Wojna dwóch niedźwiedzi
Poniedziałek, 30 września 2013 (02:07)Z płk. Andrzejem Kowalskim, byłym p.o. szefem SKW, rozmawia Maciej Walaszczyk
Dlaczego odwołano szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego gen. Janusza Noska? To wynik konfliktu z wiceministrem obrony Waldemarem Skrzypczakiem, gdzie w tle są zarzuty o korupcję, a może jest to wymiana szefa służb związanego z byłym ministrem Bogdanem Klichem na swojego człowieka? A może – jak napisała „Gazeta Wyborcza” – kara za dopuszczenie jednej z firm ochroniarskich, która prowadzi interesy w Rosji, do pilnowania bazy lotniczej w Malborku?
– Obawiam się, że żadna z tych trzech hipotez nie jest do końca trafna, choć zapewne elementy prawdy z nich przebijają. Dość zabawnie brzmią informacje, w których premier Tusk jawi się jako osoba, która zareagowała dymisją szefa kontrwywiadu za dopuszczenie do ochrony obiektu wojskowego firmy ochroniarskiej działającej również w Rosji. Szczególnie w kontekście zaniechań, jakich dopuściło się podlegające premierowi SKW w związku z katastrofą smoleńską czy też w związku ze zgodą na współpracę kontrwywiadu wojskowego z rosyjską FSB. Nie wspomnę o licznych nominacjach, za czasów obecnej koalicji, osób szkolonych w Sowietach przez GRU i KGB. Przecież to jakiś kabaret. To, co napisała „Gazeta Wyborcza”, służy odwróceniu uwagi.
To czego jesteśmy zatem świadkami?
– Upraszczając, można powiedzieć, że mamy wojnę dwóch niedźwiedzi: obozu prezydenta i obozu premiera tłukących się między sobą. Zakupy uzbrojenia dla wojska są tak dużym strumieniem pieniędzy, że każda ze stron chce mieć dominujący głos w tej sprawie. Ten konflikt będzie trwał jeszcze pewien czas, walka będzie zacięta, zwłaszcza że wydatki MON mają być rozłożone na wiele lat. W tym tkwi niesamowita pokusa. Jeżeli w tej chwili, co więcej – w perspektywie przebudowania sceny politycznej po najbliższych wyborach, komuś uda się dobrze ustawić w kolejce do owego strumienia, to zwycięskie lobby może mieć z tego długofalową korzyść.
Czy są to lobby zagraniczne? Wiceministrowi Skrzypczakowi zarzuca się podobno kontakty z lobbystami m.in. jednej z izraelskich firm, która miała dostarczać bezzałogowe wieże do rosomaków? A może chodzi o różne krajowe grupy? Przecież część zamówień ma być kierowana do polskiej zbrojeniówki…
– Duża część zamówień będzie musiała być dokonana na Zachodzie, np. śmigłowce, samoloty, łodzie podwodne. Sami tego nie produkujemy. Jeśli w Mielcu zamówimy black hawka, to trudno powiedzieć, że kupimy go „u siebie”. Gdy w polskiej stoczni powstanie kadłub okrętu, to uzbrojenie i elektronika musi zostać do niego zamówiona w firmach zagranicznych. Od rodzimych producentów mogą pochodzić środki łączności i dowodzenia na polu walki. Skoro więc zakupy na Zachodzie będą duże, to zachodni producenci muszą znaleźć ludzi, którzy pomogą te zamówienia zrealizować. Najlepiej szukać wśród emerytowanych oficerów wojska i służb specjalnych, którzy mają dostęp do polityków. Im jest łatwiej zaufać, że potrafią najlepiej tego rodzaju transakcje zrealizować w Polsce. Wymieniany w prasie lobbysta izraelski jest na pewno modelowym przykładem. Fakt, że sprawy przybrały wymiar widzialnego konfliktu, świadczy już o tym, że różnego rodzaju lobby zdynamizowały ustawianie w Polsce własnych interesów na przyszłość. Przecież trudno uwierzyć, że starcie między generałami Noskiem a Skrzypczakiem to jakiś konflikt osobisty i ambicjonalny.
O co więc chodzi?
– Za nimi stoją po prostu jakieś większe siły, które się w tej chwili skonfliktowały.
Ale z tego, co Pan powiedział, można wywnioskować, że dziś SKW stanęła na przeszkodzie różnym interesom, które będą ubijane w związku z planami wydania na uzbrojenie ponad 90 mld zł w ciągu 10 lat…
– Czasem media podają większą kwotę, czytałem już o 140 mld złotych. Ale wracając do pytania. Można mieć wrażenie, które pan sugeruje, ale można też zauważyć, że w SKW od lat nie widać działań na rzecz bezpieczeństwa Polski. Brak poważnych sukcesów daje podstawę do wątpliwości, czy dowództwo było dobre. Dlatego odwołanie szefa SKW postrzegałbym nie tyle jako wendetę za coś, co SKW zrobiła czy nie zrobiła. W mojej ocenie, to raczej przygotowanie jej na przyszłość, by patrzyła we właściwą stronę, widziała to, co ma widzieć, lub nie widziała tego, czego nie powinna. Dodajmy, w interesie tych, którzy namaszczą nowego szefa.
To przypomina sytuację z obecnym CBA. Byli szefowie Biura uważają, że pod dzisiejszym kierownictwem ujawnia ono afery, które ma ujawniać, a nie zajmuje się przekrętami obozu władzy…
– O taki model działania chodzi. Poza tym szef SKW jest postrzegany jako związany z jednym z obozów politycznych.
To znaczy z którym?
– Odpowiem w ten sposób. Przypomnijmy sobie słynny najazd żołnierzy SKW na BBN, którym kierował Aleksander Szczygło, i wywożenie z niego dokumentów komisji weryfikacyjnej WSI. To wywożenie dokumentów z BBN, zablokowanie pracy komisji weryfikacyjnej, śledztwa, które wszczęto przeciw członkom komisji weryfikacyjnej, stały się faktami wiążącymi obóz polityczny skupiający się przy obecnym prezydencie i szefie SKW. Potem mieliśmy 10 kwietnia 2010 roku. Pomimo tego, czego SKW nie zrobiła w tamtym czasie, prezydent podpisał dla jej szefa awans generalski. Teraz, kiedy zmienił się system sojuszy wewnątrz władających nami układów politycznych, ta okoliczność zadziałała na jego niekorzyść. Przecież wiele mówi się o ambicjach budowy, może przy kolejnych wyborach, choćby namiastki partii prezydenckiej. Prawdopodobnie w otoczeniu premiera uznano, że to wszystko należy przebudować, że wszystkie służby powinny być w jego rękach. Również z tego powodu gen. Nosek stał się obiektem rozgrywki. SKW musi być po prostu w rękach osoby, która będzie używała SKW wtedy, gdy będzie to korzystne dla obozu premiera.
To dlaczego gen. Nosek pozbawił ministra Skrzypczaka certyfikatu bezpieczeństwa? Wiceszef MON stał się ofiarą tej politycznej wojny?
– Proszę zauważyć, że ta historia dzieje się od kilku miesięcy. Media nagłośniły fakt, że premier postanowił odwołać szefa SKW, a prokuratura wszczęła śledztwo przeciw ministrowi. Dowiedzieliśmy się, że zabranie ministrowi Skrzypczakowi poświadczenia bezpieczeństwa to konsekwencja m.in. wszczęcia śledztwa przez prokuraturę. Na podstawie przecieków prasowych zasugerowano, że w tle mamy do czynienia z konfliktem wiceszefa MON i szefa kontrwywiadu. Ale w tej sprawie zegar bije już co najmniej pół roku. Przecież jeżeli gen. Nosek miał jakiekolwiek materiały na wiceministra obrony narodowej Skrzypczaka i wysłał je do prokuratury podobno w kwietniu, to zanim wykonał ten ruch, musiał z nimi pójść do ministra Siemoniaka. Już pół roku temu i premier, i szef MON musieli więc wiedzieć o tych zarzutach. Skoro tak, to nie w piątek zaczęła się afera, scenariusz powstał wcześniej, a to, co zobaczyliśmy teraz, jest tylko finałową odsłoną gry. W tym wszystkim gen. Skrzypczak, który być może nie jest związany ani z jednym, ani z drugim obozem politycznym, stał się osobą centralną. Pojawiły się przecież, na razie niepotwierdzone, informacje o tym, że może być on związany z zupełnie inną grupą, że stoi za nim jakiś kapitał itp.
Jest więc ofiarą?
– Wygląda na to, że chodziło o to, by przestał pełnić funkcję, którą pełnił w MON, i nie decydował w sprawach, o których miał decydować. Tylko wszystko odbywa się w ten sposób, by nie nastąpiło jakieś silne uderzenie w jego osobę.
Premier Tusk rozpatrzy jego odwołanie odmownie?
– Nie wiem, ale sądzę, że w sytuacji, w jakiej się znalazł minister, po prostu będzie musiał zrezygnować z pełnionej funkcji, a w zamian za to dostanie stanowisko, które go zadowoli, np. w kompleksie zbrojeniowym. To byłaby jednak absurdalna sytuacja, w której kontrwywiad blokuje ministrowi dostęp do informacji niejawnych, a po kilku dniach premier je przywraca. Byłaby to sytuacja dla rządu i premiera kompromitująca. Są to jednak procedury bardzo poważne i nie można ot tak stwierdzić, że materiały zgromadzone przez kontrwywiad nie mają znaczenia.
A do tego prokuratura wszczęła śledztwo…
– To, że jest śledztwo w sprawie, niewiele przy obecnych standardach oznacza. Jedynie oddziałuje na powszechnego odbiorcę jako potwierdzenie, że coś złego się stało. Z drugiej strony, mam wrażenie, że szef SKW chciał zamącić wodę, ale nie przewidział, że ta woda go wciągnie. Nie sądzę, by spodziewał się, że wydarzenia przyjmą taki obrót. To wszystko przyszło na niego w sposób niespodziewany.
W takim razie mimo całej złożoności tego konfliktu w tej grze jest na razie 1:0 dla obozu rządowego i premiera Tuska?
– Mecz się nie skończył, więc nie przesądzajmy, ale mam wrażenie, że ta akcja skończy się kolejnym golem i niedługo może być 2:0. Jeśli faktycznie dojdzie do przejęcia SKW przez człowieka premiera, to w jego zasięgu będą również wspomniane już materiały, które zgromadziła Komisja Weryfikacyjna. To one posłużyły do napisania tzw. aneksu do Raportu po likwidacji WSI. Media pisały o błyskawicznej zmianie szefa Kancelarii Prezydenta po katastrofie smoleńskiej, co było warunkiem dostępu do treści aneksu. Te pokłady wiedzy mogą stać się użyteczne w rozgrywce politycznej na najpoważniejszym poziomie, a więc między premierem Donaldem Tuskiem i prezydentem Bronisławem Komorowskim. Warto jednak pamiętać, że często nie gracze wygrywają mecze, ale sponsorzy, którzy opłacają drużyny.