Ofiary lewicowej ideologii
Poniedziałek, 14 października 2013 (10:06)Ponad pół tysiąca męczenników, ofiar hiszpańskiej wojny domowej zostało beatyfikowanych wczoraj w Tarragonie (w Katalonii), gdzie w latach 1936-1939 wyznawcy Chrystusa doznali jednego z największych ucisków ze strony lewicowego terroru w Europie w XX wieku.
Zostali oni zamordowani przez komunistów w obronie wiary w ciągu zaledwie trzech lat. Biskupi, kapłani, siostry zakonne, seminarzyści, świeccy, liczba ta, ale i sposoby egzekucji męczenników hiszpańskich są doprawdy wstrząsające.
Tydzień wcześniej, tym razem we Włoszech, w Modenie, Kościół ogłosił beatyfikację seminarzysty, męczennika Rolanda Rivi, który został zamordowany w wieku 14 lat przez komunistycznych partyzantów w 1945 r. Z rąk czerwonych oprawców życie straciło w tym czasie ok. 130 księży, przede wszystkim w regionach Istrii i Emilii-Romanii.
Kościół katolicki przypomina o ofiarach krwawej lewicy we właściwym czasie. To dobrze, że właśnie ci ludzie zostali wyniesieni na ołtarze. Są dla nas przestrogą w czasach, gdy lewica porywa w swoje szpony coraz to nowe obszary wolności i praw obywatelskich, a przy okazji depcze godność człowieka, ogranicza wolność słowa, zgromadzeń, prowadzi ofensywę terrorystyczną na świecie, także w Europie. Terror lewacki wcale nie ma się ku zmierzchowi, szybciej dojdzie do zmierzchu samej Europy, bowiem widma Marksa, Engelsa, Trockiego, Lenina, Dzierżyńskiego krążą nad Unią Europejską, szukając, kogo pożreć (zob. 1P 5, 8).
Zdecydowanie można dziś odnotować wzrost radykalizmu po lewej stronie sceny politycznej, ale to rzekomego ekstremizmu prawicowego obawiają się eurokraci i socjalliberalne media.
Ofiary, czyli bohaterowie
W XX wieku lewicowa ideologia przyniosła Kościołowi ogromne straty i poczyniła potężne spustoszenia. W Hiszpanii w wyniku prześladowań religijnych Kościoła katolickiego śmierć poniosło prawie 7 tys. osób konsekrowanych i kilkadziesiąt tysięcy świeckich. Koalicjanci Frontu Ludowego zniszczyli także ok. 2 tys. świątyń. Co jednak paradoksalne, jednocześnie to brutalne zwalczanie Kościoła także go ożywiło i przyczyniło się do wzrostu wiary. Dziś możemy się chlubić tym tłumem męczenników i orędowników w niebie. To nie są ofiary, ale zwycięzcy. Nienawiść do Kościoła jednak się nie zakończyła. Obserwując historie z życia męczenników, uczmy się i dajmy się zainspirować ich wiernością.
„Bohaterowie”, czyli oprawcy
Z kolei radykalna lewica ma także swoich bohaterów. Oprócz republikanów, anarchistów, liberałów, socjalistów, partyzantów komunistycznych, którzy dokonywali masakry na chrześcijanach (ich chrystianofobia przypominała obłęd, bo oprawcy dopuszczali się rozstrzeliwania posągów i figur świętych, nawet nie w ramach ich dewastacji, ale dla symbolicznego zamordowania osób, które przedstawiały) dzisiejsi lewacy z Europy odważnie przyznają się do herosów z lat 60. i 70., np. z Czerwonych Brygad czy z niemieckiej Frakcji Armii Czerwonej.
18 października mija 36 lat od samobójczej śmierci przywódców pierwszego pokolenia terrorystów z Frakcji Armii Czerwonej (Rote Armee Fraktion). Gudrun Ensslin oraz Andreas Baader z Grupy Baader-Meinhoff zabili się w więzieniu Stammheim w 1977, ale RAF działał dalej, aż do samorozwiązania się w 1998 r. Organizacja lewacka dokonywała w Niemczech Zachodnich krwawych operacji terrorystycznych, takich jak egzekucje, zamachy bombowe czy porwania w imię komunistycznej ideologii.
Ludzie RAF nazywali siebie Stadtguerilla, nasączając swoje umysły „dziełami” Mao Zedonga, szczególnie poświęconym teorii i praktyce koniecznych do prowadzenia wojny rewolucyjnej. A przy okazji, aby móc z czegoś żyć, napadali na banki, okradając „burżujów” z kapitału. O „wolności” w sferze seksualnej tej bandy nie będę wspominać. Słowem, pod przykrywką „wielkich” ideałów czaiły się czyny kryminalne. I to są dzisiejsi, na spółkę z bandytą Ernesto Guevarą, idole popkultury, ale też inspiratorzy dla anarchistów i lewackich terrorystów wszelkiej maści w walce z Kościołem, chrześcijaństwem, jego wartościami, ale też z prawami człowieka w ogóle.
Możemy dzięki temu dobrze zrozumieć, dlaczego jedynymi ugrupowaniami w Parlamencie Europejskim, które nie zagłosowały ostatnio za rezolucją (nie po raz pierwszy zresztą) potępiającą akty agresji wobec prześladowanych chrześcijan w Syrii, Pakistanie i Iranie, byli właśnie parlamentarzyści skrajnej lewicy, tj. Zjednoczona Lewica Europejska – Nordycka Zielona Lewica (GUE/NGL) oraz Zieloni – Wolny Sojusz Europejski (Greens/EFA).
Inspiratorzy dla tej zdehumanizowanej postawy byliby na pewno zadowoleni ze swoich następców – towarzyszy.
Dr Tomasz M. Korczyński