Wymiga się od procesu?
Czwartek, 17 października 2013 (02:09)Jest już gotowa jedna z opinii lekarskich dotyczących gen. Henryka K., byłego naczelnego prokuratora wojskowego oskarżonego o zbrodnie komunistyczne.
Jego proces przed Garnizonowym Sądem Wojskowym w Warszawie nie mógł się zacząć miesiąc temu, ponieważ jego obrońca przedstawił dokumentację medyczną, twierdząc, że Henryk K. jest chory i nie może uczestniczyć w rozprawach.
Dlatego sąd postanowił zlecić sporządzenie dwóch opinii biegłych – onkologicznej i kardiologicznej. Według obrony, były stalinowski sędzia choruje na arytmię i chorobę nowotworową.
Opinia onkologiczna już jest – dowiedzieliśmy się w sądzie. Teraz sędzia oczekuje na drugą ekspertyzę lekarską i wówczas podejmie decyzję w kwestii, czy Henryk K. może uczestniczyć w swoim procesie.
Jak podkreśla pion śledczy IPN, który skierował akt oskarżenia wobec byłego komunistycznego sędziego, podczas śledztwa mężczyzna nie podnosił kwestii zdrowotnych. – Jeśli chodzi o osobę generała K., prokurator na etapie śledztwa nie miał żadnych perturbacji z zapewnieniem obecności do czynności procesowych – podkreśla p.o. naczelnik warszawskiego pionu śledczego prok. Marcin Gołębiewicz. – Henryk K. stawił się w prokuraturze, nie było też żadnych innych przeciwwskazań do skierowania sprawy do sądu, także w kwestii stanu zdrowia oskarżonego – dodaje.
Co ciekawe, Henryk K. nie stawił się miesiąc temu na własny proces, ale kilka dni temu przyszedł jako świadek na proces kolegi byłego prokuratora komunistycznego Mieczysława R. Zeznawał bez wyraźniejszych problemów przez kilkadziesiąt minut w Wojskowym Sądzie Okręgowym w Warszawie.
Po rozprawie „Nasz Dziennik” dopytywał Henryka K., czy będzie uczestniczył w swoim procesie, ale odpowiedział wymijająco: – Jestem chory, ledwo stoję, rak mnie drąży, mam arytmię.
W tej chwili sprawa jest zawieszona, a pion śledczy IPN czeka na termin rozprawy.
– Na tę chwilę nie mamy terminu rozprawy, obrońca Henryka K. przedłożył dokumentację medyczną, my nie mamy postanowienia o powołaniu biegłych – mówi Gołębiewicz. IPN na razie nie przewiduje składania żadnych wniosków w tej sprawie. – Nie mamy do czego, czekamy na wyznaczenie terminu rozprawy – zaznacza prokurator.
IPN oskarżył stalinowskiego sędziego Henryka K. o bezprawne pozbawianie wolności trojga działaczy antykomunistycznych w latach 1952-1953. Chodzi o śledztwa Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego prowadzone przeciwko Leonowi Ch., Barbarze M. i Janowi O. Pokrzywdzeni byli członkami organizacji: Obrońcy Korony, Podziemna Organizacja Wolność i Niepodległość, PSL i AK. Byłemu sędziemu, który nie przyznał się do zarzutów, grozi kara do 10 lat więzienia.
Henryk K. pracował w organach komunistycznego wymiaru sprawiedliwości, m.in. w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Warszawie, znanym w tym okresie przede wszystkim z niesławnych sesji wyjazdowych, na których niejednokrotnie wymierzano kary śmierci. Potem trafił do izby wojskowej Sądu Najwyższego. U schyłku PRL zdążył jeszcze w latach 1984-1990 być naczelnym prokuratorem wojskowym, a w okresie 1985-1989 sędzią Trybunału Stanu. Krzysztof Szwagrzyk z IPN wskazuje, że K. trafił do stalinowskiego sądownictwa bez ukończenia studiów prawniczych, a jedynie po ukończeniu fakultetu wojskowego we Wrocławiu (1949-1950). – W 1950 r. zostałem sekretarzem Sądu Okręgowego w Łodzi, jednocześnie studiowałem prawo na Uniwersytecie Łódzkim, wiosną 1951 r. zostałem asesorem i przeniesiony do Warszawy – mówił w sądzie pytany o początki kariery w komunistycznym stalinowskim wymiarze sprawiedliwości Henryk K.
Dopiero w 1952 r. został ekspresowo magistrem prawa Uniwersytetu Łódzkiego. Historyk podkreśla, że właśnie tacy ludzie, młodzi, po krótkim przygotowaniu, cieszyli się zaufaniem kolejnych ekip komunistycznych, decydując o obliczu wojskowego wymiaru sprawiedliwości i pełniąc, jak K., najwyższe funkcje.
Upust swoim zapatrywaniom dał K. u schyłku PRL w lipcu 1989 r., kiedy jako naczelny prokurator wojskowy odmówił uznania rtm. Witolda Pileckiego za niewinnego, orzekając, że brak ku temu podstaw.
Zenon Baranowski