• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Platforma skutecznie zniechęciła do głosowania

Niedziela, 13 października 2013 (22:00)

Referendum lokalne ma swoją specyfikę, nie jest częścią ogólnopolskiego procesu wyborczego, co zawsze zwiększa frekwencję, zwłaszcza w wyborach parlamentarnych i na prezydenta Polski. Dotychczasowa praktyka dowodzi, że bardzo trudno jest doprowadzić do wiążącego wyniku referendum – ze względu na próg frekwencyjny. I tak się stało niestety w Warszawie. Od razu trzeba się przy tym przeciwstawić prawdopodobnej narracji pani prezydent i Platformy Obywatelskiej, że ich zwolennicy zostali w domu i stanowią większość. Większość nadal jest milcząca i nie uczestniczy w wyborach. I to porażka naszej demokracji po 1989 roku.

Na pewno na frekwencję mogły mieć też wpływ  działania Platformy Obywatelskiej. Warszawa jest miastem urzędników, zarówno administracji centralnej, jak i rozbudowanej administracji samorządowej. Należy pamiętać, że oprócz prawie 8 tys. osób w urzędzie miasta i urzędach dzielnic jest też ogromna liczba osób pod pośrednią kontrolą pani prezydent, jak np. nauczyciele czy pracownicy miejskich spółek – jest to ponad 100 tys. osób, nie licząc członków ich rodzin. I tutaj wyraźnie zarówno sugestie pani prezydent, że nie należy uczestniczyć w referendum, jak i często jawne dyrektywy bezpośrednich zwierzchników, o czym była mowa w mediach przed referendum, w obecnej trudnej sytuacji na rynku pracy mogły wywrzeć swój wpływ. Podobnie ma się z deklaracjami premiera i administracją centralną.

W tym starciu pani prezydent wybrała kampanię negatywną – zniechęcania do głosowania – zamiast z otwartą przyłbicą wezwać swoich zwolenników do głosowania przeciw swojemu odwołaniu, tak jak to zrobił chociażby swego czasu prezydent Sopotu Jacek Karnowski. Zwyciężył strach, porażkę poniosła demokracja obywatelska.

Sama kampania referendalna została, poniekąd w sposób naturalny, zdominowana przez Prawo i Sprawiedliwość jako podmiot największy i najsilniejszy po stronie przeciwników pani prezydent. SLD, nie zajmując oficjalnego stanowiska, po raz kolejny udowodnił, że żadną opozycją w Warszawie (jak i w Polsce) nie jest. Okazało się też, że Warszawska Wspólnota Samorządowa, formalny inicjator referendum, nie dysponuje obecnie aktywami do prowadzenia intensywnej i widocznej kampanii politycznej. Może właśnie żeby referendum było wiążące, w kampanii zabrakło większej aktywności innych środowisk występujących przeciw pani prezydent.

Nie sposób też nie zauważyć, że pani prezydent od momentu, gdy referendum stało się mocno prawdopodobne, zupełnie zmieniła swój sposób funkcjonowania w mieście (co samo w sobie jest dowodem na to, że referendum miało sens) – od wielkiego snu do permanentnej nadaktywności, z podejmowaniem decyzji, o które jeszcze chwilę wcześniej nikt by  jej nie podejrzewał. To wszystko z wykorzystaniem swej pozycji prezydenta najbogatszego miasta w Polsce, centralnym wsparciem najlepszych PR-owców Platformy Obywatelskiej i bogatą kasą partyjną. W ten sposób mieliśmy między innymi przeprosiny wszystkich mieszkańców za blamaż śmieciowy wraz z dymisją wiceprezydenta, dymisje innych kiepskich wyższych urzędników (choć oczywiście nie wszystkich, których to powinno spotkać), zwiększony nadzór nad inwestycjami z gwałtownym przyspieszeniem części z nich, nowe obietnice, też ze szczebla rządowego – jak kontynuacja, jakże potrzebnej, budowy południowej obwodnicy miasta, jak też wprowadzenie od dawna postulowanych przez PiS rozwiązań w zakresie polityki prorodzinnej (Warszawska Karta Rodziny, choć w mniejszym niż postulowało to PiS zakresie) i obniżkami planowanych od pierwszego stycznia 2014 r. podwyżek cen biletów komunikacji miejskiej.

Choćby z powodu tych działań to referendum było warte przeprowadzenia, mniejszość, która poparła wniosek referendalny i poszła do referendum, pracowała dla korzyści wszystkich warszawiaków. I tym aktywnym mieszkańcom naszego miasta należą się szczególne podziękowania. Nie sposób zatem też mówić, że ponieważ nie odwołano pani prezydent, to jest to porażka inicjatorów referendum oraz Prawa i Sprawiedliwości.

Z referendum wypływają też wnioski dla przyszłych wyborów o charakterze ogólnopolskim. Widać, że oderwanie Platformy od władzy nie będzie procesem prostym, a w sytuacji zagrożenia władza może się uciekać do rozmaitych, niekoniecznie idących z duchem demokratycznym  metod wpływających na wynik głosowania – jak to było z działaniami antyfrekwencyjnymi przy okazji referendum.  Widać też nadal dużą różnicę w przychylności mediów pomiędzy opozycją a władzą. Nadal też rozmaitej maści celebryci są gotowi na wspieranie swymi nazwiskami Platformy Obywatelskiej, nawet jeśli, jak w przypadku referendum, nie mają zielonego pojęcia, co na co dzień dzieje się w naszym mieście, bo np. nie są z Warszawy.

A co dalej z Warszawą? Za rok kolejne starcie. Prawo i Sprawiedliwość udowodniło, że jest największą i obecnie jedyną realną opozycją w Warszawie, z własną wizją rozwoju miasta, którą w kampanii prezentował pan profesor Gliński. Walka o wielką Warszawę z naszych marzeń jeszcze się nie skończyła.

 

not. IK


Autor jest radnym miasta stołecznego Warszawy, wiceprzewodniczącym klubu radnych Prawa i Sprawiedliwości.

Dariusz Figura