Syndrom „chytrej baby z ratusza”
Sobota, 28 września 2013 (02:12)Z Janem Filipem Staniłką, ekspertem w dziedzinie ekonomii politycznej, rozmawia Maciej Walaszczyk
Jakie znaczenie dla Platformy Obywatelskiej i opozycji ma warszawskie referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz? Prezydenturą stolicy Lech Kaczyński torował sobie drogę do prezydentury ogólnokrajowej. Porażka w 2006 r. wieszczyła przegraną PiS w 2007 roku.
– Warszawa jest miastem, które symbolizuje polską modernizację. To olbrzymi, sięgający 10 mld zł budżet miasta, jedne z najwyższych zarobków w kraju, średni dochód na głowę trzy razy wyższy niż w pozostałej części Polski. Jeśli więc „partia modernizacji, miłości i dialogu” nie znajduje poparcia w mieście, które przynajmniej w sensie marketingowym symbolizuje jej aspiracje, jest to poważne uderzenie w wizerunek i społeczną atrakcyjność tego ugrupowania.
Odwołanie Gronkiewicz-Waltz przybliży klęskę PO?
– Może jej pomóc upaść. Głosowanie będzie dotyczyło wiceprezes Platformy i to jest poważne, polityczne wotum braku zaufania dla całej partii. Zwłaszcza w kontekście dość histerycznego stosunku do jej poprzednika, który niekiedy przybiera formę chęci zapomnienia faktu, że był prezydentem Warszawy.
A jeśli chodzi o PiS?
– PiS zatrzymało się w sondażach po zwyżce, jaką zanotowało późną wiosną i latem. Niestety, prezes udzielił niedobrego wywiadu i poparcie się zatrzymało. Jeśli więc teraz udałoby się odwołać Hannę Gronkiewicz-Waltz, byłoby to symboliczne wyciągnięcie wielkiej cegły z muru, który już się chwieje i może się zawalić Platformie na głowę. To może dodać opozycji nowej dynamiki. Te sprawy są dziś dla PO wyzwaniem, z którym nie umie sobie łatwo poradzić.
Odwołanie prezydent Warszawy jest możliwe?
– Wyników badań sondażowych nie znam. Intuicyjnie oceniam, że referendum będzie dla niej raczej przegrane. Z drugiej strony jest kilka spraw, które ostatnio nieco się ruszyły. Było kilka dymisji, metro przebiło się na drugi brzeg Wisły, nie ma jak dotąd kolejnych katastrof związanych z jego budową, ludzie przeżyli te straszne korki. No i GDDKiA ukończyła obwodnicę. Nie ogłoszono jeszcze stawek przyszłorocznych podatków, które z pewnością wzrosną. Zatem o przyszłości prezydent Warszawy zdecyduje frekwencja, a ta przekracza skuteczny próg jedynie w 18 proc. przypadków.
Będzie więc gra na obniżenie frekwencji?
– Niestety tak. Symbolicznym tego przykładem niech będzie wypowiedź Prymasa ks. abp. Józefa Kowalczyka, który oświadczył, że „absencja w referendum nie jest grzechem”.
Czy PiS, mając w pamięci również niedzielną konwencję w Warszawie, może wykorzystać szansę, o której Pan mówił, a więc przewrócenia chwiejącego się muru z napisem: „Platforma Obywatelska”?
– Z górki jest o tyle, że nie tylko tzw. zwykli ludzie, ale również społeczne elity, a więc właściciele kapitału, decydenci lokalni, są źli na Tuska. Dotąd PO dołowała w sondażach, a premier ciągnął ją w górę. Teraz te dwie siły wydają się wzmacniać. Jest to dobry moment, by wyjść z ofertą do tej części elektoratu, która porzuca PO, a nie jest jeszcze zagospodarowana przez PiS. Wydaje się, że PiS i prezes Kaczyński dużo więcej uwagi poświęcają zabijaniu rachitycznych ruchów na prawym krańcu sceny. Za wszelką cenę chcą „zabić” Solidarną Polskę. Rozumiem, że można chcieć mieć ścianę za plecami i od niej się odbijać, ale z PiS poszedł sygnał, że nie idziemy po elektorat środka. Dlatego ten duży i wciąż rosnący segment wyborców centrowych pozostawionych przez PiS bez opieki daje zupełnie realne nadzieje Jarosławowi Gowinowi na zmieszczenie się między elektoratem Tuska i Kaczyńskiego.
Co zniechęciło wielkomiejską Warszawę do obecnej prezydent? Ludzie się nią zmęczyli czy dostrzegli, że źle rządzi stolicą?
– To jest problem wszystkich partii, które rządzą samodzielnie i mają poczucie wszechwładzy, bezkarności i samozadowolenia. W stolicy Polski problemem są na pewno źle prowadzone, opóźnione, drogie i fatalnie zsynchronizowane inwestycje. Wielkim problemem dla warszawiaków jest skala korków, ponieważ jest to modernistyczne miasto przyjazne dla samochodów. Taką Warszawę zbudowano po wojnie i po 1989 roku. Bardzo wzmocniła to suburbanizacja. Ludzie przemieszczają się wielkimi potokami do miasta i przez miasto, a kosztowna rozbudowa publicznego transportu za tym nie nadąża. A w dynamicznym mieście korek rodzi wściekłość. Poza tym kryzys finansowy również dotknął stolicę i zmusił ją do dużego zacieśnienia budżetu. Nastąpiło więc obniżenie poziomu usług publicznych, np. likwidacja przedszkoli, szkół, dostępności służby zdrowia i drastyczny wzrost kosztów widoczny np. w cenach biletów miejskich. To wszystko daje obraz prezydent, która jest tą „chytrą babą z ratusza”, która zabiera, niewiele daje w zamian, a do tego piętrzy problemy. Przeglądając warszawski dodatek „Gazety Wyborczej”, widać, że w tym środowisku jest wielkie rozczarowanie. Faktem jest, że współczesnej Warszawie nadały charakter inwestycje wymyślone lub rozpoczęte przez Lecha Kaczyńskiego, takie jak Centrum Nauki Kopernik, Muzeum Powstania Warszawskiego, rewitalizacja Krakowskiego Przedmieścia czy niezrealizowane przez Gronkiewicz-Waltz Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Ona je tylko kontynuowała. Tymczasem teraz po niej nie zostaje nic, poza symbolicznie zalaną stacją metra. Owszem, w stolicy było sporo inwestycji, ale one nigdzie nie kumulują się i ludzie ich istnienia nie odczuwają.