Rok bez wieści o porwanych zakonnikach
Wtorek, 22 października 2013 (10:19)Minął rok od porwania w Demokratycznej Republice Konga trzech augustianów asumpcjonistów. Duchowni pochodzenia miejscowego zostali uprowadzeni 19 października ub.r. z parafii w rejonie Beni w Północnym Kivu, gdzie pracowali.
Jak informuje Radio Watykańskie, mimo wysiłków władz kościelnych nie udało się nawiązać kontaktu z porwanymi księżmi: Jeanem Pierre'em Ndulanim, Edmondem Kisughu i Anselmem Wasukundią. Nie udało się także zidentyfikować porywaczy. Pojawiają się informacje, że policja nie wszczęła w sprawie porwania kapłanów żadnego śledztwa.
Jak podaje agencja Fides, uprowadzenie asumpcjonistów nie było w rejonie Beni incydentem odosobnionym. Oblicza się, że podobny los spotkał tam ok. 800 osób. Ostatni taki przypadek to porwanie kongijskiego lekarza Augustina Mutsungi, pracującego w ośrodku medycznym Maboya. Przypuszcza się, że za większością porwań stoi koalicja ugandyjskich ugrupowań rebelianckich ADF-NALU działająca na terenie Konga, a związana z somalijskimi islamistami z ruchu Al Shabaab.
Kongijskie duchowieństwo od dawna wskazuje na szereg nieprawidłowości i niewłaściwe traktowanie społeczeństwa przez rządzących. Mówi ono m.in. o nielegalnej eksploatacji zasobów mineralnych czy też cichym przyzwoleniu na ingerencję sił zagranicznych na terenie Konga. Warto podkreślić, że duchowni jako jedyni upominają się o najmniejszych, są praktycznie jedynym głosem tych, których prawa są nagminnie łamane.
Oprócz hierarchów kongijskiego Kościoła także świeccy katolicy zaapelowali do władz Demokratycznej Republiki Konga, by doprowadziły do przywrócenia bezpieczeństwa we wschodnich regionach kraju. Szef stowarzyszenia kongijskich katolików Nicolas Londiringa wskazał w tym kontekście na szczególnie dramatyczną sytuację ludności cywilnej oraz fakt, że ofiarami rebeliantów coraz częściej padają także pracownicy organizacji humanitarnych niosących pomoc na wschodzie Konga.
MM