Przykuci do OFE
Środa, 16 października 2013 (02:15)W zamian za przejęcie przez ZUS połowy środków zgromadzonych w OFE rząd zamierza zezwolić firmom zarządzającym funduszami na spekulację pozostałym kapitałem emerytalnym. Bez kontroli.
Debatę nad ustawą o zmianach w OFE zdominowało przejęcie przez ZUS obligacyjnej części otwartych funduszy. Losem kapitału emerytalnego, który ma pozostać w OFE, mało kto się zajmuje. A stawka idzie o duże pieniądze. Fundusze obracają aktywami o wartości 293 mld złotych. Po zadekretowanym ustawą przesunięciu do ZUS i umorzeniu obligacji oraz bonów skarbowych, które mają stanowić łącznie 51,5 proc. kapitału, w portfelach OFE pozostaną walory o wartości – bagatela – 130 mld zł w postaci akcji, obligacji korporacyjnych i niektórych samorządowych oraz lokat.
Pierwotnie rząd zakładał, że ów kapitał w lwiej części także trafi do ZUS. A to za sprawą przyznania ubezpieczonym prawa swobodnego wyboru między filarami i ustanowienia zasady domyślnego wyboru ZUS. Jednak groźba trwałej zapaści giełdy, która niechybnie nastąpiłaby po realizacji tych pomysłów, skłoniła rząd do głębokiej modyfikacji propozycji. Dlatego w projekcie ustawy przedstawionym kilka dni temu do konsultacji nie ma już mowy o przeniesieniu na żądanie kapitału z II do I filara.
Mowa jest tylko o przenoszeniu pomiędzy filarami przyszłej składki (2,92 proc. podstawy wymiaru). To, co już wcześniej trafiło do OFE, żadną miarą nie będzie mogło być przez ubezpieczonych zabrane. Słowem, będziemy mogli wyprowadzić się z OFE do ZUS, a nawet przenosić się co cztery lata tam i z powrotem, ale „bez mebli”, jak określiła to jedna z posłanek.
„Ograbionym” OFE pozostanie tak czy owak ok. 130 mld zł, czyli równowartość 40 proc. budżetu państwa. Jaki los czeka ten kapitał emerytalny?
Inwestycyjny luz
Na początek OFE będą musiały 75 proc. aktywów trzymać w akcjach jako stosunkowo najbezpieczniejszych instrumentach po wyeliminowaniu obligacji. Ale potem to ograniczenie zniknie i OFE będą mogły lokować środki emerytalne w instrumenty bardzo, ale to bardzo ryzykowne.
– Na przykład w zakup opcji walutowych, akcyjnych, zawieranie kontraktów terminowych, krótką sprzedaż i inne pochodne – wylicza Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK. Według niego, to forma emerytalnej ruletki, która skończy się katastrofą.
– Co ludzie będą z tego mieli? Pewniejsze byłoby skupowanie przez OFE brylantów – ironizuje.
Do 30 proc. aktywów OFE będą mogły inwestować w instrumenty zagraniczne: akcje, pochodne, obligacje korporacyjne itp. O ile już wcześniej nadzór nad operacjami OFE pozostawiał wiele do życzenia, o tyle teraz fundusze pójdą w świat praktycznie bez żadnej kontroli. Nie wolno im będzie tylko kupować obligacji innych państw, podobnie jak polskich.
Zniknie też wewnętrzny benchmark, który służy za wzorzec do oceny efektywności inwestycyjnej OFE. Rolę tę pełniła dotąd tzw. minimalna stopa zwrotu.
– Fundusz, który osiągał wyniki poniżej minimalnej stopy zwrotu, musiał być obligatoryjnie uzupełniony z kieszeni właściciela. I były takie przypadki – wyjaśnia dr Cezary Mech, finansista, były wiceminister finansów.
Teraz benchmark wewnętrzny, uciążliwy dla powszechnych towarzystw emerytalnych, zastąpi benchmark zewnętrzny (może indeks polskiej lub zagranicznej giełdy?). Część ekonomistów uważa, że wskutek tego fundusze zrezygnują do reszty z konkurowania pomiędzy sobą poziomem rentowności.
– Będą wolały inwestować w indeks, jeśli zostanie ustanowiony, i bez wysiłku „falować” jak rynek. W rezultacie ich rentowność będzie niższa, niż mogłyby osiągnąć, konkurując wzajemnie – wyjaśnia dr Mech.
Sztama z lobbystami
– Konstrukcja OFE, według rządowych propozycji, bardziej przypomina spekulacyjne fundusze wysokiego ryzyka niż fundusze emerytalne – ocenia Szewczak. – To cena, jaką rząd musiał zapłacić wpływowemu lobby związanemu z OFE za odebranie obligacji na ratowanie finansów państwa – dodaje Mech. W zamian emeryci zostaną pozbawieni obligacji, a OFE uzyskają całkowitą swobodę inwestowania naszych środków emerytalnych, w kraju i za granicą, bez żadnego nadzoru.
Żaden nadzorca, polski czy zagraniczny, nie będzie w stanie skontrolować transakcji, sprawdzić, co dzieje się z naszymi pieniędzmi. Pojawią się nieograniczone możliwości wytransferowania środków emerytalnych. Najgorzej na tym wyjdą emeryci.
– W efekcie mariażu populistów z lobbystami nie będzie ani emerytur, ani kapitału – ostrzega dr Cezary Mech. Brak nadzoru nad operacjami, brak miernika rentowności, brak konkurencji między funduszami i niemożność wycofania środków przez ubezpieczonych. Czegóż więcej trzeba, by pojawił się aferzysta, w rodzaju amerykańskiego Madoffa, który puści miliony emerytów z torbami?
Małgorzata Goss