• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

Strach przed precedensem

Wtorek, 22 października 2013 (02:08)

Z prof. Ireneuszem Kamińskim, pełnomocnikiem skarżących, rozmawia Piotr Falkowski

Warto było podejmować ryzyko skierowania sprawy do Wielkiej Izby? Przecież od początku było wiadomo, że możemy też przegrać.

– Warto było. Nie wiedzieliśmy, jak będzie wyglądać to orzeczenie. Mieliśmy natomiast bardzo mocne racje, między innymi wyrażone w zdaniu odrębnym bardzo dobrych sędziów do wyroku Izby. Przekonywały one, że wyrok, który zapadł w 2012 roku, powinien zostać poprawiony. Że jest wyrokiem niedobrym. Teraz mamy wyrok, który nas jeszcze bardziej rozczarowuje. I to nie tylko ze względu na treść, ale przede wszystkim dlatego, że on po prostu milczy o argumentach, które zostały przez nas – skarżących i sześć organizacji międzynarodowych, m.in. Amnesty International – przedłożone. Jeżeli sąd chce wydać dobry, zrozumiały wyrok, musi się ustosunkować do argumentów każdej ze stron procesu. Musi te argumenty zreferować, a następnie odpowiedzieć, z jakich powodów je akceptuje bądź odrzuca. W tym wyroku niestety takich odpowiedzi nie mamy. Zwłaszcza że powoływaliśmy się na orzecznictwo międzynarodowe w podobnych sprawach, m.in. Międzyamerykańskiego Trybunału Praw Człowieka, który orzekał zupełnie inaczej. Uznawał, że jest kompetentny do rozstrzygania, uznawał, że doszło do braku skutecznego postępowania wyjaśniającego, uznawał, że negowanie, nieodpowiadanie na wnioski krewnych ofiar to akt poniżającego i nieludzkiego traktowania. Strasburg zupełnie z tym nie koresponduje. Ja tego wyroku po prostu nie rozumiem, a zajmuję się sprawami Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i Europejskiej Konwencji Praw Człowieka od ponad 10 lat. Już na pierwszy rzut oka widzę, że ten wyrok nie przynosi chwały Trybunałowi.

Co może być tego przyczyną?

– Nie chciałbym spekulować. Daleki jestem od twierdzenia, że zaważyło to, iż Trybunał miał za stronę pozwaną potężny kraj. Bardziej przekonująca wydaje mi się hipoteza, że sprawa katyńska miałaby znaczenie precedensowe dla innych nierozliczonych spraw. I to nie tylko zbrodni komunistycznych, których jest bardzo wiele, ale także wielu innych zbrodni, popełnionych po drugiej wojnie światowej, na przykład we francuskiej Algierii, gdzie były i tortury, i pozasądowe egzekucje. Gdyby wyrok katyński był inny, miałby potężny potencjał precedensowy.

Jak w świetle tego wyroku wyglądają szanse innych rodzin ofiar zbrodni sowieckich, przede wszystkim obławy augustowskiej?

– Teraz nie mam dla krewnych ofiar obławy augustowskiej tak dobrych informacji, jak się spodziewałem. Muszę jeszcze przeanalizować dokładnie całe uzasadnienie, ale już widzę, że może być trudno. Trzeba się zastanowić, czy coś robić i w jaki sposób. Być może skoro ETPC postąpił tak, jak postąpił, byłoby rozsądniej skorzystać z innych dróg. Myślę o Komitecie Praw Człowieka ONZ.

Dziękuję za rozmowę.

Piotr Falkowski