Opozycja pyta o zniechęcanie
Wtorek, 8 października 2013 (02:04)Warszawiacy nie wiedzą, gdzie są komisje referendalne. Nie ma obwieszczeń w tej sprawie. To element świadomej obstrukcji władz w celu obniżenia frekwencji – twierdzi opozycja.
Referendum okazuje się dla władz miasta sporym wyzwaniem. W mieście jest niewiele informacji na temat lokalizacji lokali wyborczych i zasad udziału w głosowaniu.
Wczoraj „Nasz Dziennik” informował o dwóch kobietach, którym urzędniczka w Urzędzie Dzielnicy Rembertów m.st. Warszawy tak „pomagała” w załatwieniu formalności związanych z wpisem do rejestru wyborców, że obie zrezygnowały z udziału w głosowaniu. Stało się tak, choć bez meldunku od wielu lat pracują i mieszkają w stolicy.
Urzędnicy straszą, że władze samorządowe mają prawo przy użyciu policji lub straży miejskiej weryfikować wnioski osób deklarujących zamieszkiwanie w stolicy pod wskazanym adresem.
Wczoraj sam sprawdzałem, jak można dopisać się do listy.
„Proszę przynieść wniosek, umowę najmu oraz umowę o pracę w Warszawie” – radziła urzędniczka z dzielnicy Białołęka. W Wilanowie usłyszałem, że w sytuacji braku umowy najmu mieszkania mam przynieść oświadczenie właściciela lokalu wyrażające zgodę na dopisanie wnioskodawcy do rejestru wyborców wraz z aktem notarialnym. „Jak pan to przyniesie, będzie wszystko w porządku” – zapewniano. Co ciekawe, tym razem nie żądano w ogóle okazania umowy o pracę.
Temat utrudnień i mitręgi związanej z dopisaniem się do list wyborczych podjęli wczoraj warszawscy liderzy PiS: poseł Mariusz Kamiński oraz radny Maciej Wąsik. – Chodzi tutaj o zniechęcenie wyborców do wzięcia udziału w referendum. A informowanie o tym, że może przyjść policja i straż miejska, która będzie mogła rozpytywać sąsiadów, powoduje, że część osób może zrezygnować z udziału w głosowaniu. To jest oczywisty dyskomfort, sytuacja, w której ktoś z policji wypytuje sąsiadów o daną osobę. To rodzi wokół niej złą atmosferę – mówił Kamiński. Radny Wąsik zapowiedział wniesienie do prezydent interpelacji w tej sprawie. – Chcemy wiedzieć, ile wniosków zostało odprawionych odmownie i na jakiej podstawie – dodaje. Politycy zapowiadają, że sprawdzą każdy sygnał świadczący o zniechęcaniu do udziału w referendum i agitacji politycznej w urzędach. – To jest przestępstwo i żadnego tego rodzaju sygnału nie zlekceważymy – dodaje poseł Kamiński.
Inspiro się zaciął
Wygląda jednak na to, że nad Hanną Gronkiewicz-Waltz zawisło jakieś fatum. Wczoraj zepsuł się uruchomiony dzień wcześniej nowoczesny pociąg Inspiro, przeznaczony dla II linii metra. W niedzielę na inauguracyjną przejażdżkę wybrała się nim pani prezydent. Kontrakt na kupno pociągów opiewa na niebagatelną kwotę 1,07 mld złotych. Na trasach metra będzie kursowało 35 jego składów.
W poniedziałek, w godzinach porannego szczytu, pociąg miał jednak awarię. Stanął na kilkanaście minut na stacji Kabaty. Jego postój sparaliżował pracę całego metra. Zawiódł mechanizm odpowiadający za zamykanie drzwi – oświadczył rzecznik Metra Warszawskiego. – Palec Boży. Po prostu – skwitował wczoraj Jarosław Kaczyński. – Jeśli robi się coś za szybko, to tak na ogół się to kończy – dodał.
– Jeżeli Warszawa jest rządzona sprawnie i uczciwie, to nie będzie brakowało pieniędzy. Tymczasem dziś wiemy, że w Warszawie ich nie ma np. na oświatę – wskazywał prezes PiS, obarczając winą za ten stan rzeczy władze miasta. Podkreślał również, że nie kontynuują one dobrych projektów zainicjowanych podczas prezydentury Lecha Kaczyńskiego, które dziś są przypisywane Hannie Gronkiewicz-Waltz. Chodzi o Centrum Nauki Kopernik, most Północny czy rewitalizację Krakowskiego Przedmieścia. – Jego następcy nie podjęli wielu innych planowanych inwestycji. Przykładem jest Warszawski Park Technologiczny, w którym miały się znajdować inkubatory innowacyjności, nauka miała współpracować z biznesem. Miał on mieć znaczenie nie tylko dla Warszawy, ale też szersze, ogólnopolskie – podkreślał prof. Piotr Gliński.
Przypomniał, że po zmianie władzy w stolicy ekipa obecnej prezydent krótko się tym pomysłem interesowała, wydano na jego realizację spore sumy. A potem „zajmowała się tym tylko ABW”.
Gliński przypomniał też, że Lech Kaczyński planował zabudowę pl. Defilad. – Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz wdała się w jakieś dziwne przepychanki z kupcami, którzy mieli tam swoją halę i dostarczali warszawiakom towary po dość niskich cenach, a teraz mamy dziurę w środku miasta – mówił Gliński. Na pl. Defilad nie ma też zapowiadanego Muzeum Sztuki Nowoczesnej, a na pl. Piłsudskiego odbudowanego Pałacu Saskiego.
Maciej Walaszczyk