• Poniedziałek, 23 marca 2026

    imieniny: Pelagii, Feliksa, Oktawiana

Przede wszystkim frajda

Środa, 2 października 2013 (02:14)

Z Kajetanem Kajetanowiczem, mistrzem Polski w rajdach samochodowych, rozmawia Piotr Skrobisz

Jest Pan najlepszym polskim kierowcą?

– To pojęcie względne (uśmiech). Na pewno w ostatnich latach wygrałem najwięcej rajdów organizowanych w naszym kraju.

Czterech tytułów mistrza Polski, do tego z rzędu, nie zdobywa się jednak przypadkiem. Który z nich smakował najbardziej?

– Każdy tytuł poprzedziła inna droga, cenię je tak samo i nie zastanawiam się, który z nich był ważniejszy, został wywalczony w trudniejszych czy łatwiejszych okolicznościach. Jeśli już miałbym powiedzieć o czymś szczególnym, to wyjątkowo smakowało zwycięstwo w ostatnim Rajdzie Polski.

…wyjątkowo w tym roku szalonym. Rywalizował Pan kiedyś w trudniejszych warunkach?

– Nie, ale było to bardzo interesujące doświadczenie. Gdy zobaczyłem, na jakich trasach przyjdzie nam jeździć, nabrałem jeszcze większej ochoty do startu. Dlaczego? Bo w takich okolicznościach można się czegoś nowego, nieznanego nauczyć. Być może już nigdy nie będę ścigał się w podobnych warunkach, zresztą jestem przekonany, że wielu dużo bardziej doświadczonych i utytułowanych kierowców ode mnie nie miało takiej okazji. Zresztą im trudniej, tym… lepiej. Rajdy to nie zabawa, nie jeździmy tylko wtedy, gdy droga jest prosta i świeci słońce. Ciśniemy na maksa niezależnie od wszystkiego i to jest w nich piękne.

Co okazało się zatem kluczem do sukcesu w tej imprezie?

– Myślę, że radość z jazdy, podejście polegające na wyszukiwaniu pozytywów. Miałem sporo frajdy, szczególnie że po czterech latach spędzonych w subaru imprezie przesiadłem się do samochodu klasy R5, nowego, który umożliwiał mi walkę z fantastycznymi rywalami.

Naprawdę cieszył się Pan z jazdy? Nie brakowało przecież głosów Pana kolegów po fachu, którzy grozili wycofaniem się z rywalizacji.

– W moich słowach nie było ani krzty sarkazmu. Zastanówmy się, po co wsiadamy do samochodu – czy dlatego, że musimy, czy dlatego, że to kochamy. Ja uwielbiam jeździć autem rajdowym bez względu na okoliczności.

Wygrana w tegorocznym Rajdzie Polski była zatem największym sukcesem w Pana dotychczasowej karierze?

– Tak. Wcześniej zwyciężałem już w tej imprezie dwukrotnie, ale nigdy nie miała ona tak mocnej obsady. Ba, ja także nigdy w kraju nie ścigałem się z tak wieloma fantastycznymi i szybkimi kierowcami. Każdy z nich spędził w swym aucie po kilka-kilkanaście tysięcy kilometrów, ja w fordzie fiesta wcześniej przejechałem dwieście.

Na mecie powiedział Pan, że takie sukcesy utwierdzają człowieka w przekonaniu, że wybrał słuszną życiową drogę. Pamięta Pan początki swojej przygody z rajdami?

– Wyobrażałem je sobie trochę inaczej, natomiast z każdym rajdem, z każdym sezonem systematycznie podnosiłem poprzeczkę. Najpierw marzyłem o tym, by w ogóle wystartować w rajdzie, w którym pojedzie m.in. Leszek Kuzaj. Potem chciałem wygrać z ówczesną czołówką odcinek specjalny, potem całe zawody, wreszcie mistrzostwa Polski. Nie mogę jednak powiedzieć, by rajdy mnie zaskoczyły. Oczekiwałem wielkiej frajdy z jazdy, ale okraszonej ciężką, bardzo ciężką pracą. Tak też było i jest. Muszę przyznać, że jestem dość wymagającym liderem zespołu, sporo oczekuję od współpracowników, jednak miałem szczęście trafić na właściwych ludzi. Każdy z nich wie dokładnie, co ma robić, a ja wiem, że bez takiego sztabu nie byłbym tu, gdzie się znajduję.

Niektórzy uważają, że rajdowcy to mają klawe życie: szybkie samochody, adrenalina, emocje, słowem – robią to, o czym marzą szczególnie nastolatki. A jaka jest cena tego wszystkiego?

– Nie będę zaprzeczał: mamy klawe życie. Natomiast faktycznie każdy medal ma dwie strony, ta druga nie wygląda już tak efektownie, bo płacimy sporą cenę, i nie myślę tu o pieniądzach. Proszę mi jednak wierzyć, radość, jaką dają mi rajdy, całkowicie przesłania wszelkie poświęcenia, trud, pot, harówkę.

Co Panu zatem dają rajdy?

– Tego nie da się opisać, trzeba samemu przeżyć. Rajdy to moje życie. Osoby, które nigdy nie miały okazji jeździć autem rajdowym, też chyba nie są w stanie do końca zrozumieć, co czujemy i za co je kochamy.

Kiedy uświadomił Pan sobie, że w swojej przygodzie z tym sportem może zajść tak daleko?

– Każdy sportowiec, każdy człowiek powinien wierzyć w siebie, w to, że ciężko pracując, może osiągnąć zakładane cele. Ja wierzyłem od samego początku, choć nie spodziewałem się, że moja kariera w pewnym momencie nabierze aż takiego rozmachu.

Co jest najmocniejszą stroną czterokrotnego mistrza Polski?

– Cały LOTOS Rally Team, ludzie, z którymi pracuję. Bez nich nie zaszedłbym tak daleko.

Zawsze Pan jest taki skromny?

– Rajdy to sport zespołowy. Oczywiście kierowca spija śmietankę, jest „wystawiony” na widok publiczny, ale sam niczego nie wygra. W moim zespole pracuje prawie dwadzieścia osób. Każda z nich jest odpowiedzialna za swoją działkę i ciężko na nią pracuje. Ważni, bardzo ważni są także ci, którzy bezpośrednio nie pracują przy samochodzie, bo i oni mają wpływ na warunki, w jakich mogę jeździć i podnosić swoje umiejętności. Można to wszystko porównać do mechanizmów skrzyni biegów: kierowca jest przełożeniem głównym, ale sam daleko nie zajedzie.

Jak duży w rajdach jest margines błędu?

– Zależy od nas. Zapytał mnie pan przed chwilą, co dają mi rajdy. Myślę, że ich urok tkwi także w wyznaczaniu sobie ryzyka, ale kalkulowanego, tych granic. Możemy jechać bardzo szybko, co może się wydawać brawurą, jednak nią nie jest.

Jak często jeździ Pan na granicy swoich umiejętności, możliwości?

– Nie przypominam sobie rajdu, w którym nie jechałbym na sto procent. Zawsze tak podróżuję, od pierwszego do ostatniego metra. Od razu dodam: jadę na sto procent w swoim mniemaniu. Każdy taką granicę wyznacza sam, u każdego ten próg może być inny. Ktoś kiedyś powiedział, że rajdy wygrywa ten, kto popełni najmniej błędów. Sporo w tym racji.

Kiedy wreszcie przejedzie Pan swój pierwszy pełny sezon mistrzostw Europy?

– Pracujemy nad tym z całym zespołem. Myślę, że jesteśmy coraz bliżej (śmiech).

Dziękuję za rozmowę.

Piotr Skrobisz