• Poniedziałek, 16 września 2019

    imieniny: Korneliusza, Edyty, Cypriana

Prawnicy domagają się akt

Czwartek, 26 lipca 2012 (09:39)

Pełnomocnicy rodzin ofiar smoleńskich chcą, by prokuratura umożliwiła im dostęp do całej dokumentacji w sprawie katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku. Podkreślają, że decyzja prokuratury o limitowaniu dostępu do akt utrudnia ich pracę i nie pozwala w pełni ocenić tragicznych wydarzeń w Smoleńsku.

- Powoływanie się przez prokuraturę na pewnego rodzaju dobra osobiste i szczególność tej sytuacji do pewnego momentu mogła być tolerowana. Na tym etapie śledztwa limitowanie materiału dowodowego jest absolutnie niczym nieuzasadnione – powiedział NaszemuDziennikowie.pl mec. Piotr Pszczółkowski, pełnomocnik Jarosława Kaczyńskiego. Jak zaznaczył, jest to nawet sprzeczne z logiką i metodologią poznawania tych akt.

- Mamy do czynienia z sytuacją, że jako pełnomocnik jednej rodziny mam prawo wglądu w dokumenty sekcyjne tylko jednej osoby, a co za tym idzie jedynie do części akt. Już kilka miesięcy temu składałem wniosek zmierzający do zmiany stanowiska prokuratury, by ta zezwoliła na nieograniczony dostęp do całego materiału dowodowego. Wciąż czekam na jego rozstrzygnięcie – wyjaśnił mec. Pszczółkowski.

Mecenas Bartosz Kownacki, w rozmowie z nami, zaznaczył, że współpracę pełnomocników z prokuraturą należy rozpatrywać w kontekście konkretnej sytuacji i sprawy. Jednocześnie zauważył, że „wielokrotnie podkreślał szereg nieprawidłowości występujących zarówno w toku postępowania, zabezpieczania materiału dowodowego, jak również co do zasad udostępniania tego materiału”. - Brak dostępu do całości materiału dowodowego jest dużym utrudnieniem dla nas pełnomocników. Nie jesteśmy w stanie zapoznać się z pełnym materiałem dowodowym, a tym samym nie możemy ustalić pełnego stanu faktycznego – powiedział mec. Kownacki. Jak dodał, mowa o materiale dotyczącym sekcji zwłok czy protokole identyfikacji, który w znacznym stopniu rzutuje na ocenę wiarygodności dokumentacji sporządzonej przez Rosjan. Podkreślił, że szanuje i rozumie argumenty mówiące o wrażliwości rodzin, które mogą nie życzyć sobie pełnego dostępu do dokumentacji. Jednak – zauważył mec. Kownacki – powinno także być brane pod uwagę dobro całego postępowania.

Na ostatnim posiedzeniu Zespołu Parlamentarnego ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Tu-154M z 10 kwietnia 2010 r. posłowie poruszyli sprawę ekshumacji Anny Walentynowicz, o co wnioskuje rodzina. – Pan Walentynowicz powiedział, że jego rodzina nigdy nie zakładała, że będzie wnosić o ekshumację zwłok. Jednak to, co zobaczyli w prokuraturze spowodowało, iż nie mają teraz żadnych wątpliwości... Ubieganie się o ponowne zbadanie zwłok pani Walentynowicz jest niezbędne – wyjaśnił mec. Pszczółkowski.

Piotr Walentynowicz powiedział m.in. w trakcie posiedzenia Zespołu, iż w dokumentach sekcyjnych, z jakimi zapoznał się w Prokuraturze Wojskowej nie widnieją podpisy kogokolwiek ze strony polskiej, z wyjątkiem tłumaczy. Podkreślił też, że opis ciała w nich zawarty różnił się od stanu stwierdzonego w czasie identyfikacji.

Zdaniem Bartosza Kownackiego, „odpowiedzialność nie tylko polityczna, ale i prawna w pierwszej kolejności znajduje się po stronie Ministerstwa Spraw Zagranicznych i konsulów, którzy byli odpowiedzialni za transport zwłok do Polski”. - To właśnie oni mieli potwierdzać, że ciała konkretnych osób znajdują się w odpowiedniej trumnie, co prawda w oparciu o rosyjskie dokumenty, które mieli obowiązek dokładnie zweryfikować. Kolejną osobą, która powinna być pociągnięta do odpowiedzialności jest była minister zdrowia pani Ewa Kopacz, która wielokrotnie zapewniała, że polscy specjaliści brali udział w tych czynnościach – powiedział mec. Kownacki. Jak dodał, „ocena odpowiedzialności uzależniona jest od rozstrzygnięć kolejnych ekshumacji”. - Jeżeli potwierdzą się informacje, które podniosła rodzina pani Anny Walentynowicz, to ta odpowiedzialność polityczna i prawna wielu osób z MSZ, jak również pani marszałek Kopacz, byłaby wielce prawdopodobna - wyjaśnił.

Izabela Kozłowska