Służba z sercem
Poniedziałek, 7 października 2013 (10:14)„Wolontariusze hospicyjni solą ziemi” – pod tym hasłem zakończyła się w Radomiu VI Ogólnopolska Konferencja Wolontariatu Hospicyjnego. Patronat medialny nad konferencją sprawował „Nasz Dziennik”.
W konferencji, która rozpoczęła się w piątek, wzięło udział kilkadziesiąt osób z całej Polski. Przez kilka dni dyskutowali oni na temat wolontariatu hospicyjnego, dzielili się uwagami i spostrzeżeniami, a także swoim doświadczeniem i wieloma problemami.
Wśród prelegentów były osoby poruszające różne kwestie związane z posługą w hospicjach. Przybliżono problemy medycyny u chorych będących u kresu życia, czy wskazano na profilaktykę odleżyn, które niszczą organizm leżącego człowieka. W ciągu trzech dni trwania konferencji mówiono także o wolontariacie w ruchu hospicyjnym w Polsce oraz wiedzy tanatologicznej uczniów szkół gimnazjalnych i średnich.
Konferencję uświetniły występy zespołu wokalno-tanecznego Kropelka, w którego składzie są dzieci osierocone wywodzące się z Koła Małego Hospicjanta.
O tym, czym jest posługa wolontariusza w hospicjum domowym, opowiedział NaszemuDziennikowi.pl ks. Marek Kujawski SAC, założyciel i duszpasterz Hospicjum Królowej Apostołów w Radomiu, organizatora konferencji.
– Nie żyjemy z chorego, a dla niego. Jesteśmy z nim wtedy szczególnie – i zachęcamy do tego ciągle najbliższych - kiedy odchodzi i najbardziej potrzebuje wówczas drugiego człowieka. Przede wszystkim należy podkreślić, że w hospicjum domowym posługa jest całkowicie bezpłatna. Nasi wolontariusze nie otrzymują żadnego wynagrodzenia za pracę i poświęcony czas. Taka była idea hospicjów zakładanych przez ks. Eugeniusza Dutkiewicza SAC. Gromadził on ludzi reprezentujących różne zawody medyczne i niemedyczne, którzy chcieli służyć innym, słabszym i cierpiącym. Ksiądz Dutkiewicz stworzył wspólnotę, która nie oczekiwała wynagrodzenia za pracę, wysiłek i poświęcony czas – wskazał kapłan.
Jednocześnie nasz rozmówca zwrócił uwagę, że „wolontariusze hospicyjni autentycznie oddają kawał swojego życia dla innych”.
– Posługa ta skierowana jest do osób, od których często odsuwa się, a niekiedy wręcz ucieka, nawet najbliższa rodzina. Zostają bez pomocy i wsparcia nie tylko ze strony instytucji rządowych i samorządowych, ale także swych najbliższych. W to puste miejsce wchodzą wolontariusze – grupa wybrana z naszego społeczeństwa. My, wolontariusze, jesteśmy dostępni dla podopiecznych 24 godziny na dobę i 7 dni w tygodniu, także w dni wolne od pracy, świąteczne, w Boże Narodzenie i Wielkanoc. Chcemy, aby chorzy nie cierpieli, by każdy dzień ich życia był przeżywany na najwyższym możliwym poziomie jakości – powiedział ks. Kujawski, dodając, że właśnie dlatego wolontariusze hospicyjni starają się zapewnić chorym wszystko, co najlepsze.
Warto zwrócić uwagę, na jaką opiekę i wsparcie od wolontariuszy może liczyć chory i jego rodzina, co jest bardzo istotną kwestią nie tylko dla bliskich chorych, ale przede wszystkim dla nich samych. – Kiedy wolontariusze przyjeżdżają do chorego, wokół niego są dzieci albo wnuki bardzo zżyte z rodzicami czy dziadkami. Na ich oczach umiera ktoś, kogo bardzo kochają. Uczą się oni życia w tej szczególnej sytuacji, zrozumienia tego, co się nazywa czasem przejścia. W tym czasie bardzo potrzebują wsparcia kogoś z zewnątrz. Dzieci w chwili, kiedy umiera ktoś im bliski, potrzebują ogromnej pomocy. Nasi wolontariusze, wchodząc do domu chorego, otaczają opieką wszystkich, których spotkają – zauważył duszpasterz radomskiego Hospicjum Królowej Apostołów.
W związku z tym wśród posługujących w hospicjum potrzebni są przedstawiciele różnych zawodów, którzy odrobią lekcje z dziećmi, przygotują do szkoły, ale nie tylko. – Nieraz potrzeba elektryka, hydraulika czy stolarza. Otoczenie chorych i ich rodzin kompleksową pomocą niejednokrotnie przedłuża im życie. Znamy przypadki, kiedy zaangażowanie wolontariuszy medycznych, właściwe ustawienie leczenia sprawiło, że chorzy wstali i na nowo podjęli swoje obowiązki domowe, a nawet pracę zawodową. Wszystko to dzięki temu, że otrzymali potrzebną pomoc i właściwe wsparcie – zaznaczył kapłan.
Ogólnopolska Konferencja Wolontariatu Hospicyjnego organizowana od sześciu lat w Radomiu skupia ludzi, którzy z potrzeby serca niosą pomoc innym. Przybywają na nią ci, którzy poprzez swoją bezinteresowną posługę są blisko cierpiących i umierających. Znają także potrzeby wolontariatu hospicyjnego. Spotkanie to jest czasem, kiedy rozmawia się o problemach, z jakimi boryka się wolontariat hospicyjny.
A tu zasadniczym problemem – jak wyjaśnił w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl ks. Marek Kujawski – jest brak wolontariuszy. – Spotykamy coraz mniej osób gotowych, aby służyć bezinteresownie innym. Wśród ludzi, którzy służą w hospicjum, najbardziej oczekiwani są lekarze, pielęgniarki, psychologowie, masażyści i rehabilitanci, ale nie tylko. Wolontariuszem może być każdy. Polskie media dzielą chętnych do niesienia pomocy na lekarzy, pielęgniarki i wolontariuszy. W hospicjach opartych o wolontariat tego podziału nie ma, bo wszyscy jak jeden mąż są wolontariuszami – podkreślił nasz rozmówca, wyjaśniając, że w czasie, kiedy ksiądz Eugeniusz jeździł po Polsce i przybliżał ideę hospicjów domowych, to „rosły one jak grzyby po deszczu”.
– Jednak kiedy nadszedł kryzys w służbie zdrowia i rozpoczął się proces reformowania systemu opieki zdrowotnej ludzie dotąd służący w hospicjach bez żadnych korzyści materialnych zobaczyli, że mogą wykonywać taką samą pracę za pieniądze, wówczas duża część osób zrezygnowała z bezinteresownej pomocy i przeszła na etaty. Już kilka lat wcześniej taką możliwość dawała sprowadzona z Zachodu przez pana profesora Jacka Łuczaka opieka paliatywna. Powstała w latach siedemdziesiątych XX w. opieka paliatywna – etatowa opieka nad chorymi na nowotwory wrzucona do jednego worka z opieką hospicyjną istniejącą od zarania chrześcijaństwa, spowodowała zupełne spłaszczenie hospicyjnej idei bezinteresownej posługi – powiedział duszpasterz radomskiego hospicjum.
Jednocześnie ks. Kujawski zaznaczył, że między bezinteresownym służeniem ludziom a opieką paliatywną nie można postawić znaku równości. – WHO taki znak stawia. W mojej ocenie, która ukształtowana została w ciągu 26 lat obecności w posłudze hospicyjnej, są to dwa różne rodzaje opieki nad chorymi. Służyć z serca, nie oczekując wynagrodzenia, a brać za tę opiekę pieniądze, to dwie zasadniczo różne postawy człowieka. Przekładają się one zdecydowanie na różnice w jakości opieki i pomocy, o czym zaświadczyć mogą chorzy, ich bliscy, osieroceni, ale także sami hospicjanci i wszyscy, którzy są jedynie obserwatorami z zewnątrz – wskazał ks. Marek Kujawski.
Czas spotkania osób w podobny sposób niosących pomoc innym, połączony z modlitwą eucharystyczną i wspólną dyskusją dobiegł końca. Kolejna konferencja już za rok.
Izabela Kozłowska