• Czwartek, 2 kwietnia 2026

    imieniny: Franciszka, Władysława, Arona

Ile mamy takich Elewarrów?

Czwartek, 26 lipca 2012 (06:53)

Posłowie Prawa i Sprawiedliwości chcą, aby prokuratura zbadała działania osób nadzorujących spółkę Elewarr w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa niedopełnienia przez nich obowiązków.

Sytuację w Elewarze zasygnalizowaną w ujawnionej rozmowie szefa kółek rolniczych Władysława Serafina z byłym prezesem Agencji Rynku Rolnego Władysławem Łukasikiem parlamentarzyści określili mianem "kłusowania i rabowania majątku państwowego".

Doniesienia zawarte w nagraniu dotyczące należącej do ARR spółki Elewarr się potwierdziły, a ustalenia nawet przerosły nakreślony obraz - stwierdzili posłowie Prawa i Sprawiedliwości: Dawid Jackiewicz i Przemysław Wipler.

Łukasik opowiadał Serafinowi m.in., iż Andrzej Śmietanko miał zrezygnować z bycia prezesem Elewarru tylko dlatego, by stając się dyrektorem generalnym tej samej firmy, omijać ustawę kominową i więcej zarabiać. Jego zarobki na stanowisku dyrektorskim wynosiły około 30 tys. zł miesięcznie.

Sugerował także, iż Śmietanko "podróżował po całym świecie" na koszt firmy bez ekonomicznego uzasadnienia tych wyjazdów dla Elewarru. W podróżach towarzyszyć mieli mu - według sugestii Łukasika - członkowie rodziny.

- Ta spółka to jest miejsce, w którym część osób zamiast nią zarządzać, zamiast ją nadzorować, kłusowała w niej. Ci ludzie zachowali się w tej spółce jak kłusownicy, którzy uznali, że najlepszą metodą łowienia ryb jest wrzucenie do stawu kabla pod wysokim napięciem. W taki sposób wyjmowano tam pieniądze publiczne, w taki sposób wydawano pieniądze publiczne, prowadzono politykę zatrudnieniową - ocenił Przemysław Wipler.

Obaj posłowie PiS wkroczyli do Elewarru po ujawnieniu afery taśmowej i korzystając z uprawnień przysługujących posłom, zażądali wglądu do dokumentów nadzorowanej przez państwo spółki.

CBA po posłach

Dopiero dwa dni po parlamentarzystach do spółki wkroczyło Centralne Biuro Antykorupcyjne - dzień przed wejściem CBA do Elewarru premier Donald Tusk zakomunikował opinii publicznej, iż spółka ta będzie najbardziej skontrolowaną spółką w Polsce. Posłom opozycji nie udało się jednak przejrzeć wszystkich dokumentów.

- CBA przyszło na 2 godziny, ustalili, co będą badać, po czym pan prezes Elewarru użył pewnej zasłony, powiedział nam, iż nie jest teraz pewien, czy może nam udostępnić dokumenty, ponieważ nie wie, czy one nagle się nie stały tajemnicą śledztwa - opisywał Wipler okoliczności odmowy dalszego dostępu do dokumentów firmy.

Poczynione ustalenia pozwoliły jednak na sformułowanie doniesienia do prokuratury w sprawie "podejrzenia popełnienia przestępstwa niedopełnienia obowiązków przez osoby odpowiedzialne za nadzór właścicielski Elewarru".

Jackiewicz zaznaczył, że doniesienie do prokuratury dotyczy zarówno wysokich, nieuzasadnionych zarobków, które miał otrzymywać Śmietanko, jak i wyjazdów zagranicznych byłego już dyrektora generalnego Elewarru oraz niezastosowania procedur po kontroli NIK.

- To są ewidentnie podróże niesłużące realizacji interesów spółki. Mówimy o Brazylii, Kanadzie, Chinach, Korei, Arabii Saudyjskiej, Stanach Zjednoczonych, Japonii. Jeśli nie ma żadnych informacji potwierdzających, że jest jakieś uzasadnienie, jeśli prezes spółki nie potrafi wyjaśnić, w jakim celu przedstawiciel spółki udawał się w tym kierunku, jeśli nie ma żadnych rozliczeń, raportów po tych podróżach zagranicznych, to możemy wnioskować, że miały one inny niż ekonomiczny charakter - dodał Jackiewicz.

W liście otwartym posłowie PiS zwrócili się do premiera Donalda Tuska - który zapowiedział osobisty nadzór nad resortem rolnictwa - o podjęcie działań mających na celu zapobieżenie wypłaty zwolnionemu z pracy byłemu dyrektorowi generalnemu Elewarru Andrzejowi Śmietance "jakichkolwiek świadczeń pieniężnych". Śmietance, który w poniedziałek otrzymał wymówienie, przysługuje - według ustaleń posłów - odprawa w kwocie 180 tys. złotych.

Artur Kowalski