• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Dialog, ale na innych zasadach

Wtorek, 1 października 2013 (15:13)

Z Tadeuszem Majchrowiczem, zastępcą przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czym będzie zajmować się Komisja Krajowa NSZZ „Solidarność” podczas rozpoczynających się dzisiaj obrad w Stalowej Woli?

– Najważniejszym punktem dzisiejszego, pierwszego dnia obrad będzie podsumowanie Ogólnopolskich Dni Protestu w Warszawie, które - przypomnę - zgromadziły około dwustu tysięcy Polaków niezadowolonych z antypracowniczej polityki obecnego rządu. Będziemy się też zastanawiać nad dalszymi działaniami. Zajmiemy się także kilkoma innymi bardzo ważnymi sprawami, m.in. uchwałą dotyczącą Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność”, który w przyszłym roku odbędzie się w Bielsku-Białej, i przypomnę - będzie to zjazd sprawozdawczo-wyborczy. Będziemy też mówili o kolejnym wniosku do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie kodeksu pracy.

Jak związek ocenia to, co we wrześniu wydarzyło się w Warszawie?

– Bez wątpienia jest to wielki sukces ruchu związkowego w Polsce. Po raz pierwszy organizowaliśmy ten protest wspólnie z Forum Związków Zawodowych i Ogólnopolskim Porozumieniem Związków Zawodowych. To, co najważniejsze, to to, że udało się dotrzeć z naszymi postulatami do bardzo szerokiej grupy społeczeństwa. Co istotne, był to protest pokojowy, bardzo dobrze zorganizowany pod względem logistycznym, co zresztą podkreślały nawet media nam nieprzychylne, a także media zagraniczne. Nie było żadnych interwencji policji. Najlepszym wykładnikiem jest opinia komendanta głównego policji, który stwierdził, że związki zawodowe pokazały wielką klasę i życzyłby sobie, żeby wszyscy organizatorzy imprez masowych w taki sposób podchodzili do organizowania manifestacji. Postawa związkowców najlepiej pokazuje determinację, a z drugiej strony powagę sytuacji. Ludzie wiedzieli, po co przyjechali do Warszawy i wszyscy razem skupiliśmy się na eksponowaniu naszych, słusznych postulatów.   

Czy i jakie są efekty tego protestu?

– Myślę, że bardzo ważnym efektem będzie dyskusja na temat nowej formuły dialogu społecznego w Polsce. 10 października w Ośrodku Dialog w Warszawie wspólnie z byłymi przewodniczącymi Komisji Trójstronnej, w gronie naszych ekspertów związkowych, przedstawicieli świata nauki, z udziałem trzech central związkowych będziemy dyskutować na temat no­we­go mo­de­lu dia­lo­gu spo­łecz­ne­go w Polsce. Będzie to pierwszy etap dyskusji nad nowym modelem dialogu społecznego. Powiedzmy sobie jasno, dotychczasowa formuła po prostu się wyczerpała, ponadto poprzez Komisję Trójstronną nie udało się rozwiązać czy załatwić żadnych ważnych problemów dla kraju. Wystarczy przypomnieć tylko problem płacy minimalnej, gdzie zaproponowaliśmy obywatelski projekt ustawy, która utknęła w Sejmie mimo deklaracji, że będzie procedowana szybką ścieżką. Ponadto kwestie związane z elastycznym czasem pracy, który został wprowadzony bez porozumienia Komisji Trójstronnej czy ustawy, które zaskarżyliśmy do Trybunału Konstytucyjnego i czekamy na ich rozstrzygnięcie.

W tej nowej formule jest miejsce dla strony rządowej?  

– Myślę, że tak. Komisja Trójstronna w dotychczasowej formule miała działać w ten sposób, że dyskutują pracodawcy i związki zawodowe, a rząd stara się być czymś w rodzaju mediatora. W praktyce wyglądało to zupełnie inaczej. Rząd narzucał rozwiązania, z którymi najczęściej zgadzali się pracodawc,y oczywiście wbrew stanowisku strony związkowej. Nie był to zatem dialog, a jedynie dyktat ze strony rządowej. Będziemy starali się zdefiniować zasady i wypracować nową formułę, taką, która pozwoli np. na dogadanie się związków zawodowych z pracodawcami i przedstawienie już wspólnych ustaleń czy decyzji stronie rządowej. Są także inne propozycje i formy dialogu społecznego, ale o tym wszystkim będziemy rozmawiać 10 października. Bezpośrednio po protestach odbyły się już wstępne rozmowy w gronie ekspertów, naukowców, którzy z jednej strony sprzyjają ruchowi związkowemu, a z drugiej mają nieco inne spojrzenie na dialog społeczny w Polsce. Myślę, że kwestie dotyczące dialogu, a więc rozmów, a nie dyktatu, jak to miało dotychczas miejsce, są do dopracowania czy też wypracowania. Oczywiście będzie to możliwe tylko przy dobrej woli strony rządowej i konkretnych działaniach, a nie pustych obietnicach i próbach manipulacji opinią publiczną i lansowaniu kłamliwych informacji, że to związki zawodowe nie chcą porozumienia. To tylko PR, zagrywki rządu Donalda Tuska, bo gdyby premier i jego ministrowie mieli dobrą wolę, to już dawno usiedliby do rozmów i przynajmniej w jednej sprawie pokazaliby, że potrafią się porozumieć. Dotychczas tego nie było, bo jeżeli min. Kosiniak-Kamysz proponuje np. dyskusję na temat zróżnicowania płacy minimalnej w zależności od regionu, to jest to wbrew logice, zdrowemu rozsądkowi, a nawet ustaleniom Unii Europejskiej, która narzuca zrównoważony rozwój poszczególnych regionów. Mamy zatem do czynienia z sytuacją, że z jednej strony ten rząd niby dba o zrównoważony rozwój kraju, a z drugiej różnicuje płacę minimalną. Według tej reguły możemy mieć do czynienia z sytuacją, że np. w Bieszczadach stawka będzie wynosiła przykładowo 2,5 złotego na godzinę, a w Warszawie 10 złotych. Na to nie możemy się zgodzić, bo to nie jest dialog, a dyktat.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki