub uchylane z myślą o respektowaniu i zapewnieniu ochrony zdrowia i praw seksualnych i reprodukcyjnych” – czytamy w nim.

Projekt w wielu miejscach zachwala aborcję jako panaceum na problemy kobiet. „Legalna i bezpieczna” aborcja ma zlikwidować dyskryminację kobiet, uchronić je przed przemocą, ubóstwem, a nawet śmiercią. Ostrej krytyce poddano ustawodawstwo Polski, Irlandii i Malty za (częściowy, ale znaczący) zakaz aborcji.

Krytykuje się też państwa, w których przywiązuje się wagę do klauzuli sumienia, czyli prawa lekarzy do odmowy uczestniczenia w procedurach niezgodnych z ich przekonaniami moralnymi.

Sprawozdanie „wzywa państwa członkowskie, aby nie utrudniały kobietom ciężarnym zdecydowanym na poddanie się aborcji [z krajów ograniczających prawnie tę możliwość] przemieszczania się do pozostałych państw członkowskich lub innych krajów, w których aborcja jest legalna”. Według dokumentu, zabicie nienarodzonego dziecka powinno być powszechnie dostępne i bezpłatne – refundowane w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego.

Krytyce poddano też państwa, w których obowiązuje program obowiązkowych porad dla kobiet chcących dokonać aborcji (Niemcy). Uznano je za „nieobiektywne doradztwo” ograniczające prawa kobiet. Postuluje się, by refundacji podlegały też środki antykoncepcyjne, także wczesnoporonne. W wielu państwach unijnych postulat ten już zresztą wprowadzono.

Dużo miejsca poświęcono sprawie ograniczenia możliwości sprzeciwu sumienia w świadczeniu usług medycznych związanych ze „zdrowiem reprodukcyjnym”, czyli w praktyce przede wszystkim aborcji.

Przymus seksedukacji

Kolejne żądanie autorów sprawozdania to obowiązkowa edukacja seksualna od szkoły podstawowej, obejmująca też dystrybucję środków antykoncepcyjnych, również wczesnoporonnych, wśród uczniów; wszystko to bez wiedzy i zgody rodziców. W ramach programów uczniowie mają być informowani m.in. o prawie do aborcji, operacjach zmiany płci i różnych tzw. orientacjach seksualnych. Lekcje mają odbywać się w grupach wspólnych dla dziewcząt i chłopców.

To wszystko dokument usiłuje pogodzić z postulatem „poszanowania prawa do zachowania poufności i prywatności”. Obowiązkowe kursy w sprawie „zdrowia seksualnego” mają być wprowadzone także dla pracowników służby zdrowia i studentów medycyny. Programy informacyjne i edukacyjne mają także, według projektu, przekazywać „pozytywny obraz środowisk mniejszości seksualnych”.

Według dokumentu, konieczne jest stałe finansowanie ze środków publicznych organizacji zajmujących się tymi sprawami (propagujących aborcję albo prowadzenie edukacji seksualnej) w UE i na świecie, a także uzależnienie europejskiej pomocy dla krajów rozwijających się od implementacji feministycznych postulatów do ich prawa wewnętrznego i praktyki. Postuluje się np., by w państwach Trzeciego Świata byli dostępni lekarze świadczący „usługi aborcyjne”. Przedstawicielstwa UE na świecie mają monitorować przestrzeganie „praw reprodukcyjnych” i promować je na terenie krajów, w których działają.

Wśród najbardziej radykalnych postulatów jest udostępnienie technik wspomaganego rozrodu dla samotnych kobiet i lesbijek. Hasło „zakazu sterylizacji”, uzupełnione o „osoby transseksualne”, oznacza w praktyce zgodę na formalną („metrykalną”) zmianę płci bez operacji chirurgicznej. Można byłoby np. zmienić dane osobowe z kobiety na mężczyznę, a potem zajść w ciążę i urodzić dziecko. W konsekwencji dojdzie do zupełnego oddzielenia płci biologicznej od dowolnie wybieranej płci metrykalnej, rodzicielstwa od płciowości i wprowadzenia pełnej „wymienialności orientacji seksualnej”.

– Czterdziestostronicową uchwałę czyta się jak powieść o Frankensteinie uwieńczoną 12 gwiazdami UE – wskazuje dr Joanna Banasiuk, prawnik z Centrum Prawnego Ordo Iuris. Na tle wymienionych przerażających pomysłów tracą na znaczeniu umieszczone w dokumencie dla wprowadzenia zamieszania elementy zupełnie słuszne, jak walka z przemocą, troska o dostęp kobiet do opieki medycznej.

Retorsja za „Jednego z nas”

Zdaniem wielu komentatorów, istnieje związek między inicjatywą komisji kobiet a akcją „Jeden z nas” o wydźwięku antyaborcyjnym. „Rezolucja jest reakcją na masowe poparcie obywateli UE dla inicjatywy »Jeden z nas«, którą podpisało już prawie 1,5 miliona obywateli UE. Celem jej jest wstrzymanie finansowania aborcji przez UE, tymczasem projekt rezolucji PE wzywa do zapewnienia stałego finansowania dla organizacji świadczących usługi aborcyjne” – czytamy w oświadczeniu Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia.

Wezwanie do odrzucenia dokumentu skierowało wiele organizacji obrońców życia, stowarzyszeń prawniczych i innych z całej Europy. O nieingerowanie przez UE w kwestie podlegające wyłącznie ustawodawstwu krajowemu zaapelowała katolicka Komisja Episkopatów Wspólnoty Europejskiej. Joanna Banasiuk mówi o mobilizacji środowisk homoseksualnych i feministycznych w ostatnim czasie.

– Eurodeputowany Michael Cashman, lider środowiska homo-, bi- i transseksualistów (LGBT) i aktywista proaborcyjny, publicznie przedstawił swoją intencję, aby walczyć metodą blitzkriegu przeciwko prawu do życia, w czym wtórują mu dotowane przez UE proaborcyjne organizacje pozarządowe, jak Fundusz Ludnościowy Narodów Zjednoczonych, Planned Parenthood i wiele innych, np. Marie Stopes International, Deutsche Stiftung Weltbevölkerung – wskazuje ekspert Ordo Iuris.

Nawet jeśli komisja nie zdecyduje się na ponowne przedłożenie raportu Estreli, temat prędzej czy później wróci. – Co kilka miesięcy lewica wraca w jakiejś formie z tym tematem. Nie tylko w formie niewiążących sprawozdań, ale także przy okazji różnych debat budżetowych, i to potem ma wpływ na sposób kierowania środków unijnych, wybór programów wspieranych przez UE wewnątrz i na zewnątrz – mówi europoseł Adam Bielan (EKR).

– Na szczęście tego rodzaju sprawozdania nie mają znaczenia prawnego ani dla państw członkowskich, ani dla instytucji unijnych, ale mają znaczenie polityczne, ponieważ ten dokument będzie wykorzystywany przez zwolenników aborcji, edukacji seksualnej, antykoncepcji jako podpora dla ich własnych roszczeń – ocenia eurodeputowany Konrad Szymański (EKR). Wskazuje na kilka szczególnie kuriozalnych stwierdzeń.

– Przeczytałem ten projekt bardzo dokładnie. Mamy tam rzeczy takie jak zapis, że upowszechnienie aborcji sprzyja rozwojowi gospodarczemu. Naprawdę trudno zrozumieć, gdzie jest ten związek. To jest mieszanina lewicowej ideologii i feministycznej bigoterii. Byłoby to tylko śmieszne, gdyby nie fakt, że znaczna część parlamentu daje się w takie rzeczy wrobić. To, że tylu posłów popiera tego typu rzeczy, jest kompromitujące dla samej Unii – komentuje Szymański.

Dzień przed głosowaniem odbyła się krótka debata na temat sprawozdania. Wybrano mało sprzyjający moment. – Debatę wyznaczono na poniedziałek po południu, kiedy jeszcze większości deputowanych nie ma w Strasburgu, dopiero dojeżdżają. Jak widać, sala obrad jest prawie pusta. Szkoda, że ten temat został tak zmarginalizowany – mówi Bielan.

Jego partyjny kolega Konrad Szymański sądzi jednak, że może i dobrze się stało, gdyż dyskusje na tematy moralno-światopoglądowe rzadko kogoś do czegoś przekonują. – O czym tu rozmawiać? Każdy powinien mieć ustalony pogląd. Tak naprawdę Unia i PE nie powinny w ogóle zajmować się tego typu tematami. Trzeba jak najszybciej mieć to za sobą – uważa Szymański.

Piotr Falkowski Strasburg