Afera i prezes Pawlak
Czwartek, 26 lipca 2012 (06:39)Nie wiadomo jeszcze, jak zakończy się dla PSL afera taśmowa, ale od jej zasięgu zależy na pewno to, czy prezesem partii nadal będzie Waldemar Pawlak.
Ponad tydzień po wybuchu afery taśmowej atmosfera wśród działaczy PSL jest wciąż nerwowa, bo nie wiadomo, co jeszcze wyjdzie na jaw, ale nikt już w zasadzie nie ma obaw, że ujawnienie tajemnic sprawowania władzy może spowodować rozpad koalicji. Zresztą wypowiedzi premiera czy innych wysokich rangą przedstawicieli PO też skłaniają się ku temu, aby sprawę obsady stanowisk w firmach państwowych, agencjach i urzędach rozwiązać w taki sposób, żeby ani na jotę nie zagroziła rządowi i koalicji PO - PSL.
- Nie ma alternatywy dla koalicji z PSL - mówi Grzegorz Schetyna, wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej. To samo niemal zdanie padało też z ust innych wpływowych parlamentarzystów PO, jak Małgorzaty Kidawy-Błońskiej czy Rafała Grupińskiego, szefa klubu parlamentarnego Platformy. Bo Donald Tusk tak naprawdę nie ma pola manewru.
Ludowców w koalicji mógłby w zasadzie zastąpić tylko Ruch Palikota, dając rządowi większość w Sejmie. Ale takiej roli posła z Biłgoraja i jego kolegów Tusk nie przewiduje. Janusz Palikot ma bowiem nadal odgrywać rolę "rządowej opozycji".
- Koalicja z lewackim Palikotem mogłaby zakończyć się rozpadem naszej partii, więc tym bardziej włóżmy między bajki możliwość wyrzucenia z rządu PSL i wsadzenia w to miejsce Palikota - mówi jeden z posłów Platformy. Dodaje, że taki wariant wśród jego kolegów, nawet tych o bardziej lewicowych poglądach, nie jest brany pod uwagę.
- Koalicja się nie rozpadnie - jest o tym przekonany również lider SLD, poseł Leszek Miller. Argumentuje, że PO i PSL mają wiele wspólnych interesów, dla których nie warto zrywać współpracy. Na to wskazuje choćby fakt, że ani Donald Tusk, ani Waldemar Pawlak nie stawiali znaku zapytania nad przyszłością koalicji.
- Media rzuciły się na nas, jakieś koszty będzie trzeba ponieść, bo inaczej nie uda się tej afery szybko wyciszyć, żeby już nie szkodziła rządowi i obu partiom - mówi nam członek Rady Naczelnej PSL.
Teraz, po Agencji Rynku Rolnego i spółce Elewarr, pod lupą mediów znalazła się Fundacja Programów Pomocy dla Rolnictwa FAPA. Ale ludowcy obawiają się, że prześwietlanie obejmie również inne instytucje działające w otoczeniu rolnictwa. Dodają jednak, że "na szczęście" w tych agendach poupychano również wielu działaczy PO i ich rodzin, więc koalicjantom też powinno zależeć na tym, aby afera nie zatoczyła za dużych kręgów.
Szorstka koalicja
Na pewno afera taśmowa spowodowała osłabienie zaufania między koalicjantami. Co prawda posłowie PSL, z którymi rozmawialiśmy, nie mają wątpliwości, że nagranie rozmowy Władysława Serafina z Władysławem Łukasikiem powstało z inicjatywy tego pierwszego (choć Serafin temu cały czas zaprzecza), to jednak podejrzewają, że do ujawnienia nagrania mogło dojść na zlecenie "kogoś z zewnątrz", czyli z PO. Dlatego że partia Donalda Tuska odnosi ogromne korzyści z tej afery, a pozycja PSL w koalicji została znacznie osłabiona i ludowcy będą musieli w imię pozostania przy władzy akceptować kolejne reformy premiera Tuska.
- Trzeba PSL postawić do pionu, aby nie przeszkadzało przy reformie KRUS czy wprowadzeniu podatku dochodowego w rolnictwie - mówi obrazowo poseł Eugeniusz Kłopotek (PSL).
Dyscyplinowaniu ludowców ma służyć także przeciąganie powołania nowego ministra rolnictwa, ponieważ dopiero dzisiaj prezydent Bronisław Komorowski odwoła Marka Sawickiego, choć ten dymisję na ręce premiera złożył już osiem dni temu.
Co więcej, z kręgów zbliżonych do premiera były nawet wysyłane sygnały, że bezpośredni nadzór Tuska nad ministerstwem rolnictwa może potrwać kilka tygodni, a rozważane miało być nawet pozbawienie PSL tego resortu. I choć czołowi politycy PO, jak Grzegorz Schetyna i marszałek Sejmu Ewa Kopacz, ostatecznie rozwiewali obawy PSL co do obsady stanowiska ministra rolnictwa, to jednak ludowcy nie mają wątpliwości, że padli ofiarą gry politycznej koalicjanta.
- Platforma nas ćwiczy - komentuje krótko i celnie poseł Kłopotek. A jego koledzy mówią, że premier i PO "grillują PSL".
Czekanie na kongres
Afera taśmowa będzie na pewno ważnym tematem jesiennego kongresu PSL, na którym mają być wybrane władze partii na nową kadencję. Część działaczy podejrzewa, że nagranie rozmowy Serafina i Łukasika wyciekło do mediów dlatego, by uderzyć w ministra Sawickiego i frakcję przeciwników prezesa Waldemara Pawlaka. I choć ci podejrzliwi stanowią mniejszość, to Pawlak nie może czuć się pewnie przed kongresem.
- Okazuje się, że prezes wiedział o jakichś taśmach, które krążą po Warszawie, ale nie zareagował, bo jak tłumaczyli jego współpracownicy, "prezes nie zajmuje się plotkami". - Gdyby Waldemar Pawlak był bardziej przewidujący, może udałoby się mu uniknąć całego zamieszania - mówi poseł PSL.
- Mam wrażenie, że prezes nie zrobił nic albo bardzo mało, żeby przynajmniej nas ostrzec przed wybuchem afery. I dlatego będzie musiał gęsto się tłumaczyć podczas kongresu - dodaje.
W PSL głoszone są rozbieżne opinie, czy afera zaszkodzi szansom prezesa Pawlaka na ponowny wybór. W tej chwili realną opozycję dla niego stanowi tylko poseł Janusz Piechociński, ale może on liczyć na wsparcie stronników Marka Sawickiego.
- Marek przestał być ministrem, ale dalej zasiada we władzach partii, będzie delegatem na kongres i odegra na nim znaczącą rolę. Może nawet jego stanowisko przesądzi o tym, kto będzie prezesem - twierdzi poseł PSL, który sam siebie zalicza do "obozu Marka Sawickiego".
Ludowcy spodziewają się, że partia będzie wstrząsana wewnętrznymi tarciami przed kongresem. Pewną rolę mogą odegrać również postępowania prokuratorskie i CBA, z których przecieki na pewno będą trafiały do mediów i nie wiadomo, w jakim świetle zostanie w nich przedstawiony Waldemar Pawlak.
Sam wicepremier zachowuje spokój, bo liczy, że będzie miał jeszcze przed kongresem okazję do pokazania siły PSL w koalicyjnych rozgrywkach. Jeśli udowodni, że ludowcy nie utracili wpływów, będzie zdecydowanym faworytem do fotela prezesa stronnictwa.
Krzysztof Losz