• Poniedziałek, 16 września 2019

    imieniny: Korneliusza, Edyty, Cypriana

Są powody do ekshumacji

Piątek, 27 lipca 2012 (06:12)

Będzie kolejny wniosek o ekshumację ofiary katastrofy smoleńskiej. Jego złożenie zapowiada rodzina wiceministra kultury Tomasza Merty - dowiedział się "Nasz Dziennik".

Problem nierzetelnych materiałów sądowo-medycznych, które w ramach realizacji wniosków o pomoc prawną otrzymała prokuratura wojskowa od śledczych Federacji Rosyjskiej, powraca.

Sprawa nabrała impetu zwłaszcza po przeprowadzeniu w Polsce kolejnych ekshumacji Zbigniewa Wassermanna, Janusza Kurtyki oraz Przemysława Gosiewskiego. Za każdym razem okazywało się, że stwierdzano istotne niezgodności z materiałami dostarczonymi przez Rosjan.

Nic dziwnego, że kolejni bliscy ofiar szukają odpowiedzi na dręczące ich dniem i nocą wątpliwości. Na początku lipca bieżącego roku wniosek o ekshumację ciała Anny Walentynowicz złożył w Wojskowej Prokuraturze Okręgowej w Warszawie pełnomocnik rodziny mec. Stefan Hambura.

Bliscy bohaterki "Solidarności" zaczęli mieć obawy, że to nie ona spoczywa w rodzinnym grobie. Momentem zwrotnym są właśnie stwierdzone uchybienia w dokumentacji sekcyjnej, która nadeszła z Rosji.

Według ustaleń, do których dotarł parlamentarny zespół smoleński, ciało przypisywane Annie Walentynowicz zostało znalezione w sektorze 8. Znajdowało się wewnątrz kadłuba. Identyfikował je w Moskwie syn Anny Walentynowicz, Janusz. Nie miał wtedy wątpliwości, że to jego matka. Szkopuł w tym, że rosyjski opis zdaje się dotyczyć zupełnie innej osoby. Nie zawiera nawet śladu informacji na temat poważnej choroby stawów, w dokumentacji medycznej nie zgadza się też opis odzieży.

- Nigdy dotąd nie myśleliśmy o ekshumacji. Tata rozpoznał babcię. Podał wiele detali, które się pokrywały. Jednak im dłużej przeglądaliśmy całą dokumentację, tym bardziej przekonywaliśmy się, że nie czytamy o Annie Walentynowicz - tłumaczy Piotr Walentynowicz, wnuk działaczki "Solidarności".

Gdyby okazało się, że rzeczywiście pochowano kogoś innego, pociągnęłoby to za sobą kwestię odpowiedzialności karnej. Zdaniem prawników, chodzi nie tylko o konsekwencje służbowe i karne dla strony rosyjskiej - byłoby to poczytane za niedopełnienie obowiązków służbowych - czy też polskich prokuratorów, którzy nie podjęli decyzji o otwarciu trumien w Polsce.

Istotny jest też aspekt odpowiedzialności polskich urzędników. A konkretnie konsula Ambasady RP w Moskwie, który potwierdził identyfikację oraz odesłał trumny z ciałem do kraju. Nie można pominąć także odpowiedzialności szefa rządu i ówczesnej minister zdrowia Ewy Kopacz. Z ich ust padały publiczne zapewnienia, jakoby identyfikacja i sekcje ciał ofiar smoleńskiej tragedii przebiegały prawidłowo. Tymczasem nie ma już żadnych wątpliwości, że ani polscy patomorfolodzy, ani prokuratorzy nie brali udziału w żadnej z sekcji ofiar katastrofy smoleńskiej w Moskwie.

- Na dokumentach sekcyjnych babci, które niedawno otrzymaliśmy z Moskwy, widnieją podpisy rosyjskich patomorfologów i tłumacza. Nie ma żadnego polskiego nazwiska - ujawnia wnuk Anny Walentynowicz.

Splot dziwnych zdarzeń

Złożenie w najbliższym czasie wniosku o ekshumację rozważa rodzina wiceministra kultury Tomasza Merty.

- Wobec całkowitej niewiarygodności identyfikacji ciała mego męża i splotu dziwnych wydarzeń związanych z jego rzeczami rozważam taką decyzję - przyznaje w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Magdalena Pietrzak-Merta.

- Mamy do czynienia z fałszowaniem dokumentacji sekcyjnej ofiar katastrofy, co potwierdziły przeprowadzone już ekshumacje. Dlatego, moim zdaniem, prokuratura powinna w odrębnym postępowaniu przeprowadzić wszystkie ekshumacje - dodaje mec. Bartosz Kownacki.

Do prokuratury wojskowej nie wpłynęła dotąd całość materiałów sekcyjno-medycznych. Brak jest m.in. badań na rzekomą obecność alkoholu we krwi gen. Andrzeja Błasika. Brak też pewnych informacji dotyczących identyfikacji Tomasza Merty. Czy wobec tak potężnych wątpliwości prokuratura zdecyduje o kolejnych ekshumacjach?

Z niedawnych deklaracji prokuratora generalnego wynika, że śledczy nie wykluczają takiego wariantu.

- Ale oczekiwanie, że będą to zachowania masowe, w tym znaczeniu, że każda ofiara będzie wyjmowana z grobu, jest oczekiwaniem niezasadnym - zastrzegł Andrzej Seremet, chyba niepotrzebnie posuwając się do obrazowania czynności.

Dopytywana przez nas o tę kwestię Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie, prowadząca śledztwo dotyczące katastrofy smoleńskiej, przypomina, że prokuratura w sposób jednoznaczny nie wykluczyła możliwości przeprowadzenia kolejnych ekshumacji.

- Natomiast jeżeli zapadnie w tej sprawie jakakolwiek decyzja procesowa, w pierwszej kolejności dowiedzą się o niej pokrzywdzeni oraz ich pełnomocnicy, a nie środki masowego przekazu - mówi płk Zbigniew Rzepa, rzecznik prasowy NPW.

Dobro rodzin czy tuszowanie błędów?

Coraz częściej pełnomocnicy rodzin skarżą się, że limitowany dostęp do dokumentacji sądowo-medycznej dotyczącej ciał ofiar katastrofy smoleńskiej ogranicza im możliwość pracy. Sprawa jest jednak złożona.

- Od ponad pól roku w prokuraturze wojskowej leży mój wniosek o reasumpcję tego postanowienia. Pokazanie pełnomocnikowi strony jednej setnej materiału dowodowego to dokładnie tyle, co niepokazanie niczego. Reasumując: poprzez oglądanie części materiału dowodowego żadnych merytorycznych wniosków wysnuć nie można - argumentuje mecenas Piotr Pszczółkowski, reprezentujący Jarosława Kaczyńskiego.

Pierwsze dokumenty sekcyjne z Moskwy wpłynęły do prokuratury wojskowej w lipcu 2010 roku. Pułkownik Ireneusz Szeląg, szef WPO w Warszawie, podjął wówczas decyzję o zdeponowaniu całej tej dokumentacji w kancelarii tajnej. W przypadku materiałów niejawnych stosuje się cztery typy klauzul: zastrzeżone, poufne, tajne i ściśle tajne. Materiały sekcyjne są w większości opatrzone klauzulą "zastrzeżone".

Oklauzulowanie dokumentacji sądowo-medycznej ofiar katastrofy prokuratura uzasadnia tym, co zrozumiałe, koniecznością zachowania szacunku wobec rodzin - materiały zawierają bowiem tzw. dane wrażliwe. Inny powód to ten, by nie prowokować możliwości epatowania drastycznymi dokumentami w mediach.

- Jednak ta limitacja nie zapobiegła rożnego rodzaju przeciekom z tego śledztwa. Dostrzegam w tym element ukrywania podstawowego błędu i podstawowego zaniechania prokuratury z początków śledztwa, a mianowicie nieprzeprowadzenia z urzędu oględzin i sekcji zwłok po sprowadzeniu ciał ofiar do kraju. Wszystkie rodziny i ich pełnomocnicy zostali w tym zakresie de facto oszukani przez prokuraturę i wysokich przedstawicieli państwa. Kiedy bowiem zapoznaliśmy się z dokumentacją sekcyjną, wyszło na jaw, że polscy śledczy i lekarze nie uczestniczyli w sekcjach przeprowadzanych w Moskwie - zaznacza mec. Pszczółkowski.

- To limitowanie utrudniało mi obronę gen. Andrzeja Błasika. Nie mając dostępu do pełni materiałów, miałem utrudnioną ścieżkę obrony pana generała - zwraca uwagę mec. Bartosz Kownacki, pełnomocnik Ewy Błasik, wdowy po dowódcy Sił Powietrznych.

- Sekcja zwłok należy do czynności niepowtarzalnych, nie można jej powtórzyć przed sądem. Rodziny i ich pełnomocnicy mieli prawo uczestniczyć w sekcji, powinni o tym zostać poinformowani. Pełnomocnikom powinny zostać też wydane protokoły z przeprowadzonych czynności. Tymczasem zostały one schowane i utajnione przed osobami pokrzywdzonymi - mówi Stanisław Piotrowicz (PiS), były prokurator.

- Bywa tak, że ze względów czysto ludzkich prokurator informuje bliskich, że materiały są drastyczne, i pyta, czy osoby pokrzywdzone są gotowe się z nimi zapoznać. I to rodzina rozstrzyga, czy chce oglądać te dokumenty. To podstawowe zasady procedury karnej - dodaje Piotrowicz.

- Jako rodzina nie żądaliśmy utajnienia czegokolwiek, co dotyczy mojej babci. Anna Walentynowicz nie była osobą wojskową. Była cywilem. Zapewniam, że nie dysponowała żadnymi tajnymi dokumentami. Dlatego pytam: Co tu utajniać? - podnosił podczas posiedzenia zespołu smoleńskiego Piotr Walentynowicz, wnuk wybitnej działaczki "Solidarności".

Jak wskazuje mec. Rafał Rogalski, są jednak dwa aspekty tej sprawy. - Po części zgadzam się z tymi opiniami, po części nie. Pan mecenas Pszczółkowski reprezentuje tylko pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Na miejscu niektórych rodzin nie życzyłbym jednak sobie, by ta dokumentacja była do wglądu tak dużej liczby osób - wszystkich rodzin i ich pełnomocników. Dlatego ewentualna decyzja prokuratury o zdjęciu klauzul powinna być indywidualna i konsultowana z rodziną - uważa adwokat.

- Oczywiście jest ten aspekt etyczny - przyznaje mec. Kownacki. - Ale jest też prawdą, że po zakończeniu postępowania przygotowawczego będziemy mogli zapoznać się ze wszystkimi aktami - zauważa.

O możliwości zapoznania się stron z materiałem dowodowym w postępowaniu przygotowawczym zawsze decyduje prokurator. Wynika to z art. 156 par. 5 kodeksu postępowania karnego. Prokuratura wojskowa, dopytywana o kwestie ewentualnego zdjęcia klauzul z dokumentacji sądowo-medycznej ofiar katastrofy, deklaruje jedynie, że i rodziny, i ich pełnomocnicy mają w nią pełny wgląd.

Anna Ambroziak