Pomór szaleje w Rosji
Poniedziałek, 21 października 2013 (20:52)Prawie 2,5 mln euro przeznaczy Komisja Europejska na przeciwdziałanie afrykańskiemu pomorowi świń w krajach wschodnich UE. Część tych pieniędzy otrzymają polskie służby weterynaryjne.
Bruksela jest zaniepokojona ujawnieniem kolejnych ognisk pomoru w Rosji i na Białorusi, i to na terenach graniczących z Polską i Litwą. Pomocą mają też zostać objęte Łotwa i Estonia. Jak informuje FAMMU/FAPA, Bruksela ma dofinansować m.in. badania serologiczne i wirusologiczne próbek uzyskanych ze świń i dzików.
Ponadto w stu procentach KE zapłaci za zakup wyposażenia i materiałów użytych do czyszczenia i odkażania pojazdów przewożących zwierzęta. Oddzielnie finansowana będzie akcja informacyjna wśród rolników na temat zagrożenia afrykańskim pomorem świń i przeciwdziałania rozprzestrzenianiu się tej groźnej choroby.
Tymczasem na Wschodzie, a zwłaszcza w Rosji, rośnie zagrożenie pomorem. Federalna Służba Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego Rosji (Rossielchoznadzor) poinformowała, że ten rok jest niestety rekordowy w tym kraju pod względem stwierdzonych ognisk choroby. Tylko w październiku pomór podejrzewano u około 400 świń i dzików, a co czwarty przypadek stanowiła już pełnoobjawowa rozwinięta choroba.
Najwięcej takich zdarzeń odnotowywane jest niestety w europejskiej części Rosji, np. w obwodach kurskim, tambowskim, lipieckim i woroneskim. To jedne z rosyjskich centrów hodowli trzody chlewnej. To i fakt, że choroba przekroczyła granicę Białorusi, powoduje wzrost zagrożenia dla rolników z krajów sąsiadujących z tymi dwoma państwami.
W Polsce, zwłaszcza w województwach wschodnich, już od pewnego czasu prowadzona jest przez weterynarzy akcja ostrzegająca rolników przed afrykańskim pomorem świń. Trzeba przede wszystkim pilnować, aby zwierzęta nie miały kontaktu z trzodą niewiadomego pochodzenia, którą ktoś kupi do swojego gospodarstwa po „okazyjnej cenie” albo będzie przewoził tymi samymi samochodami. Bo afrykański pomór to choroba, której nie można leczyć ani zwalczyć za pomocą tradycyjnych szczepionek. Powstrzymać ją można tylko przez stosowanie rygorystycznych zasad kwarantanny. Dlatego zwłaszcza na terenach, gdzie jest duża hodowla świń, pomór może się łatwo roznosić przez ludzi (na ubraniu, rękach) lub przez zakażoną paszę, wodę.
Każda sztuka trzody, jaką rolnik przywozi do swojego gospodarstwa, powinna być przynajmniej przez cztery tygodnie odseparowana od stada, gdy bowiem tylko jedno zwierzę jest chore, błyskawicznie zarazi inne.
– Jest cały szereg objawów, które powinny u rolnika zapalić czerwone światło, że jego trzoda mogła zostać zarażona pomorem – mówi Małgorzata Lipnicka, ekspert od ochrony epidemiologicznej zwierząt. – To np. często powtarzające się nagłe upadki, chwiejny chód, ale przede wszystkim gorączka, apatia, utrata apetytu, wybroczyny na skórze, zaparcia, biegunki – dodaje.
Rosja ma jednak problem nie tylko z pomorem. Na Zabajkalu (na wchód od jeziora Bajkał) weterynarze ujawnili ogniska pryszczycy. Wirus został ujawniony przy badaniu mięsa. Rossielchoznadzor uspokaja jednak, że sprawa dotyczy kilku wsi przy granicy z Chinami, gdzie hodowanych jest niewiele krów, świń i owiec. Choroba więc nie powinna się rozprzestrzeniać poza ten teren. Ale wszystkie te przypadki podważają zaufanie Rosjan do mięsa pochodzącego z krajowych hodowli. I uderzają też w wiarygodność rosyjskich służb weterynaryjnych walczących zwłaszcza w tym roku z importem skazonego mięsa z krajów unijnych, w tym z Polski.
Krzysztof Losz