Lewaccy terroryści wypędzają księży
Piątek, 11 października 2013 (10:46)Biskup diecezji Mocoa-Sibundoy, ks. Luis Alberto Parra Mora opowiedział agencji FIDES, że lewackie ugrupowania terrorystyczne zaatakowały i wypędziły niektórych jego księży z regionu Putumayo w Kolumbii.
Szczególnie trudną sytuację przeżywają kapłani z regionów wiejskich w Puerto Guzman i Puerto Leguizamo. 6 księży zostało zmuszonych w ostatnich tygodniach do opuszczenia regionu, ponieważ rebelianci nie tolerują obecności kapłanów.
Biskup Parra Mora zaapelował do rządu o wsparcie i wzmożenie środków bezpieczeństwa dla głoszenia Ewangelii na terenach wiejskich. Tymczasem na Kubie trwają negocjacje i rozmowy pokojowe pomiędzy rządem Kolumbii a liderami FARC (Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii). Kościół katolicki był wielokrotnie inicjatorem i pośrednikiem pomiędzy stronami krwawego konfliktu.
W tym całym zajściu możemy i tak mówić o szczęściu, bo Kolumbia w związku z działalnością terrorystyczną grupy paramilitarnej FARC jest dziś obok Meksyku najtrudniejszym regionem dla działalności duszpasterskiej i to tutaj ginie najwięcej kapłanów.
Kościół ze swoimi nakazami moralności, jasno określonymi zasadami ewangelicznymi staje się niewygodną barierą, staje na drodze kryminalistom, a zatem jego obecność jest niemile widziana. Dodatkowo dla lewackich terrorystów jest on sprzymierzeńcem wrogów ludu, rządu, którego ex definitione należy zwalczać, w zgodzie zresztą z postulatami marksizmu. Jednak grupa partyzantów jest dziś ważnym, ale nie jedynym zagrożeniem dla Kolumbii i Kościoła.
Ideologia swoją drogą, a biznes i handel narkotykami swoją. Pod przykrywką wielkich haseł: równość, wolność, tolerancja, sprawiedliwość dla wszystkich, FARC i inne zbrodnicze ugrupowania prowadzą intratny narkobiznes, zabijając nie tylko urzędników państwowych i duchownych, ale także zwalczając siebie nawzajem, w walce o monopol na dystrybucję kokainy. Mafie i kartele narkotykowe, niemające żadnych ambicji do szerzenia ideologii, również. Korupcja, nędza kraju, z jednej strony przybliża ludzi do Boga i Kościoła, a z drugiej do świata przestępczego.
W szpony terrorystów w związku z plagą porwań, także dla okupu, ale niewyłącznie, trafiają dzieci zarówno chłopcy, jak i dziewczynki, które zasilają oddziały rebeliantów.
Za czasów prezydenta Álvaro Uribe, który rządził Kolumbią przez dwie kadencje, od 2002 r. oddziały Omegi, przeszkolone do zwalczania guerillas odnosiły znaczące sukcesy, FARC i inne organizacje były w głębokiej defensywie, wydawało się, że może nawet uda się skończyć tę straszną wojnę. Niestety Uribe nie mógł ponownie kandydować. Dziś następca Uribe wydaje się nie mieć pomysłu na prowadzenie operacji antykomunistycznej i antyterrorystycznej, co przekłada się na sytuację, o której opowiedział biskup diecezji Mocoa-Sibundoy, ks. Luis Alberto Parra Mora.
Na pewno znacznym osłabieniem FARC były śmierć lidera, Luisa Edgar Devia Silva oraz prezydenta Hugo Cháveza, który, co jest tajemnicą poliszynela, był opiekunem terrorystów. Na terenie Wenezueli i nie tylko, także Ekwadoru, mogli oni znaleźć bezpieczne schronienie, co, jak pamiętamy, w 2008 r. omal nie doprowadziło do wojny Kolumbii z tymi krajami.
W każdym razie, jestem sceptyczny (ale chciałbym się mylić) wobec możliwości dojścia do jakiegoś rozsądnego porozumienia pomiędzy stronami tej brutalnej wojny domowej, która trwa już od połowy lat 60. i pochłonęła życie kilkudziesięciu tysięcy ludzi, głównie cywilów, nie mówiąc o 3 milionach wysiedlonych w związku z operacjami militarnymi.
Autor jest socjologiem, pracownikiem naukowym Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, ekspertem zajmującym się sprawami prześladowań chrześcijan na świecie.
Dr Tomasz M. Korczyński