Resort zarzyna zawody
Wtorek, 8 października 2013 (02:03)Dramatycznie kurczy się liczba miejsc rezydenckich, które są warunkiem odbycia specjalizacji lekarskiej. Najtrudniej mają stomatolodzy, okuliści i dermatolodzy.
Ministerstwo Zdrowia zapowiada ułatwienia w dostępie do specjalizacji lekarskich. – Rozpoczynamy nowy etap ułatwienia dostępu do specjalizacji. Będziemy z pełną determinacją podejmować kroki ku temu, by specjalizacje były dla was otwarte – deklarował szef resortu zdrowia podczas sobotniej inauguracji roku akademickiego na Pomorskim Uniwersytecie Medycznym.
– Będę podejmował z pełną determinacją wszystkie kroki wobec tych, którzy w jakikolwiek sposób będą utrudniać dostęp do specjalizacji. (…) Można być najlepiej wyszkolonym lekarzem, mieć największe tytuły naukowe, ale jest się bezwartościowym, jeśli tego zawodu nie traktuje się w kategorii pomagania drugiemu człowiekowi – mówił.
Ostrożnie do tych zapewnień podchodzi środowisko lekarskie. – Jesteśmy bardzo wdzięczni za te deklaracje, ale mamy nadzieję, że w ślad za nimi pójdą czyny. Na razie wiemy tylko, że pan minister mocno utrudnia sytuację lekarzom, którzy chcą uzyskać specjalizację – wskazuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. – Przerzucenie kosztów pracowniczych na dyrektorów zakładów opieki zdrowotnej już spowodowało to, że dyrektorzy niechętnie przyjmują pod swoją opiekę lekarzy rezydentów.
– Młody człowiek, który uzyskuje prawo do rezydentury, tak naprawdę ma kłopot ze znalezieniem miejsca do jej odbywania. Zadłużone szpitale nie są w stanie prowadzić jeszcze misji w postaci kształcenia tych lekarzy – dodaje szef NRL.
Z anonimowych ankiet rozpisanych przez izby lekarskie wynika, że problemem, z jakim zmagają się młodzi lekarze tuż przed lub w trakcie specjalizacji, jest trudny dostęp do niektórych z nich. Tak jest w przypadku stomatologii, dermatologii czy okulistyki.
Dolny Śląsk bez rezydentów
Lekarze wskazywali na zbyt małą liczbę rezydentur, czyli specjalizacji, które finansuje Ministerstwo Zdrowia. Według danych resortu z 10 września br., tylko w samym województwie dolnośląskim w tym roku nie przyznano ani jednego miejsca rezydenckiego lekarzom stomatologom, którzy chcieliby podjąć kształcenie w ramach specjalizacji z chirurgii stomatologicznej czy stomatologii dziecięcej. W całej Polsce na ten rok minister przyznał 2464 miejsc rezydenckich dla lekarzy i dentystów. To mniej niż rok wcześniej i w roku 2011 – wtedy było ich 2,5 tysiąca. Szkolenie specjalizacyjne w ramach rezydentury może odbywać wyłącznie lekarz nieposiadający I lub II stopnia specjalizacji lub tytułu specjalisty.
Według NRL główną barierą w podjęciu specjalizacji są finanse. Przekazanie środków na finansowanie rezydentur następuje za pomocą umowy, jaką z ZOZ-ami zawiera resort zdrowia, wysokość wynagrodzenia rezydenta jest uzależniona od decyzji resortu. Tyle że to ZOZ-y są obciążane kosztami, jakie wynikają z umów o pracę – placówki zobligowane są do odprowadzania odpisu na zakładowy fundusz świadczeń socjalnych.
– Dla ZOZ-u, który ma kilkudziesięciu rezydentów, zaczyna to być poważnym obciążeniem – zauważa Hamankiewicz. W ocenie NRL, zawierana ze szpitalem umowa winna być jedynie sposobem uruchomienia z góry określonych środków niezbędnych do odbywania specjalizacji, a nie mechanizmem ustalania wysokości samego wynagrodzenia.
– Środki niezbędne do odbywania specjalizacji w trybie rezydentury są wartością dającą się obiektywnie ustalić i wartość ta nie może być zmieniana umową. Specjalizacja trwa kilka lat, możliwość corocznej zmiany wysokości środków przekazywanych szpitalom powoduje rozchwianie systemu specjalizacji i nie daje gwarancji, że rezydent, który rozpoczął ją w danym szpitalu, będzie miał możliwość dokończenia jej w tej samej placówce – zauważa prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.
Anna Ambroziak