Położenie chrześcijan w Iraku pogarsza się
Piątek, 11 października 2013 (14:22)W Iraku położenie chrześcijan znacznie się pogorszyło. W wywiadzie udzielonym międzynarodowemu Dziełu chrześcijańskiemu Pomoc Kościołowi w Potrzebie patriarcha Kościoła chaldejsko-katolickiego Louis Raphaël I Sako opowiada o doświadczeniach w kraju ogarniętym konfliktem religijnym.
Urodzony w 1948 r. w północnym Iraku patriarcha Sako, arcybiskup Kirkuku, na pytanie o sytuację na Bliskim Wschodzie odpowiedział, że w Iraku, Syrii, ale też w Libanie czy Jordanii panuje potężne napięcie i niepewność. W siłę rośnie fundamentalizm. Ludzie się boją. W Iraku sytuacja się znacznie pogorszyła. Nie ma stabilizacji. Mieszkańcy giną w zamachach, domy są niszczone. W wyniku konfliktu pomiędzy szyitami a sunnitami cierpią również chrześcijanie. Wielu z nich musiało opuścić kraj, inni próbują przeczekać najgorsze. Ogólnie atmosferę według patriarchy można określić jako niepewną, bez perspektyw. Uchodźcy w Turcji, Libanie nie mają już nadziei. Kościół wspiera ich, jak może.
Patriarcha Louis Raphaël I Sako uważa, że rozwiązanie konfliktu jest możliwe, o ile jego strony rozpoczną prowadzenie prawdziwego dialogu na drodze pokoju, a nie za pomocą rozwiązań militarnych. Niestety władze są opieszałe, aby respektować prawa wszystkich obywateli.
Zachód może mieć także swój wkład w rozwiązanie problemów chrześcijan, przede wszystkim zachęcać ich do pozostania w regionie za sprawą konkretnych projektów pomocowych, bo, wg Louisa Sako, wyznawcom Chrystusa do normalności potrzeba niewiele: lekarstw, przedszkoli, nasion, środków transporty, pracy.
Budująca postawa patriarchy
Patriarcha Louis Sako jest doprawdy Bożym darem dla cierpiących ucisk chrześcijan w Iraku. Mam ten zaszczyt znać osobiście tego mądrego, ciepłego i skromnego człowieka. Przypomnę, że próbowano go zamordować, ale na szczęście zamach na jego życie się nie udał.
Nie przesadzę, jeśli powiem, że północny Irak to dziś piekło dla chrześcijan. Porwania, egzekucje, zamachy bombowe, przymusowe wysiedlenia doprowadziły do exodusu ok. 800 tys. wyznawców Chrystusa z tej krwawej ziemi. Był to największy ruch ludności XXI wieku, ale media milczały. Dlaczego?
Dlatego, że czystki religijne dotyczyły chrześcijan. Oni przez wieki, bo przecież byli tutaj przed islamem, stanowili pomost dialogu pomiędzy skonfliktowanymi stronami wewnątrz świata muzułmańskiego. Chociaż to sunnici są tą denominacją w ramach islamu, która dominuje, to w Iraku większość stanowią szyici i oni też sprawują władzę, co wywołuje opór świata sunnickiego. Po pozbyciu się chrześcijan i rozwiązaniu właściwie ostatecznie kwestii chrześcijaństwa w Iraku akty agresji skierowały się przeciw szyitom.
Bomby Al-Kaidy wybuchają teraz na targach, w meczetach, a nawet podczas pogrzebów. Tę sytuację przewidział doskonale prorok naszych czasów bł. Jan Paweł II, który mocno zaangażował się w obronę pokoju dla Iraku.
Niestety Stany Zjednoczone i ich koalicjanci nie posłuchali Ojca Świętego. Dlatego dziś w ziemi Abrahama nie ma już prawie chrześcijan, a wojna domowa jest konfliktem religijnym. W tym całym dramacie budująca dla chrześcijan jest postawa ich pasterza patriarchy Sako. Kościół oczywiście stoi mężnie na posterunku, ale jest osamotniony przez Zachód, który potrafi rozpętać krwawy i brutalny konflikt, ale potem się wycofuje, pozostawiając po sobie zgliszcza i śmierć. Ten brak poczuwania się do wzięcia odpowiedzialności za stan i sytuację w Iraku jest chyba najgorszy.
Dr Tomasz M. Korczyński