MSZ do sądów się nie pali
Sobota, 12 października 2013 (02:04)Resort spraw zagranicznych nie jest skłonny do wytaczania procesów za używanie sformułowania „polskie obozy zagłady”. Stawia na protesty dyplomatyczne i procesy wytaczane przez prywatne osoby. To błąd – ocenia opozycja.
Według wiceministra spraw zagranicznych Artura Nowaka-Fara, tylko niektóre przypadki użycia sformułowań „polskie obozy śmierci”, „polskie obozy zagłady” lub „polskie obozy koncentracyjne” mogą skutkować podjęciem przez MSZ kroków prawnych. – Podchodzimy jednak do tego ostrożnie, bo to już jest postawienie sprawy na absolutnym ostrzu noża. Skuteczniejsze w tej sprawie są roszczenia wysuwane przez osoby prywatne – powiedział Nowak-Far na sesji poświęconej sposobom przeciwdziałania pojawiającym się w zagranicznych mediach nieprawidłowym sformułowaniom „polskie obozy”.
Z takim stanowiskiem nie zgadza się opozycja. – Działania MSZ, aby były realne, muszą być skuteczne. A skuteczność polega na dotkliwości kar dla kogoś, kto dopuszcza się kłamstwa na temat polskiej historii i rzekomej polskiej odpowiedzialności – podkreśla prof. Krzysztof Szczerski (PiS) członek sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych i były wiceszef MSZ. – A skuteczne kary to takie, które są karami sądowymi. Musi się po prostu rozejść fama po środowiskach opiniotwórczych, że kogoś, kto fałszuje historię Polski, spotka za to kara, że ktoś będzie realnie ukarany – wskazuje poseł. – To natychmiast by ukróciło ten cały proceder, który się rozszerza, dlatego że niedostatecznie jasno zabiegamy o to, by ludzie, którzy używają tego typu określeń, ponieśli karę. Tu nie chodzi o protesty i zamieszczanie sprostowań, bo my nie możemy się tłumaczyć, my musimy egzekwować prawdę – uważa Szczerski.
– Jeśli MSZ uważa, że to jest sprawa prywatnych osób, to absolutnym minimum jest to, że MSZ powinno tych ludzi wspomóc. A dziś jest taka sytuacja, że nie mogą oni liczyć na pomoc resortu, to są ich prywatne inicjatywy, oni samodzielnie próbują bronić Polski. Tak nie może być. Należy ich w pełni wspomóc organizacyjnie i finansowo – zaznacza poseł.
A problem, jak przyznaje samo MSZ, wcale nie zanika, lecz nadal jest bardzo poważny.
Medioznawca prof. Ewa Stasiak-Jazukiewicz (UW) po analizie prasy niemieckojęzycznej zwraca uwagę, że po przeprosinach za użycie sformułowania „polskie obozy” po pewnym czasie wracają one na łamy. – Po interwencji wszyscy przepraszają, zapewniają, że to była pomyłka, że więcej tego nie zrobią, po czym robią to drugi raz – wskazuje.
– Absolutnie nie można zgodzić się ze spotykanym wśród dziennikarzy tłumaczeniem, że są to dopuszczalne skróty myślowe – podkreśla mec. Filip Rakiewicz. – Są one sprzeczne z prawem prasowym. Tego typu wypowiedzi nie można usprawiedliwiać wolnością słowa, prasy, wolnością wypowiedzi – tłumaczy. Rakiewicz wskazuje, że wypowiedzi o „polskich obozach” naruszają „poczucie polskiej tożsamości narodowej jako dobro prawnie chronione”.
Dyrektor Biura Rzecznika Prasowego MSZ Michał Safianik przyznał, że w wielu krajach sformułowanie „polskie obozy śmierci” jest już „utartym wadliwym kodem pamięci”. – Dlatego jeszcze intensywniej stawiamy polskim placówkom zadanie, by walczyły o prawdę historyczną i nazywały obozy koncentracyjne, które były w Polsce, „niemieckimi, nazistowskimi obozami zagłady czy koncentracyjnymi w okupowanej Polsce” – podkreślił. Dodał, iż resort obserwuje także zwiększenie liczby błędnego sformułowania „polskie obozy śmierci” w internecie. – Jeszcze 10 lat temu druk tej frazy w prasie nie był natychmiast powielany przez wiele portali internetowych. Teraz widzimy, że to sformułowanie się bardziej rozprzestrzenia. Dlatego intensyfikujemy nasze działania – zaznaczył.
Szczerski nie podziela przekonania MSZ, że używanie ogólnego określenia „wadliwe kody pamięci” w kontekście „polskich obozów” pomoże w walce z fałszowaniem historii.
– „Wadliwe kody pamięci” to relatywizowanie sytuacji. MSZ powinno bronić dziedzictwa polskiej historii – kwituje poseł.
Zenon Baranowski