• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Referendum jawne i nieważne

Wtorek, 15 października 2013 (02:00)

Zabrakło 45,5 tys. głosów do odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Tyle osób zabrakło do zapewnienia wymaganego (29,1 proc.) progu frekwencji. Przeciwko dalszemu pełnieniu funkcji prezydenta stolicy przez wiceprzewodniczącą Platformy Obywatelskiej zagłosowała w niedzielę podobna liczba osób do tej, która wybrała ją w 2010 roku. Najwyższą frekwencję zanotowano w Wawrze, dzielnicy, w której prezydent mieszka od lat.

Za odwołaniem Hanny Gronkiewicz-Waltz opowiedziało się blisko 95 proc. (322 tys. 17) mieszkańców Warszawy. W 2010 r. na kandydatkę PO zagłosowało 345,7 tys. wyborców. Wynik referendum nie jest jednak wiążący.

– Referendum jest nieważne, gdyż wzięło w nim udział mniej niż trzy piąte liczby osób biorących udział w wyborze odwoływanego organu – poinformował Dariusz Kacprzak, przewodniczący miejskiej komisji ds. referendum. Spełnienie wymogu odpowiedniej frekwencji wymagało uczestnictwa przynajmniej 389 430 osób, podczas gdy udział wzięło 343 tys. 853 wyborców. Frekwencja wyniosła 25,66 procent.

Choć kampania antyreferendalna firmowana przez rząd Donalda Tuska i wsparta przez prezydenta Bronisława Komorowskiego, zniechęcająca mieszkańców Warszawy do wyrażenia swojego zdania, odniosła zakładany przez polityków Platformy efekt, to jednak 17 tys. 465 osób udało się do lokali wyborczych, by oddać swój głos przeciw odwołaniu prezydent Warszawy. Doliczono się również 4 tys. 25 nieważnych głosów. Niska frekwencja, która w obliczu rozkładu głosów w referendum na „tak” lub „nie” zdecydowała o ocaleniu na stanowisku Hanny Gronkiewicz-Waltz, najwyższa była w Wawrze, tam, gdzie od lat prezydent Warszawy mieszka (27,91 proc.).

Również na Pradze Północ, Bielanach i Targówku frekwencja wyniosła powyżej 27 procent. Największą obojętnością albo też największym zaufaniem do zaleceń Donalda Tuska i Bronisława Komorowskiego zdawali się wykazywać mieszkańcy Wilanowa. Tam zaledwie co piąty wyborca – frekwencja 20,57 proc. – zdecydował się na uczestnictwo w referendum. Największy odsetek głosujących w poszczególnych dzielnicach chciał odwołać prezydent Gronkiewicz-Waltz na Targówku – 95,6 proc., a najniższy na Ursynowie – 93,7 proc. – czyli w dzielnicy zarządzanej przez inicjatora referendum Piotra Guziała.

Prezydent Warszawy, zadowolona z faktu, że udało się mieszkańców stolicy zniechęcić do uczestnictwa w referendum, wczoraj po raz kolejny stwierdziła, że jej celem jest dokończenie budowy drugiej linii metra. Zakomunikowała również, że chce budować szkoły, lokale komunalne, planuje zakupić ekologiczne autobusy i zbudować bulwar nad Wisłą. Sposób przeprowadzenia referendum i towarzyszące mu okoliczności krytykowali wczoraj politycy Prawa i Sprawiedliwości.

– Referendum przebiegało w specyficznych warunkach – można powiedzieć – niekonstytucyjnych. To było referendum, w którym trzeba było jawnie zadeklarować się pod nazwiskiem przeciwko władzy, bo tak to zostało ustawione. To jest sprzeczne z art. 96 ust. 2 Konstytucji. Tym bardziej chciałem pochylić głowę przed tymi, którzy w niełatwych czasach się na to zdecydowali – stwierdził prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński, dziękując za udział uczestnikom referendum.

Szef warszawskiego PiS Mariusz Kamiński zwracał uwagę, że listy wyborców, którzy wzięli udział w referendum z mocy przepisów prawa, są przekazywane prezydentowi miasta.

– To jest dodatkowy element, który brali pod uwagę urzędnicy, stojący przed bardzo trudnym dylematem, czy wziąć udział w referendum, co oznacza ujawnienie poglądów politycznych, bo sam akt wzięcia udziału w procedurze referendalnej sytuował taką osobę jako przeciwnika rządu, przeciwnika premiera polskiego rządu, przeciwnika miasta stołecznego Warszawy. Naszym zdaniem, była to bardzo silna presja, która zaważyła, że frekwencja nie była skuteczna. To był czynnik decydujący – stwierdził Kamiński. Nie wykluczył, że PiS o przebiegu referendum poinformuje Radę Europy, która rekomenduje państwom członkowskim nieingerowanie przez władze centralne w przebieg referendów lokalnych.

Premier Donald Tusk odrzucał wczoraj oskarżenia o łamanie Konstytucji. Zaznaczył, że taktyka zmierzająca do przekonania, by wyborcy nie uczestniczyli w referendum, była „taktyką pragmatyczną”, a sama decyzja o niewzięciu udziału w głosowaniu oznaczała zajęcie stanowiska, a nie była wyrazem „lenistwa” wyborcy.

Artur Kowalski