• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Hospicja dokładają do opieki paliatywnej

Sobota, 5 października 2013 (02:16)

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

Z dr. Jerzym Jaroszem, lekarzem z Hospicjum Onkologicznego w Warszawie, rozmawia Anna Ambroziak

Jest Pan jednym z prelegentów VI Ogólnopolskiej Konferencji Wolontariatu Hospicyjnego w Radomiu. Będzie Pan mówił o problemach medycyny u chorych będących u kresu życia.

– Biorę udział w tej konferencji przede wszystkim dlatego, że jest to konferencja wolontariatu – a jest on niesłychanie ważny w medycynie paliatywnej.

 

Niektórzy odróżniają medycynę paliatywną od hospicyjnej.

– Dla mnie jest to tożsame. Sam byłem wolontariuszem przez dwadzieścia kilka lat. Polski ruch hospicyjny powstał z pracy wolontariatu. W miarę upływu czasu i zaawansowania przekształcił się w oficjalną formę medycyny paliatywnej. W moim rozumieniu rola wolontariatu też się nieco zmieniła, dlatego że dużym elementem opieki paliatywnej czy hospicyjnej jest właśnie element ściśle medyczny, jak choćby przepisywanie leków. To powinni robić profesjonaliści – lekarze. Natomiast rola wolontariatu przesunęła się – wolontariusze tworzą pewnego rodzaju ludzkie tło dla opieki długoterminowej. W mojej prelekcji chciałbym przekazać wolontariuszom, jakie problemy w opiece paliatywnej napotykają lekarze.

 

Pewnie finansowe?

– Tak, to przede wszystkim problemy finansowe. One dotyczą nie tylko Polski, ale wszystkich krajów. To przede wszystkim łączenie źródeł finansowania, wybieranie form terapii, które muszą być dostosowywane do aktualnych potrzeb. To też tworzenie systemów gwarantujących różnorodność opieki, od wyspecjalizowanej opieki szpitalnej po opiekę domową z udziałem społeczeństwa. To też wybieranie najlepszych udokumentowanych sposobów leczenia. Wszystko to opiera się na pieniądzach.

Drugi aspekt to dostępność leków opioidowych, czyli silnych narkotyków. Trzeci problem to umiejscowienie opieki nad ludźmi ciężko chorymi, starymi w mentalności społecznej, a więc by medycyna paliatywna nie była rozpoznawana jako coś gorszego od medycyny leczniczej. Tu jest kwestia podziału środków, a przede wszystkim uświadomienia władzom, że medycyna paliatywna to nie wymysł grupy dziwaków, którzy mają dobre serca, więc opiekują się przewlekle chorymi. To przede wszystkim konieczność, wyzwanie polityczno-demograficzne: starzejące się społeczeństwo, zanikanie roli rodziny – czyli ubywanie naturalnych opiekunów, pozostawianie ludzi samych sobie. I wreszcie zmiany przebiegu choroby – rak jest obecnie rozpoznawany jako choroba przewlekła, a nie wyrok śmierci. Jest dużo starych osób z długo trwającymi chorobami, którymi nie ma kto się zaopiekować.

 

W jaki sposób lekarze radzą sobie z cierpieniem pacjenta?

– Oczywiście, jest też ta kwestia. Duchowość to poszukiwanie sensu, także sensu cierpienia, sensu życia. W tym wyraża się nasze człowieczeństwo. Jako lekarze działający w medycynie paliatywnej uważamy, że ten aspekt jest niesłychanie ważny, ale jako medycy jesteśmy tu często bezradni. Dlatego w większości przypadków uciekamy się do pomocy osób duchownych.

Jak w ogóle ocenia Pan stan medycyny paliatywnej w Polsce?

– Biorąc pod uwagę ilość ośrodków – a jest ich ok. 400 – bardzo dobrze. Polska jest w czołówce krajów Unii Europejskiej. Gorzej – jeśli chodzi o jakość tej opieki. Gros opiera się na finansowaniu przez państwo. Jest ono – najogólniej mówiąc – mocno niewystarczające.

Na ile oszacowałby Pan braki w finansowaniu opieki paliatywnej przez Narodowy Fundusz Zdrowia?

– Na około 30-40 procent. W najlepszym wypadku NFZ daje na funkcjonowanie ośrodków (leki, media, wyposażenie, personel) ok. 60 proc. wszystkich niezbędnych środków. Hospicja dokładają do opieki paliatywnej. Brakujące fundusze pozyskujemy od sponsorów indywidualnych. Ważnym źródłem ich pozyskiwania jest odpis 1 proc. podatku.

Dziękuję za rozmowę.

Anna Ambroziak