311 dzieci uratowanych przed śmiercią
Poniedziałek, 21 października 2013 (21:53)Modlitwa i świadectwo, jakie dają wolontariusze akcji 40 Dni dla Życia, która trwa w kilku krajach na całym świecie, przynoszą kolejne owoce. Jak informuje na stronie akcji 40 Dni dla Życia Shawn Carney, dyrektor kampanii, już 311 matek zmieniło zdanie i przyjęło życie, które noszą pod sercem.
Minął 27. dzień wielkiej modlitewnej kampanii na rzecz życia. Wolontariusze biorący udział w czuwaniach pod ośrodkami, w których przeprowadzane są aborcje, codziennie są świadkami cudu przemiany serc matek. Mimo różnych problemów i strachu zmieniają zdanie i rezygnują z ostatecznego kroku, jakim jest zabicie ich dziecka.
Jak podkreśla Shawn Carney, dzieci udaje się ratować na całym świecie – wszędzie tam, gdzie rozpoczynają się 40-dniowe czuwania. To zachęta do jeszcze intensywniejszej modlitwy o zaprzestanie zabijania dzieci poczętych.
Troje dzieci udało się uratować w Paarl w południowej Afryce. Adri, jeden z wolontariuszy, opowiada jedną z tych historii. Do modlących się pod szpitalem podeszła kobieta. Jak się okazało, ma już dwoje dzieci i z mężem uznała, że trzecie trzeba usunąć. Wolontariusze pokazali jej figurkę dziecka w stadium rozwoju na etapie jej ciąży i powiedzieli, jak wygląda aborcja. Kobieta od razu powiedziała, że nie może tego zrobić.
– Mamy szczęście, ponieważ stoimy na skrzyżowaniu przed publicznym szpitalem, gdzie wykonywane są darmowe aborcje, każdego dnia mnóstwo ludzi tędy przechodzi. My naprawdę wierzymy i ufamy, że Bóg przyniesie kres aborcjom w południowej Afryce! – mówi Adri, cytowany na blogu kampanii 40 Dni dla Życia.
Isabel, która bierze udział w kampanii w Birmingham w Anglii opowiada z kolei, że w czasie czuwania wyszedł z centrum aborcyjnego mężczyzna i poprosił o rozmowę z wolontariuszami. Zaczął opowiadać, że jego żona ma już 40 lat, cierpi na cukrzycę i inne problemy zdrowotne, a pierwsze dziecko, które mają urodziło się przedwcześnie i ma autyzm. Kiedy jego żona udała się do lekarza pierwszego kontaktu po tym, jak dowiedziała się, że spodziewa się drugiego dziecka, ten od razu wysłał ją do centrum aborcyjnego. Jednak jak wyjaśnił mężczyzna, ani on, ani jego żona, nie chcieli aborcji i nawet nie wiedzieli, co to za klinika.
– Powiedziałam mu, gdzie mogą otrzymać prawdziwą pomoc i dla matki, i dla dziecka – opowiada Isabel, dodając, że oboje byli szczęśliwi i wdzięczni, że ktoś ich odpowiednio pokierował. – Jakie to smutne, że ludzie do aborcji są popychani przez własnych lekarzy – zauważa Isabel.
MMP