• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Cywile będą cierpieć

Sobota, 28 września 2013 (02:00)

Jest amerykańsko-rosyjskie porozumienie w sprawie rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ dotyczącej Syrii. Problem w tym, że jego formuła jest mętna.

Wszystko wskazuje na to, że pomimo przyjęcia treści projektu społeczność międzynarodowa po 2 tygodniach negocjacji jest jednak dokładnie w tym samym miejscu, co na początku. Wszyscy zgadzają się co do potrzeby likwidacji syryjskiej broni chemicznej pod międzynarodową kuratelą. Ale nie wiadomo, jak zareagować, gdy plan Władimira Putina się nie powiedzie. Zachód przeforsował najważniejszy postulat: odwołanie się do rozdziału 7 Karty Narodów Zjednoczonych mówiącego o sankcjach i zbrojnej interwencji, ale sformułowanie to jest na tyle ogólne, że Rosja będzie uważać ewentualną interwencję bez jej zgody za bezprawną.

Dyplomaci osiągnęli kompromis w czwartek po południu. W Nowym Jorku trwa doroczna sesja Zgromadzenia Ogólnego ONZ, obecni są nie tylko stali przedstawiciele państw, ale wielu wysokich rangą polityków, m.in. rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow. To on jako pierwszy poinformował o zakończeniu negocjacji.

– Przed chwilą razem z Johnem Kerrym przyjęliśmy w pełni projekt rezolucji, który jeszcze dziś zostanie przedstawiony Radzie Bezpieczeństwa – powiedział. Oświadczył, że treść dokumentu „trzyma się logiki porozumień genewskich”, czyli pierwszego porozumienia Kerry’ego z Ławrowem o akceptacji rosyjskiej inicjatywy kontrolowanego zniszczenia syryjskiego arsenału chemicznego.

– Rezolucja nie przewiduje jakichkolwiek środków z rozdziału 7 Karty Narodów Zjednoczonych – dodał Ławrow. I wyjaśnił, że dopiero w przypadku naruszenia przez którąkolwiek stronę zapisanego planu eliminacji broni chemicznej lub jej użycia w Syrii „Rada Bezpieczeństwa zajmie się tym zdarzeniem i jest gotowa podjąć działania z rozdziału 7, oczywiście proporcjonalnie do ciężaru naruszenia, które musi być w stu procentach udowodnione”. To jednak tylko interpretacja jednej strony, a nie cytat z projektu.

Umieszczony prawie na końcu dokumentu punkt 21 stwierdza inaczej: „[Rada] postanawia, w wypadku nieprzestrzegania niniejszej rezolucji, w tym niedozwolonego transferu broni chemicznej lub jakiegokolwiek użycia broni chemicznej przez kogokolwiek w Arabskiej Republice Syrii, zastosować środki z rozdziału 7 Karty Narodów Zjednoczonych”.

Rzeczywiście konkretne formy nacisku na Syrię (od sankcji po interwencję zbrojną) nie zostały wymienione, ale rozdział 7 Karty NZ został wspomniany i to tak, że można to uznać za zezwolenie na działanie.

– Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Francja chciały mocnej rezolucji przewidującej użycie siły, ale to było nierealne do osiągnięcia. Lecz samo wymienienie sankcji z rozdziału 7 Karty NZ otwiera drogę do działań zbrojnych i zdaniem Zachodu stanowi wystarczający straszak dla strony syryjskiej. Natomiast Rosja będzie dalej argumentować, że samo wspomnienie sankcji z rozdziału 7 nie upoważnia nikogo do zastosowania siły i należałoby ponownie w ONZ zdecydować o tym, jakiego rodzaju działania podjąć – wyjaśnia Wojciech Lorenz z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

W rozdziale 7 mowa jest o wielu różnych rodzajach sankcji, embargach gospodarczych, kontrolach itd., a więc Moskwa będzie mogła żądać nowej rezolucji, która wskaże odpowiedni środek nacisku na Syrię, jak to już wyraźnie zapowiedział Ławrow.

– Jak to w ONZ, sformułowanie jest takie, żeby każdy mógł mówić, że postawił na swoim – komentuje Lorenz. Problem pojawi się, gdy Syria naruszy porozumienie. Zachód i Rosja mogą odmiennie oceniać sytuację i miesiącami spierać się, czy doszło do złamania przez Syrię postanowień rezolucji. Wspierająca Damaszek Moskwa ma więc narzędzie do dalszego wstrzymywania interwencji.

Rezolucja przyjmuje wyniki misji inspektorów ONZ i podobnie jak ich raport nie wskazuje winnego użycia sarinu 21 sierpnia, w wyniku czego zginęło ok. 1,5 tys. osób. Potępia oczywiście tę zbrodnię i kilkakrotnie nazywa posługiwanie się bronią chemiczną w Syrii „zagrożeniem dla międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa”. To ważne z punktu widzenia prawnego sformułowanie, gdyż rozdział 7 Karty właśnie tak opisane postępowanie uznaje za powód do wkroczenia społeczności międzynarodowej. Zatem wzmianki o „zagrożeniu pokoju” służą ewentualnej późniejszej argumentacji w sytuacji, gdyby doszło lub miało dojść do interwencji.

Paraliż w Radzie

Tekst dokumentu potwierdza główne punkty ogłoszonego w Genewie planu kontrolowanej utylizacji syryjskiego arsenału chemicznego. Przewiduje, że kluczową rolę odegrają eksperci Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej, których wspierać będą inspektorzy ONZ. Broń chemiczna ma być usunięta z Syrii w pierwszej połowie 2014 roku. Ale nie jest sprecyzowane, czy będzie się to odbywać na terytorium ogarniętego wojną domową kraju, czy też trujące substancje zostaną najpierw wywiezione. Wbrew apelom syryjskiej opozycji rezolucja nie odnosi się do samego konfliktu wewnętrznego w Syrii ani użycia innych niż chemiczna rodzajów broni, również dotkliwych dla ludności cywilnej.

Dokument został przekazany kierującemu pracami Rady Bezpieczeństwa ambasadorowi Australii Gary’emu Quinlanowi. Ten zwołał posiedzenie jeszcze tego samego dnia. Miało ono charakter informacyjny. Ponieważ jednak w negocjacjach projektu rezolucji brali udział także pozostali członkowie Rady Bezpieczeństwa z prawem weta (Wielka Brytania, Francja i Chiny), należy się spodziewać, że dokument zostanie bez problemu przyjęty w głosowaniu.

Obecnie poza stałymi członkami w RB zasiadają przedstawiciele Argentyny, Australii, Azerbejdżanu, Gwatemali, Korei Południowej, Luksemburga, Maroka, Pakistanu, Rwandy i Togo. Nie wiadomo, kiedy projekt zostanie poddany pod głosowanie. Według dyplomatów Wielkiej Brytanii i USA, możliwe byłoby już wczoraj [w piątek!], czasu lokalnego, czyli wieczorem lub w nocy z piątku na sobotę w Europie.

Zdaniem wielu ekspertów, losy sprawy Syrii w Radzie Bezpieczeństwa to dowód paraliżu i niewydolności tego gremium. „Jeżeli koniec zimnej wojny przyniósł nadzieje, że skończy się wykorzystywanie ONZ przez Rosję i USA do trenowania ich geopolitycznej rywalizacji, to one się teraz rozwiały” – komentuje David Usborne w „The Independent”.

To także argument za zmianą zasad działania Rady Bezpieczeństwa, a przede wszystkim na rzecz zniesienia anachronicznego przywileju weta dla pięciu stałych członków. Mówi się też o uzupełnieniu ich grona przez nowe mocarstwa: Indie lub Brazylię, oraz zastąpieniu Wielkiej Brytanii i Francji przez Unię Europejską jako całość. Wszelkie reformy blokuje jednak brak zgody obecnie dysponujących prawem weta mocarstw.

Niezależnie od losów rezolucji w sprawie Syrii przede wszystkim za kilka miesięcy, kiedy wejdzie w kluczową fazę realizacji, problem wojny domowej w tym państwie pozostaje, nawet jeśli nic nie zakłóci procesu jej chemicznego rozbrojenia. – Rezolucja nie kończy konfliktu syryjskiego. Nie przyczyni się do poprawy sytuacji ludności cywilnej i dla rozstrzygnięcia losu 5 mln uchodźców, którzy błąkają się po Syrii albo Jordanii i Turcji – mówi Witold Waszczykowski, wiceszef sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych.

Od wybuchu konfliktu w jego wyniku śmierć poniosło ponad 100 tys. osób. Około 45 tys. to walczący po stronie reżimu żołnierze i inni funkcjonariusze oraz bojownicy Hezbollahu. Zginęło ok. 20 tys. rebeliantów i prawie 40 tys. cywilów. W sytuacji, gdy społeczność międzynarodowa skupi się na broni chemicznej, los konfliktu konwencjonalnego może przestać obchodzić świat, polityków i opinię publiczną. Sprzyja temu wzrost znaczenia przychylnej Asadowi w całej sprawie Rosji.

– W dalszym ciągu Rosja będzie dyktować warunki realizacji rezolucji, będzie krajem, który roztacza parasol ochronny nad Asadem, i ona będzie mówiła światu, czy Asad wykonał zobowiązania, czy nie. To niedobrze, gdyż uzależniamy wykonanie ważnej rezolucji od decyzji kraju niedemokratycznego – ocenia Waszczykowski.

Sytuację tę można uważać za porażkę dyplomatyczną USA i Baracka Obamy. Ale nie brak i takich opinii, że jest ona tak naprawdę na rękę Białemu Domowi. – Obama nie chciał się wikłać w rozstrzyganie konfliktu syryjskiego i chętnie zrzucił na kogoś innego ciężar interwencji i rozliczenia Asada – kwituje Waszczykowski.

Piotr Falkowski