• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Panika w ratuszu

Czwartek, 10 października 2013 (02:00)

Wyniki niedzielnego referendum spędzają sen z oczu Hannie Gronkiewicz-Waltz. „I tak Was przekrzyczą” – pisze w liście otwartym do warszawiaków, zachęcając do absencji przy urnach.

 

 

Wczoraj portal „Gazety Wyborczej” opublikował list otwarty Gronkiewicz- Waltz do mieszkańców stolicy. „Nie bierzcie udziału w tym wiecu politycznym jednej partii. Tylko zwiększycie liczbę jego uczestników, a i tak Was przekrzyczą”– pisze prezydent, uderzając w histeryczne tony i strasząc Jarosławem Kaczyńskim. „Nie dajcie się namówić Jarosławowi Kaczyńskiemu. (…) Jeśli chcecie mi pomóc zostańcie w domu, a swój głos oddajcie za rok. Wtedy będą prawdziwe wybory. Wtedy Wasz głos będzie mi naprawdę potrzebny. Dziś jedyny, kto się ucieszy z Waszego udziału w referendum będzie Jarosław Kaczyński. Nie bez przyczyny namawia moich zwolenników, żeby wzięli w nim udział. Pamiętajcie, jeśli Jarosław Kaczyński Was do czegoś namawia, to na pewno nie jest to dobre dla mnie” – apeluje Hanna Gronkiewicz-Waltz.

W ocenie Jarosława Krajewskiego, radnego PiS, prezydent obawia się wyników referendum, ale – jak ocenia – jest to nieskuteczna walka o pozostanie na stanowisku prezydenta Warszawy. –Przypomina osobę tonącą, a tonący brzytwy się chwyta. Ten apel będzie jednak przeciwskuteczny, miała 7lat na udowodnienie tego, że jest dobrym gospodarzem –podkreśla Krajewski.

Prezydent próbuje tłumaczyć, że to ordynacja wyborcza narzuca takie podejście do kwestii głosowania: jeśli ktoś opowiada się za odwołaniem, idzie głosować, jeśli uważa, że jest przeciw, powinien po prostu nie iść do urn. „Obecna konstrukcja referendum, (…) wyraźnie narzuca taką linię wyboru –jeśli jesteś za odwołaniem – idź, jeśli przeciw – nie idź” – pisze Hanna Gronkiewicz-Waltz, wzywając do bojkotu głosowania. „Jeśli w Waszej opinii w Warszawie nie dzieje się nic nadzwyczajnego, nie bierzcie udziału w tym referendum. Poczekajcie. Za rok są wybory. Wtedy będziecie mieli możliwość ocenić pełne dwie kadencje mojego urzędowania (…)” – kontynuuje.

Zdaniem Krajewskiego, politycy Platformy Obywatelskiej są świadomi pewnego ciągu wydarzeń, a więc porażek, jakie PO zanotowała w Elblągu, Rybniku i na Podkarpaciu. – Zdają sobie sprawę z negatywnego nastawienia mieszkańców miasta do obecnej prezydent. Ten wynik może być różny. W stolicy jest uprawnionych do głosowania ponad 1,3 mln osób, więc przy wysokich wynikach frekwencji w ostatnich wyborach jest szansa, że te prawie 400 tys. przyjdzie do lokali wyborczych i zagłosuje za jej odwołaniem. Jeśli zostaną w domu, w poniedziałek będą widzieli uśmiechnięte miny Stefana Niesiołowskiego czy Donalda Tuska – dodaje radny.

Kampania mająca na celu obniżenie frekwencji toczy się od sierpnia, gdy okazało się, że referendum w stolicy musi się odbyć. Ale nie tylko kampania propagandowa ma skłonić warszawiaków do pozostania w domach. „Nasz Dziennik” opisał kłopoty z dopisywaniem się do rejestru wyborców. Okazało się, że może to nieść niemiłe konsekwencje, np. w postaci sprawdzenia i wypytywania sąsiadów przez policję.

Urzędnicy nie wiedzą dokładnie, czy dokumentem potwierdzającym fakt zamieszkiwania ma być tylko umowa najmu, czy też również akt notarialny i zgoda właściciela lokalu na dopisanie takiej osoby do listy wyborców. Niektórzy żądają okazania umowy o pracę w Warszawie. W związku z tymi sygnałami radni PiS zwrócili się do prezydent Warszawy z prośbą o odpowiedź na kilka ważnych pytań. Chcą się m.in. dowiedzieć, czy władze wydały urzędnikom instrukcję lub inny dokument z procedurą dotyczącą wpisywania na listę wyborców.

„Jeśli tak, to wnosimy o przedstawienie takiego dokumentu. Jeżeli wytyczne zostały przedstawione ustnie, to wnosimy o opis wydanych zaleceń” – pisze w interpelacji radny Maciej Wąsik.

Opozycja zwraca też uwagę na bardzo skąpe informacje na temat referendum; chodzi o obwieszczenia o lokalizacji i godzinach otwarcia obwodowych komisji referendalnych. Taki obowiązek nakłada na prezydent stolicy art. 16 kodeksu wyborczego. W związku z tym prezydent musi odpowiedzieć, ile takich obwieszczeń wydrukowano, kiedy i w jaki sposób zostały one rozdystrybuowane, oraz czy ktoś kontrolował, w jaki sposób rozkolportowano je na terenie miasta.

Maciej Walaszczyk